Pin It

Home » psie sprawy, zdrowie i pielęgnacja » Babeszjoza – obalamy mity

 

Co to jest babeszjoza?

To popularna choroba odkleszczowa wywoływana przez pierwotniaki z gatunku Babesia canis. Są trzy podgatunki, w Polsce występują dwa chorobotwórcze dla psów: B. canis canis, wywołujący chorobę o cięższym przebiegu i B.canis vogeli, wywołujący chorobę o łagodnym przebiegu. Pierwotniaki Babesia są bardzo groźnymi pasożytami- wnikają do krwinek czerwonych (erytrocytów) żywiciela i powodują ich rozpad. Mówiąc bardzo ogólnie: objawy choroby można podzielić na trzy grupy. Do pierwszej należą objawy spowodowane bezpośrednio mechanicznym uszkodzeniem erytrocytów, do drugiej należą objawy spowodowane uszkodzeniem nerek i wątroby przez produkty rozpadu krwinek, do trzeciej tak zwane błędne koło- układ odpornościowy sam zaczyna niszczyć własne elementy morfotyczne (składniki) krwi. Babeszjoza jest chorobą potencjalnie śmiertelną.  Może dojść do wyleczenia, ale też do postaci przewlekłej, która będzie przyczyną stopniowego pogarszania się stanu zdrowia aż do śmierci. Do najbardziej typowych objawów należą: osłabienie, apatia, brak apetytu, wysoka gorączka, bladość błon śluzowych, najłatwiej zauważalna na dziąsłach, spojówkach, która następnie przechodzi w żółtaczkę, ciemne zabarwienie moczu, które występuje tylko u części psów.

Babeszjoza jest niestety bardzo rozpowszechnioną chorobą w naszym kraju. Pomimo wielu kampanii, działań edukacyjnych w lecznicach, na stronach internetowych, w społeczeństwie dalej pokutuje wiele mitów na temat tej choroby. To właśnie te mity najczęściej są powodem, że właściciele zbyt późno trafiają z chorym psem do gabinetu, a w leczeniu babeszjozy bardzo ważna jest szybka diagnoza i reakcja. W dzisiejszym artykule obalamy najpopularniejsze mity na temat babeszjozy.

babeszjoza

źródło: psie-pasozyty.com.pl

1.„Babeszjoza to to samo, co ludzka borelioza.”

Babeszjoza i borelioza to dwie inne, a bardzo często mylone choroby. Borelioza zwana inaczej chorobą z Lyme jest wywoływana przez inny patogen – bakterię Borelia burgdorferi. Podobnie jak Babesia, niektóre gatunki Borelia są niebezpieczne dla ludzi i psów oraz są przenoszone przez kleszcze.  Skupmy się na psiej boreliozie. Ma inny przebieg od babeszjozy. Pierwsze zakażenie jest zazwyczaj bezobjawowe, chyba że mamy do czynienia z bardzo młodym szczeniakiem lub psem o obniżonej odporności. Wśród objawów klinicznych na pierwszy plan wysuwają się zapalenia stawów – ich obrzęk i bolesność. Oprócz tego wysoka gorączka, uszkodzenie narządów – wątroby, nerek, zapalenie mięśnia sercowego, objawy ze strony układu nerwowego. Borelioza jest choroba przewlekłą, wymaga długotrwałego leczenia, które nie zawsze się udaje. Rozpoznanie jest tak samo jak u ludzi bardzo trudne i często trwa miesiącami. W porównaniu do babeszjozy jest choroba raczej rzadką wśród psów.

 

2. „Mój pies jest zabezpieczony przed kleszczami, więc na pewno nie zachoruje na babeszjozę”

Z pewnością każdy właściciel psa chciałby, aby to była prawda. Oczywiście profilaktyka przeciwkleszczowa zmniejsza ryzyko kontaktu z pasożytami, a więc też zachorowania na babeszjozę, jednak niestety przypadki zachorowania wśród zabezpieczonych psów się zdarzają. Bardzo ważne jest tu, aby pamiętać o regularnym stosowaniu preparatów i o tym, jaki mają czas działania. Warto przypomnieć, że większość dostępnych preparatów ma dłuższy czas działania na pchły, niż na kleszcze. Aby jak najbardziej zminimalizować ryzyko wbicia się kleszcza w naszego psa, powinniśmy zawsze wybierać preparaty najlepszych marek. Różnice w cenie nie są warte ryzyka. Warto też zastosować kilka zabezpieczeń na raz – na przykład obrożę antykleszczową i pryskanie sierści sprayem przed wyprawami w miejsca, w których bytują kleszcze, lub obrożę i spot-on. Po spacerach oglądajmy dokładnie psa, szczególnie miejsca, gdzie skóra jest delikatna – na przykład brzuch, pachwiny, uszy, szyja. Pamiętajmy jednak, że absolutnie żadna profilaktyka nie daje stu procent pewności, dlatego jeżeli nasz pies wykazuje objawy, powinniśmy natychmiast udać się do lekarza, by potwierdzić lub wykluczyć babeszjozę, niezależnie od tego, jak dobrze był zabezpieczony.

 

3. „Jest jesień/zima, więc nie muszę już zabezpieczać psa.”

Kolejne wygodne dla właścicieli, jednak nieprawdziwe twierdzenie. Wprawdzie ryzyko złapania przez psa kleszcza na spacerze, gdy na dworze leży warstwa śniegu a temperatura spada poniżej zera, jest właściwie zerowe, a sezon występowania kleszczy można określić na marzec – listopad, to jednak zachorowanie na babeszjozę zimą nie jest wykluczone. Dlaczego? Zaatakować mogą pasożyty, naniesione przez nas i nasze psy do domu w sezonie. Przypadki takie są rzadkie, ale się zdarzają. Nie zapominajmy też, że nasz klimat się zmienia, zimy są łagodniejsze, a tydzień lub dwa tygodnie dodatnich temperatur  w środku zimy to już nic nadzwyczajnego. Całkowicie zaś niedopuszczalne jest zapominanie o profilaktyce wczesną wiosną lub późną jesienią, wtedy bardzo często mamy do czynienia z prawdziwym wysypem kleszczy.

 

4. „Mój pies nie zachoruje na babeszjozę, bo spaceruje tylko w mieście.”

Kolejny mit. Kleszcze mogą być wszędzie w środowisku, w którym przebywa nasz pies. Zachorowania  wśród miejskich psów wychodzących na spacery tylko „pod blok”, czy na miejskie skwery i trawniki tylko na smyczy nie są rzadkością. Zwierzęta „mieszczuchy” są również narażone na kontakt z kleszczami i zachorowanie na babeszjozę. Znam przypadek kota, mieszkającego w centrum miasta, na drugim piętrze, nie wychodzącego poza mieszkanie, którego właściciele w sezonie letnim raz na jakiś czas znajdują na nim kleszcza.

 

5. „Mój pies nie zachoruje, ponieważ nie wychodzi poza podwórko.”

Zdarzają się zachorowania wśród psów nie wychodzących poza podwórko, nawet jeżeli nie ma na nim drzew, krzewów ani wysokiej trawy, a nawet głównie kostka brukowa . Zachorowania u psów kojcowych również są możliwe. Borelioza w tej grupie psów nie należy do rzadkości.

 

6. „Mój pies nie zachoruje na babeszjozę bo w regionie, w którym mieszkam, nie ma tej choroby”

Prawdą jest, że pewne regiony w Polsce są szczególnie niebezpieczne – w nich babeszjoza występuje najczęściej. Są to regiony północne i północno- wschodnie (na przykład woj. warmińsko- mazurskie ), centralne (woj. mazowieckie) i wschodnie (woj. lubelskie), jednak zachorowania mogą się zdarzyć również w innych regionach. Obszar występowania babeszjozy w Polsce cały czas się powiększa, a sprzyja temu coraz popularniejsze podróżowanie ze zwierzętami w inne regiony kraju, na przykład na wystawy psów.

 

7. „Najwięcej kleszczy jest w lesie.”

Oczywiście, możemy spotkac kleszcze w lesie, jednak tam wcale nie musi ich być najwięcej. Szczególnie w jasnych, suchych lasach z małą ilością podszycia kleszczy jest zazwyczaj mniej. Gdzie możemy się spodziewać największej ich ilości? Na łąkach i w zaroślach. Kleszcze lubią bytować w wysokich trawach, na podmokłych łąkach, niskich krzewach (np. leszczyna), na skrajach lasów graniczących z łąkami.  Łąki porośnięte wysoką trawą, poprzecinane rowami melioracyjnymi i graniczące z lasami to miejsca, gdzie z pewnością możemy spodziewać się dużej ilości tych pasożytów.

 

8. „Jeżeli mój pies nie ma typowych objawów, to na pewno nie ma babeszjozy.”

Niestety choroba przyjmuje różne oblicza. Od przypadków klasycznych, gdzie w fazie ostrej występuje większość typowych objawów – wysoka gorączka, anemia, brunatne zabarwienie moczu, do przypadków bardzo mało typowych, które niestety zdarzają się często. Choroba czasami jest trudna do zdiagnozowania. Objawy zależą od zjadliwości zarazka- na przykład Babesia vogeli jest mniej agresywna i może wywołać mało typową postać choroby, przebiegającą początkowo z nieznacznym wzrostem temperatury, bez silnej apatii, a na przykład jedynie z brakiem apetytu i nieznacznym posmutnieniem. Dlatego zawsze jeżeli nasz pies wykazuje niepokojące objawy, a mógł mieć kontakt z kleszczami, powinniśmy natychmiast zareagować.

 

babeszjoza

źródło: przyforcie.pl

 

9. „Po przechorowaniu babeszjozy, w organizmie wytwarzają się przeciwciała, które uodporniają na kolejne zachorowanie.”

Pies, który raz przeszedł babeszjozę, absolutnie się na nią nie uodparnia! Przeciwnie, każde następne zachorowanie może mieć cięższy przebieg i wiązać się z większym ryzykiem. Dzieje się tak dlatego, że raz uszkodzone narządy (nerki i wątroba), są uszkodzone trwale, nie mają już takiej zdolności regeneracji mimo powrotu ich funkcji.

 

10. „Raz zaszczepiony na babeszjozę pies nie zachoruje”

Od pewnego czasu na polskim rynku dostępna jest jedna szczepionka przeciwko babeszjozie – Nobivac Piro. Zawiera na antygeny pasożyta i „uczy” układ immunologiczny jak radzić sobie z chorobą. Niestety nie zapobiega zachorowaniu, może jedynie złagodzić jej przebieg i objawy. Pierwsze szczepienie wykonuje się w dwóch podaniach w odstępie 3-6 tygodni, a następnie doszczepia regularnie co 6 miesięcy. Niestety skuteczność preparatu jest na razie trudna do jednoznacznej oceny.

 

11. „Babeszjozę można zdiagnozować i leczyć na oko.”

Niestety jest to częsty błąd, popełniany szczególnie przez lekarzy weterynarii bez doświadczenia z chorobą. Babeszjozy nie można jedynie stwierdzić na podstawie objawów klinicznych i leczyć „na oko”. Jeżeli trafimy z psem do lekarza, który postępuje w ten sposób i bez wykonania badań podaje leki lub podaje sam preparat skierowany przeciwko Babesii i odsyła nas do domu bez mowy o kontynuacji leczenia, powinniśmy udać się do innego gabinetu. Pies z podejrzeniem babeszjozy powinien mieć natychmiast wykonane badanie krwi – morfologię w celu stwierdzenia poziomu erytrocytów, czyli krwinek czerwonych, które jeszcze „przetrwały” atak pasożyta oraz biochemię w celu stwierdzenia, jak poważne jest uszkodzenie nerek i wątroby. Jeżeli poziom erytrocytów jest bardzo niski, najlepszym wyjściem będzie transfuzja. Można posłużyć się testem wykrywającym stężenie przeciwciał przeciwko obu gatunkom Babesii, jednak w fazie ostrej choroby ich poziom może być jeszcze zbyt niski, by wykryć je testem. Można wtedy wykonać badanie PCR lub mikroskopowe rozmazu krwi. Kontrolne badania krwi powinny być wykonane przynajmniej kilkukrotnie podczas przebiegu leczenia, by stan psa był na bieżąco monitorowany. Leczenie można podzielić na przyczynowe i objawowe i wspomagające. Dla zwalczenia przyczyny czyli unieszkodliwienia pasożyta, stosuje się substancję imidokarb. Leczenie przyczynowe powinno być zastosowane natychmiast. Niestety preparat jest toksyczny dla organizmu, jednak podanie go to jedyna możliwość zniszczenia pasożyta. Oprócz leczenia przyczynowego, powinno być podjęte leczenie wspomagające – podawanie dużych ilości odpowiednich płynów dożylnie, środków moczopędnych, osłaniających wątrobę, ewentualnie środków immunosupresyjnych – hamujących układ odpornościowy skierowany przeciwko organizmowi. Tak intensywna terapia wymaga często kilkudniowego pobytu zwierzaka w klinice.

 

autor: Agnieszka Filar

32 Responses to Babeszjoza – obalamy mity

  1. Marta pisze:

    A artykul sponsorowany przez Nobivac Piro?

  2. Sławek pisze:

    W artykule jest wyraźnie ulokowany produkt Nobivac – jest to działanie reklamowe oznaczane jako lokowanie produktu wg. prawa prasowego – więc powinno być określone jako artykuł sponsorowany, druga rzecz to produktem lokowanym jest weterynaryjny produkt leczniczy – a obowiązuje zakaz na podstawie: ustawy prawo farmaceutyczne i grozi za to kara grzywny lub ograniczenia wolności do 2 lat więzienia.

    • psiesprawy pisze:

      Artykuł nie był sponsorowany przez żadnego producenta, gdyby tak było oznaczylibyśmy go odpowiednio.

    • kinga pisze:

      czy to ważne? nie!!! artyk bardzo pomocny i przestańmy sie już do cholery wszytkiego czepiać grrr.

      • KIKI pisze:

        Chyba cie pogrzalo.ten artyjkul jest nienormalny i wyolbrzymiajacy.no plaga.wszedzie sa kleszcze hahaha. nie widzicie paranoi w tym artykule? wszystko sponsorowane i przekolorowane,by się bać i leczyc pieski u weta.

        • Mona pisze:

          Większość myśli tak jak Ty. Ale nic nie jest przekolorowane. Gdybyś widział, jak pies choruje na babesziozę i w efekcie trzeba go uśpić albo zdycha sam, to byś zmienił zdanie. Mój właśnie przegrał walkę z tą chorobą.

        • rrrrr pisze:

          To chyba Ciebie pogrzało ignorantko. Nie masz pojęcia jak bardzo babeszjoza jest rozpowszechniona. I jak bardzo jest to ciężka choroba. Jak masz jakiegoś szczuropodobnego pokurcza, który boi się wysrać na trawniku to może nigdy kleszcza nie spotka.

  3. Domi pisze:

    nie ma już Nobivac Piro na rynku wiec nie ma mowy o sponsoringu

  4. palec pisze:

    szczególnie że piro nie ma na rynku od 2 lat prawie:)

  5. Maciek pisze:

    Lepiej nie obalajcie mitów, lecz bardziej szczegółowo opiszcie chorobę.

  6. Johnny pisze:

    Sami malkontenci komentują skądinąd doskonały artykuł

    • jarekg pisze:

      popieram – dobrze napisane – szukałem informacji skondensowanej i tutaj znalazłem – generalnie jednak wydźwięk jeżeli już zająć się merytoryką artykułu – jest smutny > nie ma się jak obronić przed tym paskudztwem:(

  7. Amulinka pisze:

    Co wy się tego Piro tak uczepiliście? Przecież jest napisane, że skuteczność trudna do oceny i nie zabezpiecza do końca. Gdzie tu reklama.
    Natomiast ja bym tutaj dodała jeszcze punkt o micie jakoby tylko kleszcze łąkowe (Dermacentor reticulatus) przenosiły babeszjozę. Owszem, one przenoszą od dawna i najczęściej, ale od jakiegoś czasu także kleszcze pospolite są wektorem choroby. Potwierdzają to zarówno obserwacje, ale są tez już publikacje, które potwierdziły obecność pierwotniaka w tych kleszczach. To jest może podpunkt bardziej do fachowców, ale jednak myślę, że warto by było go umieścić, bo bardzo często w ulotkach rozdawanych w lecznicach w tabelach są nieaktualne dane na ten temat.

  8. grg pisze:

    Dobry artykul z 3 szczegolnie musz sie zgodzic gdzie moj Majlo zlapal drania w lutym na lace niedaleko mieskzania, oddalismy do badania, jest ok

  9. tika pisze:

    Witam, moja suczka właśnie przechodzi babeszioze i to tą gorszą postać :( Jest z nią źle, nie ma siły chodzić, przewraca się cały czas, nic nie zjadła od 4 dni. Od wczoraj jest leczona i mam nadzieję że szybko z tego wyjdzie. Serce się kraje jak się patrzy jak się bidulka meczy :( Sprawdzajcie regularnie swoje zwierzaki, bo to naprawdę straszna choroba…

  10. Sławcio pisze:

    Cześc witam wszystkich.
    Jestesmy w trakcie leczenia babeszjozy. kilka słow na ten temat. Pierwsze objawy sa jak w artykule. Moj dwuletni owczarek niemiecki, król zycia, radosny, żywe srebro zaczął gasnąc w oczach. Myslę sobie co jest??? Z racji , że bardzo czesto, ba, codziennie jedziemy do naszej nieruchomości nad jeziorem gdzie wsród lasów i pol pies odnajduje doskonałem warunki żeby sie wyszaleć, pomyslałem KLESZCZ. Zacząłem dokładnie ogladać sierśc i znalazłem drania na szyi. Był zasuszony, cienki jak kartka papieru. Musiał zwymiotować to czego sie opił do krwiobiegu mojego funfla. Mimo, że pies była zabezpieczony przeciw kleszczom to złapał ich w tym sezonie całkiem sporo. Usuwałem je na bieżąco, nigdy po nich nie chorował. Az do wczoraj. Tak jak wspomniałem wcześniej, piesio, totalny krejzol, którego znam bardzo dobrze, zaczał zachowywac się inaczej. On ma takie swoje codzienne rytuały, jak witanie się na dzien dobry w szczegolny dla niego sposob, reakcja na słowa klucz typu”spacer” „działeczka” „idziemy” zanikała. Widziałem, że niby jest ogromna w nim chec ale sił brakowało. Pies zaczął polegiwać, przestał jeśc, dostał wysokiej goraczki (uszy gorace, poduszki łap gorace, nos suchu ciepły). Rano piesia do samochodu i do zaprzyjaźnionej pani wet. Pobrała krew do badania, pusciła dwie kroplówki, dała antybiotyki w zastrzykach zmierzyła temperature (41,5%). Lecznie pomogło. Już wieczorem widziałem na krótkim spacerze ze pies zaczyna interesowac sie otaczajacym swiatem, głowe znów zaczał trzymac wysoko ( poprzednio wisiała tuz nad ziemią) tylko chód jeszcze pozostał chwiejny. Dzis otrzymalismy wyniki badań- wyszła babeszjoza. Piesio doostał kolejna porcje leków, jutro ostatnie dawki. W oczach znów widze chęc do zycia, wróciły dawne nawyki, reakcja na słowa „klucze”. Mocz jest naturalnego kolory, nie doszło do uszkodzenia nerek i watroby. Po prostu szybko zareagowałem. Minęło dosłownie 12 godzin od wystapienia pierwszych objawów. Dlatego moja rada jest taka- jesli cos Was zaniepokoi w zachowaniu waszego pupila, a na dodatek znajdziecie kleszcza od razu reagujcie. Lepiej isc do lekarza nawet jesli to fałszywy alarm niż zlekceważyc objawy. Choroba moze mieć bardzo gwałtowny przebieg i po 2-3 dnia nie bedzie juz po co chodzić. I jeszcze taka informacja finansowa. Leczenie kosztowało 210 zł. Pzdr

    • eLka pisze:

      Niestety mój pies nie przeżył babeszjozy. Było to kilkanaście lat temu, ale objawy takie jak apatia, zmęczenie, brak apetytu ustępowały na ok. 24 godziny, po czym znów wracały. Tak było przez dwa tygodnie. Jednego dnia pies nie miał siły wstać, a drugiego radośnie biegał.
      Teraz są lepsze leki i mam nadzieję, że poprawa to rzeczywiście efekt ich działania, ale obserwuj pieska i jak tylko się pogorszy gnaj do weta.
      Zdrówka życzę dla Twojego Funfla :)

  11. Bartek pisze:

    Wiec tak, jestem w trakcie leczenia mojego psa na babeszjozę i muszę powiedzieć ,ze u nas wszystko zaczęło się z dnia na dzień. Pies który w niedzielę na spacerze był pełen życia w poniedziałek wyszedł z domu jak zbity. Cały poniedziałek nie wyszedł z domu nawet na chwile załatwić potrzeby, we wtorek rano podjęliśmy decyzje- jedziemy do weta, przysłowiowe piec min pozńiej pies w kuchni sika krwią. Wet stwierdza prawie odrazu babeszja leczenie jakimś preparatem z grupy pestycydów- chyba- poprawa- jakaś- tego samego dnia. Dzisiaj mija trzeci dzień leczenia lecz nerki i wątroba zniszczone. Po wizytach u weta udało się ustalić ze sama choroba dawała znać o sobie wcześniej- o czym nie miałem pojęcia- pies na spacerze był nie dotleniony i bardzo szybko się męczył, czasem musiałem nieść go do domu, a my śmialiśmy się jaki nasz mały koksik jest pozer krotkodystansowy. Niestety okazało się ze jest chory. Dzisiaj dowiedziałem się, ze oprócz mojego jeszcze dwa psy z tej samej ulicy dzisiaj(czyli dwa dni pózniej) dostały tych samych objawów i także są chore.

  12. Logan pisze:

    Chciałbym wszystkich przestrzec przed tą straszną chorobą. Mój rosły i silny pies w 4 dni stał się wrakiem zwierzęcia i niestety nie wygrał walki z chorobą – początkowo wszystko wyglądało niewinnie, pies był smutny i osowiały, nie miał apetytu po czym wezwany weterynarz stwierdził babeszjozę i dał jakieś zastrzyki. Kolejnego dnia Logan zaczął ewidentnie kuleć na tylne łapy, wlókł zad za sobą, a nazajutrz to samo stało się z przednimi kończynami. Widok, gdy smutny piesio próbuje za wszelką cenę wstać, jednak łapy rozjeżdżają mu się i mimowolnie wykręcają jakby nie miał nad nimi czucia do dziś kraje mi serce. :| Kolejne serie zastrzyków nie pomagały, Logan nic nie jadł, nie pił, nie oddawał moczu – 4go dnia z trudem podnosił swój łebek i rozpaczliwe, podkrążone oczy. Najgorszym widokiem był chyba jednak stan, w którym wirus (tak mi się wydaje) zaatakował układ nerwowy – Logan próbując unieść głowę dostawał istnego paraliżu, otwierał szczękę i mimowolnie nią ‚miotał’ z zesztywniałymi zębami, prawdopodobnie tracąc przy tym rozeznanie, bo ostatkiem sił wydawał z siebie ciche warczenie gdy próbowałem mu podać choć odrobinę wody. Ja niestety przeżyłem bardzo bolesną rozłąkę i dlatego pragnę powiadomić właścicieli swoich pupilów: zapobiegajcie babeszjozie jak tylko możecie, bo to co przydarzyło się mojemu psiakowi naprawdę po dziś dzień mnie rozkleja. Chyba Logan trafił na wyjątkowo złośliwy wirus, bo sam był zdrowym, silnym, niestarym (niecałe 7 lat jak na owczarka niemieckiego) i wesołym pupilem, po którym pozostały mi już tylko piękne… wspomnienia. ;(

  13. Katarzyna pisze:

    Hey,
    Artykuł bardzo fajny. Babeszjoza psów jest bardzo groźną chorobą i niestety jednyną tak naprawdę profilaktyką jest zabezpieczanie zwierząt przed inwazją pajęczaków. Kleszcze zadomowiły się w naszy klimacie. Tak są obszary bardziej narażone, ale w centrum Polski (woj. łodzkie) też są odnotywane. W miastach najbardziej niebezpieczne są nie użytki gruntowe i parki, ale trawnik przed blokiem jak najbardziej jest odpowiedni do znalezienia kleszcza psiego, czy łąkowego. Lekarze weterynarii na Warmii i Mazurach, w mazowieckim i lubelskim w sezonie jak i poza nim są bardzie wyczuleni na tą chorobę. Publikacje podają małą śmiertelność psów zakażonych Babesia canis (od 2011r nie ma już podziału na podgatunki. Rodzaj to Babesia, gatunki występujące w Europie (dużych gatunków pierwotniaków) to Babesia canis (w całej Europie, w tym Polsce. Wyszczególnia się dwa szczepy A i B. Szczep A jest groźniejszy i najczęściej występujący), Babesia vogeli (nie ma jeszcze publikacji, czy występuje w Polsce – są prowadzone badania moniturujące zmiennośc genotypową dla naszego kraju. Występuje w m.in. Niemczech. Psy przechorowują ją łagodniej) i najbardziej najniebezpieczniejsza to Babesia rossi (tereny Hiszpanii, Afryki największa inwazja, najwyższa śmiertelność wśród zwierząt – 90%). Niestety ze względu na bardzo dużą zmienność antgenową pierwotniaków NIE ma szczepionki przeciwko Babeszjozie. Psy raz zakazone pierowtniakami nie uodporniają się, mogą tez chorobę niestety przechodzić bezobjawowo (bezobjawowe stany są raczej ważne z punktu widzenia adaptacji i rozpowszechniania pasożytów). Pasożyty te atakują czerwone krwinki zwierząt i ludzi. Tak znane są przypadki babeszjozy u ludzi, rzadko, ale na terenie Polski gatunek Babesia canis atakuje także konie. Także można łatwo załuważyć krzyżowanie miedzygatunkowe dla tego pasozyta.
    Przeglądajcie psy po spacerach (jest to fajny masaż dla psa :) ), kąpcie preparatami na pasożyty, odrobaczajcie psy (min 2 raz w roku, najlepiej 4 razy), pamiętajcie sezon na kleszcza zaczyna sie często już w marcu i trwa do końca listopada (ciepły grudzień, kleszcz dalej żaruje). Ja sama stosuję obrożę i sprey na owady dla psów i koni. Obroże wodoodporne – jeśli stosujecie takie to pamiętajcie. Wodoodporna to ona jest, ale na delikatny deszczyk, jak pies ma zamiar pluskać się w wodzie pół dnia, to wodoodporne obroże tracą swoje właściwości lecznicze, nawet te najdroższe. Należy je zdjąć, przed wejściem do wody niestety poczekac jak trochę przeschnie i założyć obroże, najlepiej jeszcze spryskać jakimś środkiem ochronnym. Pamiętajcie żeby ręce umyć. Również z obrożami to jest tak, że nie zakładamy ich i one już na psie zostają na sezon….Obroże co jakieś 2 miesiące nalezy zdjąć i po wewnetrznej stronie (od skróry) przetrzeć jakims środkiem do dezyfekcji, nawilżyk wacik odrobinką denaturatu i wytrzeć brud. Potem ponaciagac trochę obroże. Pomaga to w uwalnianiu substancji czynnych na psa.
    Babeszjoza jest chorobą, w której postępujemy w myśl: Lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlaczego tak? A dlatego, że leczenie nie jest tak fajne jak to się o nim pisze, czy mówi. W Polsce używa się do leczenia imidokarbu. Jest to lek silnie przyczynający się do wyniszczenia narzadów miekkich – np wątroby. Także może być tak, że nasz pies nie padnie z powodu choroby, a skutków jej leczenia….Ale wcześnie wykryta choroba, daje możlwiość stosowania odpowiednich dawek tego leku i w mniejszym stopniu uniknięcia skutków ubocznych. Jak wspomniane jest pierwotniak siedzi w erytrocycie, w ostatniej fazie swojego rozwoju uwalnia się z (rozrywa) erytrocyta do krwioobiegu, żeby go wytępić to niestety trzeba zastosować substancję leczniczą, która oddziaływuje również na organizm gospodarza. Nie lekceważcie nigdy objawów apatii i braku apetytu u psa. Pasożyta widać we krwii (w rozmazie) jak jest juz go całkiem sporo. Rozmaz krwi potwierdza obecność pasozyta. Badania PCR jest naprawdę bardzo czułe (nawet zwykły PCR, po którym trzeba jeszcze próbę sekwencjonować). Dzięki badaniom molekularnym możemy określić jaki szczep atakuje naszego pupila (szczepy róznią się miedzy sobą tylko jednym nukleotytem!). Co decyduje o dawce leku. W dobrym laboratorium takie badanie trwa max dwa dni. Rozmaz do 30min, ale osoba badająca musi miec doświadczenie w wykrywaniu pasożyta (nie wszystkie są książkowe). W tej chorobie jak i w większości liczy się CZAS. Nie czekajcie reagujcie od razu. Sama diagnostyka trwa.

  14. zxc pisze:

    Co za głupota… Jeśli pies raz przeszedł tą chorobę to nie ma możliwości zachorowania na nią drugi raz… ta choroba jest jak ludzka świnka czy różyczka… Przechodzi się ją raz… Czytajcie więcej tego internetu..woda z mózgu..

    • bi k pisze:

      ma malarię tez się uodpornisz?

    • Anna pisze:

      i tu się bardzo mylisz I wprowadzasz ludzi w błąd swoją niewiedzą, Mój pies właśnie po raz trzeci na swoje 13 lat życia przechodzi tą chorobę wyczuleni na ta chorobę zauważamy ją bardzo wcześnie badania tylko troszkę poniżej normy tak szybko żeśmy zareagowali no i nasz piesek już na drugi dzień po wprowadzeniu leczenia znów merda ogonem

  15. witekkas pisze:

    Tak mnie obrzydzają kleszcze, a wyjmowanie ich jest dla mnie tragedią. Aż mnie ciągni do wymiotów. Cieszę się ze trafiłam na ten artykuł – zawsze człowiek przypomni sobie najważniejsze rzeczy przed sezonem. Ostatnio reklamują fiprex – chyba zakupie. Wypróbuję, koleżanka moja stosowała u yorka i bardzo zadowolona, a miała w domu tez koty i podobno bezpieczny jest też dla nich.
    Pozd

  16. AXEL pisze:

    W czwartek odszedł nasz pupil. Miał 5 lat. Był bardzo żywym i zdrowym psem. Wszędzie go było pełno. Mimo najdroższych zabezpieczeń i wszelkiego rodzaju zabiegów nie udało się go ustrzec przed zarażeniem. Leczenie dawało pozorne krótkotrwałe poprawy. Pies bardzo się męczył i było widać jak cierpi. W pierwszym dniu stracił apetyt i nie jadł. Poszliśmy do weterynarza. Początkowo wydawało się , że to zwykłe zatrucie. Trochę wymiotował. Po lekach jeden dzień było jakby lepiej. Wieczorem zaczął momentami sztywnieć. Lekarz ponownie go zbadał i zrobił badanie krwi. Okazało się , że pasożyty mocno się rozprzestrzeniły. Dostał kolejny lek. Przestał całkowicie pić i jeść. Leżał w swoim posłaniu i nie dawał się dotknąć. Popiskiwał . Czasem zawarczał. Już nie wstał o swoich siłach. Na koniec podpełzł do łóżka , spojrzał ostatni raz bardzo smutnym i zmęczonym wzrokiem. Zdołał jeszcze polizać nam ręce i opadł bez sił na podłogę. Od zakażenia do ostatniego dnia minęły zaledwie 3 doby. Wszystko toczyło się tak gwałtownie, że jeszcze trudno nam uwierzyć w to co się stało. Strata jest ogromna, a wspomnienia ostatniego czasu bardzo bolesne. Nie dajcie się nabrać na cudowne środki zabezpieczające, bo takich nie ma. Dbajcie o swoje zwierzęta. Pozd

  17. Psiara pisze:

    Moja sunia właśnie walczy z babeszjozą. Przestrzegam wszystkich. Dbajcie o swoje pupile. Choroba okrutna. Pozbawia psiaka całego życia. Podstępna, bo my pomyliliśmy ja z tęsknotą za nami – bo wyjechaliśmy na urlop.

  18. Andrzej pisze:

    Napiszę krótko.Mój szczeniak pełen energii, w niedzielę ból nogi tylnej-lekkie utykanie był na spacerze.
    Poniedziałek wizyta zdjęcie ,krew do badania. Cała noc pies cierpiący.
    Rano do doktora rozpoznanie jak w/w. Bandyta zdążył zniszczyć wszystko, najbardzej
    przykre objawy neurologiczne.Odszedł na moich rękach.
    Czyli nie całe 2 doby. za 7 dni skończył by 5 m-cy

  19. majka76 pisze:

    Andrzej to…. przykre. Współczuję Cię bardzo – sama też to przeżyłam. Zabezpieczałam wtedy p-ko kleszczom obrożami.. które za cholerkę się nie sprawdziły. Mam nowego psa, ale to nie o to chodzi. Chodzi o ból i cierpienie tamtego i o więź któej juz nigdy nic nie zastąpi.
    Masz teraz czworonoga ? jeśli tak jakiego?
    Używasz czegoś by go zabezpieczyć ? Ja osobiście mam teraz fiprex.

Odpowiedz na „SławcioAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Scroll to top