Pin It

Home » aktywny pies, psie sprawy, wychowanie i szkolenie » Emocje – gdy słowa tracą znaczenie

Artykuł powstał pod wpływem inspiracji publikacjami Monique Anstee, zawodniczki i trenerki ze Stanów.

Najnowsze badania przeprowadzone metodą rezonansu magnetycznego udowadniają, że psy odczuwają najprawdopodobniej takie same lub bardzo zbliżone emocje jak my, a określone bodźce pobudzają u nich te same obszary mózgu co u nas, w ten sam sposób. Psy są szczere, nie potrafią kłamać i nie można ich okłamywać. Nie znają mowy, nie obchodzą ich konwenanse. Gdy coś czują, wyrażają to w sposób spontaniczny, całym ciałem – to jest ich język, tak jak każdego dzikiego psowatego. To co rożni je od dzikich zwierząt to lata działania ewolucji, która nauczyła je funkcjonować wśród ludzi, a nawet w pewnym sensie je od nas uzależniła. Jednocześnie też, nauczyła psy perfekcyjnego czytania naszej mowy ciała, mimiki, zachowania. Możemy oczywiście nauczyć je znaczenia pojedynczych wyrazów, poprzez nadawanie im określonego ładunku emocjonalnego i warunkowanie, jednak ludzkiej mowy nie nauczą się nigdy, a odczytywania naszych emocji i intencji nie musimy ich już uczyć – potrafią to same. Nie chcę tu podawać banalnych i często przytaczanych przykładów psów snujących się smętnie, kładących łeb na kolana i liżących po rękach, gdy właściciel wraca smutny do domu.

Bardziej zainteresowało mnie to, jak często rzeczywiście można zaobserwować kompletny brak ładunku emocjonalnego w słowach wypowiadanych do psa. I nie chodzi mi tu tylko o bezbarwny ton głosu, bo piszczenie i czy słodkie mówienie do psa, jakby był niemowlęciem, również potrafi narobić więcej szkody niż pożytku. Chodzi mi o autentyczne emocje oraz to, jak często ludzie sprawiają wrażenie, jakby wcale im nie zależało. Skoro przewodnikowi nie zależy, dlaczego więc miało by zależeć psu? Mam na myśli mowę całego ciała, napięcie lub rozluźnienie mięśni, smyczy, zbliżanie się w kierunku psa lub oddalanie oraz całą gamę innych sygnałów. Ludzie w komunikacji z psami nadużywają słów i bezsensownych gestów, a nie używają emocji. Traktowanie psa jak człowieka i mówienie do niego całymi zdaniami mija się z celem – nieważne, jak „mądre oczy” ma pies i z jakim zrozumieniem patrzy, on nie rozumie naszej mowy poza pojedynczymi wyrazami, których został nauczony, czyli zostały mu one uwarunkowane. Jeżeli powiemy mu, że ładna dziś pogoda, to niezależnie czy powiemy to po polsku, francusku czy japońsku, i tak nie zrozumie. Jeśli zamerda wtedy ogonem, to nie dlatego, że cieszy się z ładnej pogody, lecz dlatego, że odwzajemnia nasz dobry humor. Rozumie, czy nasza wypowiedź ma pozytywny czy negatywny ładunek emocjonalny. Rozumie też nasz nastrój i intencje.

Każdy może w domu przeprowadzić proste eksperymenty. Wystarczy stanąć przed swoim psem i zacząć najbardziej radośnie jak się tylko da, z wielkim uśmiechem na ustach i wśród gestów euforii wypowiedzieć słowa „niedobry pies! Okropny, zły, paskudny pies, strasznie cię nie lubię!”. Założę się, że każdy czworonóg mający dobry kontakt ze swoim właścicielem w tej sytuacji przynajmniej zamerda ogonem. Za to gdy pochylimy się groźnie, napniemy wszystkie mięśnie i cichym, niskim głosem powiemy przez zęby „Dobry piesek, jesteś wspaniałym super pieskiem, kocham cię”, raczej położy po sobie uszy i spuści wzrok lub odwróci głowę lub obliże się, co jest oznaką frustracji. Równie łatwo jest porozumieć się całkiem bez słów. Podejdź do swojego psa, kiedy nie będzie spał, tylko obserwował Cię, odskocz kilka razy do tyłu, ugnij nogi klepiąc się po udach z radosnym uśmiechem na twarzy, zaklaskaj – wywołasz u niego pozytywne emocje i chęć do zabawy nie używając żadnego dźwięku. Następnie podejdź do niego i stań nieruchomo bokiem, z rozluźnionym ciałem, wiszącymi wiotkimi rękoma i wzrokiem utkwionym w ścianę lub podłogę – pies prawdopodobnie nie wykaże zainteresowania lub będzie ono krótkie, zignorowany nie wejdzie z tobą w interakcję.

Najbardziej sztandarowym przykładem ignorancji jest zachowanie właścicieli małych, niesfornych i zaczepnych psów mijających inne na spacerze i rzucających się w kierunku innych czworonogów z jazgotem. Ponieważ psy te są zazwyczaj niewielkie i nie mają za wiele siły nawet gdy ciągną i rzucają się,  wleczenie ich dalej w obranym kierunku nie stanowi większego problemu. Ich właściciele najczęściej właśnie to robią – ciągną rzucającego się złośnika na smyczy wypowiadając pod nosem całe monologi „no i  co robisz, głupi, przecież to takie wielkie psy, one by cię zjadły, nie rozumiesz, głupi pies„. Lub „on by cię połknął na raz, nic by z ciebie nie zostało, nie rozumiesz?„. Albo „widzisz, tamte pieski grzecznie idą, a ty jesteś taki głupi i się rzucasz„. Jeszcze inni nie mówią nic, po prostu idą w milczeniu, będąc myślami gdzieś daleko i ciągną za sobą rozwrzeszczanego buntownika. Co z takiego  zachowania czworonóg  wyniesie, zależy od podłoża agresji. Jeżeli jest to agresja której podłożem jest na przykład instynkt obronny to pies nie wyniesie nic poza przekonaniem, że rzucanie się w kierunku mijanych psów nie ma żadnych, absolutnie żadnych konsekwencji, a właściciel stoi murem za nim, więc nie trzeba się nim przejmować, lub paradoksalnie, ze takie zachowanie jest pożądane. Jeżeli jest to agresja ze strachu, pies zrozumie tylko, że we właścicielu nie ma żadnego oparcia i nie może oczekiwać od niego żadnej pomocy, a więc musi sam znaleźć rozwiązanie i jeszcze bardziej zażarcie „bronić się” następnym razem.  Oczywiście problem stwarzają najczęściej sami właściciele nie potrafiąc zrozumieć przyczyny zachowania i przekazać psu odpowiednich emocji - poczucia bezpieczeństwa, wyciszenia, czy zdecydowanego pokazania, że takie zachowanie nie będzie akceptowane. Inną kategorią są właściciele przemawiający do swoich zwierząt, jakby były wiecznie słodkimi, różowymi niemowlętami, niezależnie czy psie zachowanie im się podobało czy nie. Ewentualnie proszą psa o to, żeby był tak dobry i przestał. Pies nie jest słodką maskotką, ale zwierzęciem inteligentnym  i nastawionym na odbieranie naszego stanu emocjonalnego, wysoko społecznie zorganizowanym, które (jeśli ma traktować nas poważnie), musi samo być traktowane poważnie i szczerze, bez oszukiwania.

Autorka artykułu, o którym wspomniałam, wskazuje przykład swojego psa rasy owczarek belgijski, który raz na zawsze oduczył ją oszukiwania. Podkreśla, że pies ten jest najinteligentniejszym spośród wszystkich, jakie kiedykolwiek miała, ale jednocześnie najbardziej wymagającym. Przytoczyła sytuacje, kiedy jej pies robił coś, czego nie powinien, ale było tak jednocześnie dla niej tak zabawne i błyskotliwe, że wypowiadając słowo „nie” i karcąc, w rzeczywistości chichotała pod nosem. Pies załapał błyskawicznie, że te zachowania się jej podobają i powtarzał je!

emocje w szkoleniu psa

Psy potrafią bezbłędnie wyczuć nasze emocje, o czym za rzadko się przypomina. Szczególnie teraz, kiedy praktycznie wszędzie poleca się warunkowanie i wzmocnienie przy użyciu nagradzania jedzeniem lub piłką, a często też klikera. Oczywiście jest to fantastyczna metoda, jednak jak często zapominamy, że smakołyki to nie wszystko i nie zastąpią naszych prawdziwych uczuć i emocji podczas szkolenia. Smakołyki mogą być narzędziem, ale to nie tylko smakołyki i zabawki budują naszą więź z psem, a jeśli nie ma więzi pomiędzy psem a człowiekiem, to choćby był nauczony świetnie wykonywać ćwiczenia, w pewnym momencie, gdy zabraknie tej bezpośredniej motywacji, pies nie będzie radośnie i z pełnym zaangażowaniem wykonywał poleceń, jeśli nie nauczyliśmy go lubić samej pracy.  Mając jako narzędzie smakołyki, ludzie często stają się tylko maszynkami do ich wydawania. Wiele razy sama złapałam się na tym i zrozumiałam swoje błędy, co zajęło mi bardzo wiele czasu. Najtrudniej zawsze jest zauważyć swoje własne porażki i błędy i podjąć próbę naprawienia ich. Dotarło do mnie, że choćbym dała swoim psom górę najlepszego jedzenia i najbardziej atrakcyjne zabawki świata, to pozostaną tylko przedmioty, jeżeli nie wzmocnię nagrody swoim prawdziwym i szczerym zaangażowaniem.

Często mówi się, że szkolenie to w pewnym sensie gra aktorska – jeśli odpowiednio zagramy przed psem radość czy niezadowolenie, to rzeczywiście osiągniemy sukces, a dobry trener to taki, który umie odgrywać przed psem bardzo dobrze określoną rolę. Według mnie to nie do końca prawda. Czy gra aktorska nie jest w pewnym sensie kłamstwem? Czy aktor, który nie  czuje, nie wkłada w swą grę i nie przekazuje swoich prawdziwych emocji, jest wiarygodny i sprawi, że jego nastrój udzieli się widowni? Ze swoich obserwacji wywnioskowałam, że sukces dobrego szkoleniowca nie tkwi w świetnym odgrywaniu emocji, ale w ich prawdziwym istnieniu. A prawdziwe emocje pojawiają się tylko wtedy, kiedy naprawdę nam na czymś zależy. Sukces zarówno dobrego przewodnika, jak i efektywnego trenera, leży w tym, iż naprawdę poważnie i z wielkim zaangażowaniem podchodzi do psa i bardzo zależy mu na konkretnym przypadku, on nie musi odgrywać emocji, bo naprawdę je czuje. Czy możemy wymagać, by pies traktował nas poważnie i z szacunkiem, jeżeli sami mu tego nie damy? Może  to odpowiedni moment, żeby zastanowić się nad sobą. Czy naprawdę cieszy cię, gdy Twój pies zrobi postęp, dobrze wykona ćwiczenie czy po prostu zachowa się dobrze w określonej sytuacji? Jeżeli szkolenie psa i jego każdy drobny sukces nie sprawia ci prawdziwej, nieudawanej radości, satysfakcji i nie napawa cię najprawdziwszą dumą, to zastanów się, po co tak naprawdę masz psa? Może warto zmienić podejście i zamiast wpatrywać się tylko w cel, który chcesz osiągnąć, spojrzeć z innej perspektywy, uświadomić sobie, że  wszystko czego potrzebujesz  to praca nad sobą, że to sama droga jest celem, a efekt końcowy tylko pewnego rodzaju nagrodą za zaangażowanie?

Na pewno każdy, kto kiedykolwiek chodził na szkolenie z posłuszeństwa z dobrym trenerem, był świadkiem sytuacji, gdy któryś pies bardzo kiepsko pracował ze swoim właścicielem, a po przejęciu smyczy przez szkoleniowca zaczynał natychmiast współpracował chętnie i radośnie, z wielkim zaangażowaniem wykonywać polecenia i jednocześnie respektować korekty i zakazy. Właściciele lubią sobie tłumaczyć takie zachowanie w najprostszy sposób „mój pies lubi trenera, a mnie nie lubi”, lub „on ma w sobie coś takiego, że wszystkie psy go słuchają„. To nie jest prawda, pies po prostu woli współpracować z osobą, która jest dla niego czytelna, której gesty, mowa ciała i emocje współgrają ze sobą. To tylko i wyłącznie kwestia zaangażowania i umiejętności człowieka. Nigdy nie zapomnę mojego rozgoryczenia, gdy jeden z moich psów na szkoleniu z posłuszeństwa rzucaną przeze mnie piłkę  przynosił nie do mnie lecz do szkoleniowca i to jego zachęcał do zabawy. Skłoniło mnie to do przemyślenia, jak wielkie błędy popełniam.

Psi mózg to prawdziwa maszyna, która wyczuje nasz nastrój, nawet jeśli próbujemy go ukryć słowami. Uświadomiłam sobie to ostatnio na własnym przypadku i zrozumiałam, jak wielki błąd popełniłam sama przy pracy nad wracaniem na komendę mojego młodego psa pod dużą presją otoczenia. Chociaż oczywiście, byłam przekonana, że wiem co mam robić i gdyby ktoś zapytał mnie, jak nauczyć psa wracać na komendę w sytuacjach  rozproszenia, wyrecytowałabym bez zająknięcia całą metodę, to nagle spłynęła na mnie refleksja – czy naprawdę sama się do tego stosuję. Gdy przeanalizowałam swoje zachowanie w konkretnych przypadkach, odpowiedź była dla mnie prosta i bardzo przykra, ponieważ uświadomiłam sobie, że mam duży problem nie z psem lecz ze sobą. Sytuacje, w ktorych moja suczka uciekała, były dla mnie bardzo stresujące i takie też emocje jej przekazywałam. Moje zdenerwowanie wtedy było ogromne, myślałam- mogę wołać, na tym etapie pobudzenia i tak nie wróci. Mimo, że próbowałam to zamaskować radosnym jak mi się wydawało przywoływaniem i nagrodą, myślę, że pies bezbłędnie wyczuwał moje emocje. Moje postępowanie zmieniło się pewnego dnia, gdy zdarzyła się sytuacja podbramkowa, nieprzewidziana -  suczka odbiegała w jakimś kierunku goniąc za czymś bardzo pobudzona, lecz na wołanie zatrzymała się  na moment w biegu i spojrzała w moją stronę. Poczułam  przypływ najprawdziwszej dumy z tego jednego spojrzenia i zaczęłam w tym momencie wykrzykiwać pochwały i sygnały do nagrody. Efekt był natychmiastowy, pies zawrocił w miejscu i równie szybko przybiegł wprost do mnie, za co otrzymał nagrodę i dawkę nieudawanych i szczerych emocji, dumy i radości. Ważna okazała się zarówno jakość moich emocji jak i moment, w którym je okazałam. Teraz każde udane przywołanie w rozproszeniu cieszy mnie coraz bardziej. Zaczęłam też bardziej zastanawiać się nad tym, co przekazuję gdy psy robią coś, co jest dla mnie nie do zaakceptowania. Najgorszym wrogiem jest podświadome myślenie „on/ ona tak po prostu ma i nie na to nie poradzę”. To powoduje, ze przestajemy się angażować w zadanie, a tego przed psem nie da się ukryć.  Pod żadnym pozorem nie wolno nam myśleć w ten sposób podczas szkolenia psa, jest to najprostsza droga do porażki. Psa nie da się oszukać.

 

14 Responses to Emocje – gdy słowa tracą znaczenie

  1. Bardzo ciekawy i wyczerpujący artykuł:)

  2. Ash pisze:

    Świetny i prawdziwy tekst :)

  3. siwekw pisze:

    Rewelacyjnie napisane. Przeczytalam ten artykol z wielka przyjemnoscia. :-D

  4. Wuka pisze:

    „Jeżeli jest to agresja ze strachu, pies zrozumie tylko, że we właścicielu nie ma żadnego oparcia i nie może oczekiwać od niego żadnej pomocy, a więc musi sam znaleźć rozwiązanie i jeszcze bardziej zażarcie „bronić się” następnym razem. Oczywiście problem stwarzają najczęściej sami właściciele nie potrafiąc zrozumieć przyczyny ”
    No, super… To, co mam robić?

    • Piotr pisze:

      Hmm… Już dobrych kilka dni temu dokonałem tu wpisu, ale go nie widzę, dlatego – mimo wszystko – chcę powtórzyć swoją opinię. Taaak. Artykuł, jest rzeczywiście bardzo ciekawy, szczególnie trafnie ujmujący zagadnienie i – co należy podkreślić z dużym naciskiem – prawie każdy fragment (pomijam te, bardziej osobiste) napisany wytłuszczonym drukiem, zawiera kwintesencję prawdy o psiej psychice! Ale mimo to, nie jest jednak do końca wyczerpujący, jak chciałby tego ,,Myszasty Potwór”! Artykuł ów, owszem, porusza tematykę niby dość banalną, którą ludzie, w natłoku bieżących spraw – a zabierają je podświadomie, choć całkiem niepotrzebnie, nawet ze sobą, na spacer! – pomijają, lub wręcz, odrzucają, jako mało ważną lub zbędną w obcowaniu ze swym pupilem, jako członkiem Rodziny. No właśnie! Czyli, często… obojętnie, jak z pozostałymi członkami Rodziny, bo ogarnia ich szara codzienność. A – jak podkreśla Autorka (tłustym drukiem) – psy, pod względem odczuć psychicznych, są BARDZO WRAŻLIWE i nie dość, że potrafią wyczuwać najdelikatniejsze zmiany naszych stanów emocjonalnych, nastroje, frustracje i uczucia, to jeszcze same je OD NAS PRZEJMUJĄ!!! A potem zdziwienie, że ,,to stało się nagle” i dlaczego on ,,taki” jest? Do pełni wyczerpania tematu, zabrakło mi tu odpowiedzi na poruszone problemy (głównie chodzi o poskromienie agresji), stąd to pytanie od kogoś, kto podpisał się ,,Wuka”: ,,To, co mam robić?” Dlatego chciałem odpowiedzieć: szkoda, że tak późno tu trafiłem, ale jeśli jeszcze nie otrzymałeś(-łaś) odpowiedzi, to polecam gorąco, systematyczne oglądanie jak największej ilości kolejnych odcinków całego cyklu programów edukacyjnych, nadawanych obecnie naprzemiennie w ciągu tygodnia, rano – o 8:00 i 9:00 oraz późnym popołudniem – o 18:00 i 19:00, a w soboty i niedziele – o 6:00 i 14:00, przez kanał tv – czyli, prawie darmo! – National Geographic People, pt. ,,Zaklinacz psów”, ,,Przywódca stada” i ,,Cesar Millan na ratunek”. Dzięki tym programom, które oglądam już od ok. 6. lat, poznałem na tyle psią psychikę, że po 1.) lepiej rozumiem – dzięki czemu wiem, że naprawdę kocham – nie tylko swojego, ale i KAŻDEGO psa i po 2.) potrafię zapanować tak nad swoim psem, jak i nad każdym innym, napotkanym na spacerze. Dodatkowo, dowiedziałem się, jak powinienem bronić swojego psa, przed atakami obcych, agresywnych i niesfornych ,,pupili”, bez użycia agresji, czy jakichkolwiek metod tzw. awersyjnych z mojej strony. Zawsze należy dążyć do uspokojenia psa, przez upomnienie, jakie stosują wobec siebie same psy. To wszystko.

  5. Owczarki Dwa pisze:

    Fantastyczny tekst. Gratuluję! I udostępniam :)

  6. babcia basia pisze:

    swietny artykol – bede do niego wracac – dziekuje

  7. Sznaucerek miniaturka pisze:

    Świetny artykuł ;)
    W jaki sposób mam reagować jeśli mój pies szczeka i rzuca się jakby z agresją na niektore psy i osoby…? Czasem zdarza się,że atakuje inne zwierzęta jeśli je pogłaszcze.Jaka powinna być moja reakcja,by go tych zachowań oduczyć?

    • Piotr pisze:

      To, rzeczywiście jest bardzo (roz)powszechn(ion)y problem, na który składa – i nakłada – się wiele różnych czynników – przede wszystkim, natury psychicznej, tak ze strony człowieka, jak i psa, co nieustannie podkreśla Autorka artykułu wytłuszczonym drukiem – dlatego trudno jest w miarę krótko i zwięźle odpowiedzieć na powyższe pytania. Najprostszą odpowiedzią jest: systematyczne oglądanie ZE ZROZUMIENIEM, cyklu programów edukacyjnych nadawanych obecnie w tygodniu, codziennie rano, o godz. 8:00 i 9:00 oraz późnym popołudniem, o 18:00 i 19:00, a w soboty i niedziele, o 6:00 (wiem, wiem, ale kto ma możliwość, może nagrać!) i 14:00, przez kanał tv National Geographic People! Polecam gorąco! Ja, te programy oglądam z wielkim zainteresowaniem, od ok. 6. lat. A teraz, bardziej konkretnie: po 1.) NIE PROWADZIĆ psa PRZED SOBĄ – tylko, ZA SOBĄ, albo co najwyżej, PRZY nodze!!! Jeśli teraz – i to, OD RAZU, a nie, jak się niektórym NAIWNIE wydaje – stopniowo – chcemy, a właściwie – MUSIMY zmienić to, czego SAMI go wcześniej NAUCZYLIŚMY czyli ciągnięcia do przodu, to należy powstrzymać go przez przyciągnięcie (cofnięcie) smyczą, a następnie krótkim, ale energicznym szarpnięciem (ale naprawdę, dość energicznym; podekscytowany pies – i tu wkraczamy w jego psychikę – jest niejako w amoku, z którego trzeba go ,,wyrwać” przez upomnienie, jakim jest dla niego owo szarpnięcie; to, działa jak wyłącznik), ale JEDYNIE W BOK! NIGDY – DO T-Y-Ł-U, ani tym bardziej do G-Ó-R-Y, bo wtedy, uzyskamy efekt CAŁKOWICIE PRZECIWNY DO ZAMIERZONEGO! Ostatnie dwa kierunki, czy to szarpnięcia, czy – co gorsza – przytrzymywania, a już broń Boże – między nogami, tylko ZACHĘCAJĄ DO ATAKU I WALKI!!! W TAKI SPOSÓB oddziałuje się na psy na ringu! Mówię tu ogólnie o zachowaniu psów, niekoniecznie miniaturowych! I, dalsze uzasadnienie: wypuszczając psa przed siebie, DOBROWOLNIE ODDAJEMY mu – a właściwie, przez to ZMUSZAMY go (i to, bez względu na jego wielkość!) – do przyjęcia statusu przewodnika stada, co w konsekwencji, wywołuje u niego reakcję obronną, z czasem przeradzającą się W AGRESJĘ OPISANĄ POWYŻEJ(!) przez ,,Sznaucerek miniaturka” (z czym, pies małej rasy ŹLE SIĘ CZUJE, ponieważ wie, że nie jest w stanie obronić swego stada, dlatego już z daleka ostrzega – a raczej, straszy – szczekaniem!), jako że KAŻDY przewodnik czy przywódca stada, dba o jego bezpieczeństwo, tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne! To, TYLKO JEDEN z aspektów postępowania z psem na spacerze! Równie ważnym jest, samo PRZYGOTOWANIE do spaceru i to, NIE TYLKO psa, ale i WŁAŚCICIELA!!! Po 2.) wychodząc na spacer, NIGDY NIE POWINNIŚMY tego robić W POŚPIECHU – zwłaszcza, przed wyjściem do pracy! Przeznaczmy – a może, właściwszym słowem byłoby, POŚWIĘĆMY (zwróć uwagę na głębokie znaczenie tego słowa! zrób to, dla swego pupila!) na to, zawsze co najmniej, o kwadrans czasu więcej! NIE POWINNIŚMY również BYĆ ZDENERWOWANI, pełni obaw czy negatywnych myśli, typu: ,,bo, ZNOWU (tu, sami sobie, z uprzedzeniem, dodajemy lęku!) BĘDZIE (ale jeszcze się to nie dzieje, bo jesteśmy w domu! NIE ŻYJMY PRZESZŁOŚCIĄ, bo pies tego nie pamięta, za to DOKŁADNIE WYCZUWA NASZ NEGATYWNY NASTRÓJ!) ,,ciągnął”, ,,szczekał”, ,,rzucał się na inne psy” lub mając myśli zaprzątnięte innymi problemami, czy to rodzinnymi, czy zawodowymi, czy też w kwestii, np.: relacji społecznych! Dlaczego? Jeśli ktoś, nie potrafi odpowiedzieć na moje pytanie, to znaczy, że albo nie przeczytał artykułu W OGÓLE, albo NIE CZYTAŁ go Z NALEŻYTYM ZROZUMIENIEM!!! W takim razie, UWAGA: każdy – kogo ta tematyka interesuje – POWINIEN przeczytać artykuł KONIECZNIE ZE ZROZUMIENIEM, zwracając szczególną uwagę na fragmenty WYRÓŻNIONE przez Autorkę! Nie po to się Ona starała, aby to lekceważyć (i, bez obrazy, to jest uwaga do wszystkich, a nie wyłącznie do ,,Sznaucerka miniaturki”)! Po 3.) przed wyjściem na spacer, NIE NALEŻY psa DOPROWADZAĆ do stanu PODWYŻSZONEJ EKSCYTACJI komendami z odpowiednio zaintonowanym głosem, typu: ,,Pójdziemy (idziemy) na spacerek?”, ,,Chcesz (a propos: psa, NIGDY NIE NALEŻY PYTAĆ, bo to ZAWSZE człowiek ma być przewodnikiem, który decyduje o wszystkim!) iść na spacerek?” !!! Niektórzy właściciele, licząc na to, że w taki sposób zachęcą swego pupila do wyjścia, postępują TAK uważając, że ZASTĄPIĄ tym, BRAK ZAUFANIA psa do siebie, na które to, trzeba zapracować i zasłużyć dużo wcześniej, przez m. in. okazywanie mu szacunku, również zaufania i lojalności! Te trzy podstawowe wartości, należy okazywać psu cały czas!!! Cdn.

    • Piotr pisze:

      W poprzednim wpisie, starałem się odpowiedzieć kolejno na postawione pytania, chcąc jednocześnie dość skrupulatnie wyjaśnić sposób postępowania i mechanizm działania psiej psychiki, ale jak zaznaczyłem, problem jest na tyle złożony (stąd, bierze się tyle równoległych wątków, które – siłą rzeczy – nakładają się na siebie), że NIE MOŻNA na nie jednoznacznie odpowiedzieć (bo nie sposób zastosować ,,instrukcji postępowania”, tylko i wyłącznie w odniesieniu do jednej ze stron w relacji, człowiek – pies!), ponieważ w grę, ZAWSZE wchodzi stan psychiczny całego ,,stada”, które wybiera się na spacer. Podstawowa PRAWDA, o jakiej ZAWSZE należy pamiętać, to taka, że: PIES, TO PRZEDE WSZYSTKIM – ENERGIA!!! NIE – rasa! NIE – wielkość! NIE – płeć! A już Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ – NIE, jego HISTORIA czyli, PRZESZŁOŚĆ!!! Tej przeszłości, pies NIE PAMIĘTA (zapamiętuje, ale – NIE PAMIĘTA! Co do jego zapamiętywania, będzie osobny wątek), więc PO CO JĄ PRZEŻYWAĆ i przekazywać mu taki NEGATYWNY NASTRÓJ, który dla psa, ZAWSZE BĘDZIE SŁABOŚCIĄ, którą on ATAKUJE!!! Dla przykładu: jeśli na spacer z psem, wychodzi tylko jedna osoba (nawet, jeśli jest nieuświadomiona co do psiej psychiki), to WZAJEMNA relacja między ich energiami – dopóki ,,nic się nie dzieje” (specjalnie – na razie – pomijam tu sytuację kryzysową) – szybko się stabilizuje. Ale wystarczy, że z psem wyjdą DWIE osoby, o DWU różnych ENERGIACH (w domyśle: nastrojach, frustracji, napięciu, zdenerwowaniu, nastawieniu do drugiej osoby, np. brak zaufania lub współpracy w kwestii prowadzenia psa), to…? Co będzie się działo?? Jaka będzie ENERGIA takiego STADA??? BRAK HARMONII w stadzie, spowoduje po prostu CHAOS, który bardzo łatwo UDZIELI SIĘ psu!!! I to właśnie PIES, jako że jest szczery – co mocno podkreślała Autorka – najprędzej pokaże swoim niespokojnym – o ile, nie agresywnym – zachowaniem to, co człowiek, przed osobą postronną chciałby ukryć czyli, swój negatywny nastrój! Teraz, będąc ciągle przy pierwszym pytaniu, chciałbym zauważyć, że NIEWŁAŚCIWYM JEST OKREŚLENIE – ,,jakby”!!! ,,Jakby” AGRESJA?????!! Noo, bez przesady! Po prostu – AGRESJA! I to, nawet w stosunku do ludzi??? To już niedobrze! Pierwszy i najczęstszy powód TAKIEGO zachowania oraz, jak temu zaradzić, kiedy psa prowadzimy na smyczy, już podałem. DRUGIM SPOSOBEM jest ten, pochodzący od samych psów – a więc ich własny język, używany do komunikacji – i stosowany przez nich między sobą: trącenie zębami! Tyle, że my, ludzie – z oczywistych względów – nie będziemy tego robić zębami, tylko… palcami jednej dłoni! Nasze palce, rozstawione szeroko i na sztorc, doskonale zastąpią ,,zęby” innego, zrównoważonego psa, który – i to, bez pytania (czego, kiedyś żądała ode mnie pewna pani) – podejdzie i trącając zębami, z siłą proporcjonalną do poziomu ekscytacji, niejako ,,wytrąci” tego niewłaściwie zachowującego się (nawet, według psiej etyki) ,,kumpla” ze stanu umysłu z danej chwili. Bo trzeba tu nadmienić, że dla psa, KAŻDA CHWILA, to STAN UMYSŁU, a nie – ciąg myśli, jak u człowieka!!! Pies, NIE POTRAFI MYŚLEĆ RACJONALNIE!!! A to znaczy, że NIE KIERUJE SIĘ rozsądkiem – tylko WYŁĄCZNIE INSTYNKTEM! NIE WYCIĄGA WNIOSKÓW, bo NIE MYŚLI LOGICZNIE – REAGUJE INSTYNKTOWNIE czyli tak, jak ZAPAMIĘTAŁ jakieś zdarzenie, dzięki SKOJARZENIU! Ponownie zaistniałe jakieś zdarzenie, PRZYPOMINA mu, jak WTEDY ZAREAGOWAŁ i TAK SIĘ NAUCZYŁ i TAKIE zachowanie BĘDZIE POWTARZAŁ, dopóki ktoś (czyt. człowiek) lub coś (rzadziej, pies), nie NAUCZY go INNEGO zachowania! U psa, ekscytacja bardzo szybko narasta i w ciągu kilku zaledwie sekund, potrafi on przejść z poziomu zerowego, do na przykład – piątego!! Wtedy – proszę spróbować to samemu zaobserwować – WYRAŹNIE WIDAĆ (po jego spojrzeniu – tępo utkwionym w obiekcie agresji, mocno napiętym ciele, wysoko uniesionej głowie, postawionych uszach, klatce piersiowej wypchniętej do przodu i uniesionym, usztywnionym ogonie!), że JEST W AMOKU!!! I z tego, nic nie jest w stanie go wytrącić, tylko właśnie owo trącenie, ale NIE W – wtedy, dość twardy z powodu napięcia – KARK, tylko w miejsca miękkie, np. okolice pachwiny!!! Taki bodziec, NIE JEST ŻADNYM DRAŻNIENIEM psa! Pies, TAKI SYGNAŁ ZROZUMIE i zareaguje dokładnie tak, jak ktoś przed chwilą obudzony: co jest? o co chodzi? – z pochyloną głową, położonymi uszami, oznaczającymi uległość i spojrzeniem na upominającego, w oczekiwaniu na dalsze polecenia. Cdn.

    • Piotr pisze:

      Teraz, chcąc udzielić konkretnej odpowiedzi – aczkolwiek, próbuję to robić od początku, ale tytułem wstępu i bardziej zrozumiałego naświetlenia złożoności problematyki, musiałem nieco szerzej zanalizować temat – bliższej pierwszemu pytaniu zadanemu przez ,,Sznaucerka miniaturkę” – choć, brakuje w nim jeszcze podstawowych szczegółów potrzebnych do określenia okoliczności zdarzenia, np., czy pies jest na smyczy, czy biega luzem? – należałoby stwierdzić, że piesek (tu, zdrobniale, tylko dla podkreślenia jego wielkości; w końcu – miniaturka!) zachowuje się jak typowy pies, który został ZMUSZONY (a tego, jestem pewien!) przyjąć na spacerze pozycję przywódcy stada (por. odpowiednie uzasadnienie – ŹLE SIĘ z tym CZUJE, dlatego NARASTA w nim FRUSTRACJA, prowadząca DO AGRESJI!)! Odnośnie REAKCJI WŁAŚCICIELA (chociaż przypuszczam, że to raczej kobieta!) na TAKIE jego zachowanie, odsyłam do odpowiedniego fragmentu (pkt 1 – 3.) mojego wpisu z dnia 15.08. br. (a i tak, NIE jest to jeszcze PEŁNA ODPOWIEDŹ na zadane pytanie!), z tym, że w w/w punktach, miałem na myśli sytuację, kiedy pies jest prowadzony na smyczy. Jeśli natomiast – będąc agresywnym! – pies biega luzem, to – NIE MA INNEGO wyjścia, jak tylko takie, aby – DO MOMENTU ODUCZENIA go NIEPOŻĄDANEGO zachowania – KONIECZNIE PROWADZIĆ go NA SMYCZY! I jedno, co muszę zaznaczyć z całym naciskiem – NIE ISTNIEJE JEDNOZNACZNA RECEPTA NA TO, JAK POSTĘPOWAĆ Z PSEM?!!! Ale – przeprowadzając owo ODUCZANIE – NIGDY, NIE WOLNO tego ROBIĆ ZE ZŁOŚCIĄ!!! To, PODKREŚLAM – NIE ZE ZŁOŚCIĄ!!! TO ma być PARTNERSKIE upomnienie, jak w czasach szkolnych (ale już, nie obecnych!), kiedy jeszcze – nawet wśród młodzieży – obowiązywała etykieta i kultura: w momencie, kiedy komuś wypsnęło się przekleństwo, zaraz dostawał szturchańca! I z psem, komunikujemy się podobnie! Tyle, że DO TEGO procesu – i teraz, wchodzimy w psychikę WŁAŚCICIELA – należy PRZYGOTOWAĆ SIĘ psychicznie: zawsze należy podchodzić zrelaksowanym, odprężonym, bez jakichkolwiek uprzedzeń (do psa) i – co najważniejsze – asertywnym! >ASERTYWNOŚĆ – [ang. assert 'domagać się uznania', 'twierdzić'], psychol. – umiejętność wyrażania własnych uczuć, opinii, pragnień w sposób adekwatny, otwarty i pozbawiony lęku, a zarazem respektujący uczucia i postawy innych osób; (SJP PWN).< To jest TO, co miałem na myśli, mówiąc, że NIE MA JEDNOZNACZNEJ INSTRUKCJI POSTĘPOWANIA Z PSEM, bo to ZAWSZE CZŁOWIEK – przez swoją NIEWIEDZĘ, NIEŚWIADOMOŚĆ lecz również, przez NIEODPOWIEDZIALNOŚĆ, BEZTROSKĘ, BEZMYŚLNOŚĆ, NIEFRASOBLIWOŚĆ, IGNORANCJĘ czy wręcz, GŁUPOTĘ lub PYCHĘ (że niby, taki wszechwiedzący?) – DOPROWADZA psa do STANU AGRESJI!!! Pies, NIE RODZI SIĘ Z AGRESJĄ! To my, ludzie, ROBIMY z nich BESTIE! Dlatego tak ważne jest, jak najszersze rozpowszechnienie RZETELNEJ WIEDZY na temat PSIEJ PSYCHIKI!!! A TAKĄ, można zdobyć, oglądając programy Cesara Millana, o których już nadmieniłem w odpowiedzi z 14.08. br., na pytanie Gościa podpisującego się: ,,Wuka". Co ważne – dla porównania – obejrzałem nieco programów i film(ik)ów z udziałem psich ,,psychologów". Ale to, co oni pokazywali, chcąc oduczyć psy niewłaściwych zachowań, to był ŚMIECH NA SALI!!! Jak można psa oduczyć ściągania jedzenia ze stołu, przez… porwanie tegoż jedzenia i podnoszenia go do góry??? Zamiast go trącić i… tym samym, wytrącić z ekscytacji zapachem jedzenia, czyli poskromienia u niego jednego z NAJWAŻNIEJSZYCH instynktów??! Albo, w jaki sposób, pies ma się oduczyć obskakiwania człowieka – co jest jednoznaczne z brakiem okazywania szacunku – jeśli ten, tylko… odwróci się na pięcie i odejdzie??? NIGDY W ŻYCIU się NIE ODUCZY!!! Ale, jeśli go trącimy i tym samym, wyznaczymy mu ,,niewidzialną" granicę naszej osobistej przestrzeni, której NIE WOLNO MU PRZEKROCZYĆ, to TO zapamięta i – jeśli nie od razu, to po kilku powtórzeniach – Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ, w przyszłości – USZANUJE! TAK WŁAŚNIE DZIAŁA PSIA PSYCHIKA!!!

    • Piotr pisze:

      Cie-kkkawe!!! Wczoraj również, dość szeroko opisałem dalsze aspekty postępowania nie tylko wobec psa, ale i to, co KONIECZNIE powinien ZMIENIĆ właściciel W SWOIM ZACHOWANIU, aby móc zapanować nad zachowaniem swego pupila, które bardzo często ulega eskalacji, wraz ze zbliżaniem się jego źródła!!! Tyle, że po kliknięciu opcji ,,Opublikuj…” – wszystko… zniknęło! Czyżby już, po tych kilku dniach, coś się komuś nie spodobało? Czyżbym napisał tu cokolwiek niewłaściwego? Szczerze WĄTPIĘ!!! Jak wczoraj zaznaczyłem, DLA PORÓWNANIA, obejrzałem nieco film(ik)ów i programów telewizyjnych z udziałem innych psich ,,psychologów”, którzy próbowali nauczyć właścicieli, jak oduczyć psa, m. in., 1.) ściągania jedzenia ze stołu; 2.) obskakiwania ludzi lub; 3.) ustąpienia miejsca na łożu właściciela. Jeśli taki ,,psicholog” – bo, mimo wszystko, nie nazwę go behawiorystą, bo na TO, NIE ZASŁUGUJE! – ,,szczyci się” posiadaniem dyplomu, czy nawet (bo brzmi, bardziej wyniośle?) ,,certyfikatu” jakiejś tam zagranicznej organizacji propagującej różne inne metody szkolenia psów i próbuje resocjalizować psa ,,stopniowo”, w sposób ,,delikatny”, ,,z miłością”, żeby czasem pieseczek się nie zestresował – choć wiadomo, jakimi metodami (przypomnę: trącenie ZĘBAMI!) upominają się one między sobą – to uwierzył i w dalszym ciągu jest, pod wpływem wielce kontrowersyjnej teorii o tzw. bezstresowym wychowaniu, która wcześniej – wprawdzie, w odniesieniu do dzieci więc, tym bardziej szkodliwa! – została rozpowszechniona przez jakiegoś nieodpowiedzialnego cymbała!!! A, żeby dokończyć poprzednią myśl i udowodnić, że w wyżej podanych przykładach, taki ,,psicholog”, NIE MIAŁ PRAWA UZYSKAĆ POŻĄDANEGO SKUTKU ZACHOWANIA psa, opiszę ich NAIWNE metody: w 1.) przypadku, pani (a jakże! Przepraszam, że tak podkreślam płeć, ale bardzo wiele kobiet – chociaż nic do nich nie mam – nie ,,czujących” praw rządzących stadem – ja rozumiem, że macierzyństwo, ale jednak, bez przesady! – jest bardzo uczuciowych, wręcz – nadopiekuńczych, przewrażliwionych, właśnie z powodu owego kobiecego instynktu i niewiele z nich, nadaje się na psich psychologów, a co dopiero, na właścicielki!) ,,psicholog”, chcącej ,,nauczyć” dwie właścicielki psa, wielkości (bo rasy, nie pamiętam) goldena retrivera, jak postąpić, by oduczyć go ściągania jedzenia ze stołu, poprosiła je o przygotowanie małego posiłku. W momencie, kiedy kiełbaski i pieczywo, leżały już na talerzykach i panie zasiadły do stołu, pies, bez pozwolenia, wspiął się na stół i…? Oczywiście, próbował porwać pod pachą pani ,,psicholog”, nęcąco pachnący ,,smakołyk”! A co, w tej sytuacji, robi nasza pani ,,psicholog”? Oczywiście – zapewne, po to, by go nie ,,stresować”! – sama chwyta wszystkie 3 kiełbaski i…? Podnosi je do góry!!! UCIEKANIE Z PRZYNĘTĄ??? CZY TAKA METODA, aby NA PEWNO JEST W STANIE ODUCZYĆ jakiegokolwiek psa, by NIE PORYWAŁ jedzenia??? ODPOWIADAM: NIE!!! NIGDY W ŻYCIU!!! A WYSTARCZYŁO – cały czas go obserwując – w odpowiedniej chwili UPRZEDZIĆ jego ZAMIAR, TRĄCAJĄC go W BOK (dokładnie tak samo, jak zrobiłby to inny, ZRÓWNOWAŻONY pies!)!! NATYCHMIAST by USIADŁ i – nie dość, że – NIE ZDĄŻYŁBY NIC porwać, to jeszcze, WYNIÓSŁBY Z TEGO, NAUCZKĘ NA PRZYSZŁOŚĆ!!! Właśnie TO, by ZAPAMIĘTAŁ (ponieważ pies, ZAPAMIĘTUJE, przez SKOJARZENIA!)! A jeśli nie, to należałoby to POWTARZAĆ tak długo (czyli, bardzo potrzebna tu jest CIERPLIWOŚĆ!), aż pies zrozumie, jakiego zachowania od niego oczekujemy! Odnośnie 2.) przykładu: (znowu!) pani ,,psicholog”, pragnąca nauczyć właścicielkę, jak poskromić ekscytację psa w chwili, kiedy on, obskakując człowieka – a tym samym, wchodząc niejako w jego ,,przestrzeń osobistą” – i przez to, nie okazując mu szacunku, postąpiła WIELCE NIELOGICZNIE i wręcz – ABSURDALNIE, robiąc… w tył zwrot i… odeszła!!! A WYSTARCZYŁO… (zamiast: ,,… NIC porwać”, to – ,,obskoczyć”) itd.! I, przykład 3.) scenka jest następująca: pani (właścicielka) leży na łóżku, obok niej, pies małej rasy, a pan (właściciel) się zbliża, by również zająć tam miejsce, lecz w momencie, kiedy pan dotknął pościeli, piesek zajazgotał i… zaatakował pana! W tej sytuacji, obserwująca wszystko (znowu!) pani ,,psicholog”, zaproponowała panu, by ten, kazał psu zejść na podłogę, ale pies – NIE POSŁUCHAŁ i nie wykonał polecenia! Wtedy, pani ,,psicholog”, poleciła panu odejść od łóżka (czyli, podobnie, jak w drugim przykładzie!) i… ponownie podejść, z tym samym nakazem do psa. Ten, znowu NIE POSŁUCHAŁ! Wtedy, pani ,,psicholog”, poleciła panu… etc., etc. I tak, kilkanaście razy!!! Przecież, jeśli chcemy UZYSKAĆ POSŁUCH u naszego pupila, to MUSIMY – nie dość, że DUŻO WCZEŚNIEJ, ZAPRACOWAĆ NA jego SZACUNEK, CO NIEODŁĄCZNIE, WIĄŻE SIĘ Z POSŁUSZEŃSTWEM – to jeszcze, WYEGZEKWOWAĆ TO – NATYCHMIAST!!! Po PIERWSZEJ komendzie, a NIE, ,,stopniowo” – PO KTÓREJŚ z kolei!! A WYSTARCZYŁO… (zamiast: ,,… NIC porwać”, to – ,,zaatakować”) itd.! Prawda, jakie TO PROSTE??!

    • Piotr pisze:

      O-oo?! Jak widzę, pojawił się jednak mój wczorajszy wpis, więc ten przypadek z dn. 18.08., zdarzył się może, na skutek jakiegoś innego, niezrozumiałego błędu? Szkoda, bo nie jestem pewien, czy potrafię go odtworzyć? A, swoją drogą, jestem bardzo ciekaw, czy autorzy wpisów zakończonych konkretnym pytaniem, pamiętają o tym, jaki tu ślad zostawili i będą skłonni znowu tu zajrzeć, by szukać odpowiedzi? Nawet, jeśli nie, to i tak, może przeczytają to następni zainteresowani? Tu, UWAGA – tak do poprzedników, jak i do następców dokonujących wpisy: aby być WŁAŚCIWIE ZROZUMIANYM, NIE POZOSTAWIAĆ możliwości INNEJ INTERPRETACJI Waszej wypowiedzi, NIŻ ZAMIERZONA i jednocześnie, NIE OŚMIESZAĆ SIĘ na forum PUBLICZNYM – starajcie się pisać DOKŁADNIE I WYRAŹNIE PO POLSKU, tzn.: KONIECZNIE UŻYWAJCIE tzw. POLSKICH LITER, ZNAKÓW INTERPUNKCYJNYCH i SPACJI – WE WŁAŚCIWYCH MIEJSCACH!!! ,,Najlepszym” – w sensie, negatywnym – tego przykładem, jest ,,babcia basia”: niby króciótkie zdanie, a ILE w nim BŁĘDÓW??? Zaczęte małą literą i jakimiś nieistniejącymi w języku polskim, wyrażeniami!!! Zamiast pierwszego myślnika, POWINNA BYĆ – KROPKA! Potem, jakiś regionalizm – ,,bede”! Nawiasem mówiąc, ja ten wyraz – jak i KAŻDY inny, ŹLE NAPISANY – mam od razu podkreślony NA CZERWONO!!! A, ,,babcia basia” – NIE??? DZIWNE!! Dalej: nnnnnn-o! niby, można ,,sje duszo domyslac” – jak mawiał pewien klasyk kabaretu! Drugi myślnik też, śmiało można było zastąpić, co najmniej – przecinkiem lub kropką! No taaaak! Ale, po kropce, znoooowu trzeeeeba pisać DUŻĄ literą!! A to, takie TRUUUUDNE! I, znowu – ,,sje domyslac”? A w końcu, zdanie nie jest w ogóle zakończone, bo…? BRAKUJE KROPKI!!! ,,Sznaucerek miniaturka” (tak, przy okazji – po co, PODWÓJNE zdrobnienie??? W nazwie rasy, tego nie ma!), również nie ustrzegł się takich błędów: po 1.) PRZED każdym – ,,jeśli”, POWINIEN BYĆ przecinek! Natomiast, PO KAŻDYM znaku przestankowym – POWINNA BYĆ spacja (tu, poza pierwszym zdaniem, W OGÓLE – jej NIE MA)! I, na koniec, niezła ZAGADKA! Kto ją rozwiąże, to…? Nnno, nie! Nic nie obiecuję. Jedynie – refleksję nad ,,wyższością tzw. polskich liter, nad pozostałymi”. Zagadka polega na tym, aby WŁAŚCIWIE ZINTERPRETOWAĆ zakończenie drugiego zdania: ,,… atakuje inne zwierzęta(przecinek) jeśli je pogłaszcze.” Jeśli kierować się LOGIKĄ (czyż można czym innym, w kwestii komunikowania się?) i DOSŁOWNIE POTRAKTOWAĆ to, o czym mówi ten fragment zdania (i nie należy tego traktować, jako wyrwanie z kontekstu), to otrzymujemy zagadkę na miarę tej, o jajku i kurze! Czy już wiecie, o co chodzi??? Czy ,,czujecie bluesa”??? Po pierwsze: czyżby ten piesek, nauczył się ,,głaskać”? Załóżmy, że tak, bo zdolny. To teraz, po drugie: ,,jeśli je (inne zwierzęta) pogłaszcze, to – atakuje?” A, jeśli ich nie pogłaszcze, to – NIE ATAKUJE??? To, jak on to robi?? Podchodzi i głaszcze, a potem atakuje? Czyli, jego własne głaskanie, wzbudza w nim agresję? A, kiedy podchodzi, ale nie pogłaszcze, to – nie atakuje? Swoją drogą – dziwny pies. W takim razie, JEDYNĄ RADĄ JEST, by NIE DOPUŚCIĆ sznaucera do głaskania! Wtedy też, nie będzie atakował! A-aaaale, jeśli by się bardzo postarać, wytężyć otwarty na wszystko umysł i przyjąć alternatywną wersję intencji wpisu oraz ,,duszo sje domyslac”, to można wywnioskować, że to nie piesek głaskał, a… z dużą dozą prawdopodobieństwa – Autorka wpisu! Wtedy – nnnnnnnnnno! – to jesteśmy w domu!!! TO, CAŁKOWICIE ZMIENIA SENS ZDANIA!!! A TO, TYLKO taki malutki, malusieńki, malusietenieczki haczyczek pod ,,e”, a ILE ZMIENIA??!! Teraz, to całkiem inna rozmowa! Teraz, można też udzielić WŁAŚCIWEJ odpowiedzi! Odpowiedź jest jedna: UPOMNIEĆ dokładnie tak samo, jak małe, 2-3 letnie dziecko! NIE KARCIĆ, a UPOMNIEĆ! Z tą różnicą, że dziecku, nawet takiemu małemu, można cokolwiek wytłumaczyć, a psu, nie. I, NIE NALEŻY! W kontakcie z psem, PRZEDE WSZYSTKIM gesty, NIE SŁOWA!!! Tu, w obu przypadkach, chodzi o WYTYCZENIE GRANIC ZACHOWANIA! Bo, DYSCYPLINA, również w obu przypadkach – to TEŻ MIŁOŚĆ! PRAWIDŁOWE UŁOŻENIE psa, co jest jednoznaczne z POSŁUSZEŃSTWEM polega i jednocześnie osiągniemy – jak już wspomniałem – przez okazywanie MU szacunku, zaufania i lojalności. To jest to, co mocno podkreśliła w artykule i na co zwróciła szczególną uwagę sama Autorka – Agnieszka Filar we fragmencie, zaczynającym się od słów: ,,Smakołyki mogą być narzędziem…” Ja, już nic nie dodam…

  8. Ola pisze:

    Piotrze, dziękuję za wszystko co napisałeś. Niedługo będzie ze mną nowy członek rodziny – można się domyśleć – piesek. To, co napisałeś… DZIĘKUJĘ. Bardzo Ciebie pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Scroll to top