Pin It

Home » psie sprawy, wychowanie i szkolenie » Jak rozdzielić gryzące się psy?

Psie bójki pozostają dla wielu właścicieli psów tematem tabu. Niewielu ludzi jest bowiem w stanie przyznać i zaakceptować to, że nasze kochane, uczłowieczone, domowe pupile to w rzeczywistości zwierzęta mające takie same instynkty jak dzikie drapieżniki. Oczywiście skłonność do agresji wewnątrzgatunkowej została w przypadku wielu ras zminimalizowana poprzez selekcję, jednak nawet słodko wyglądający pekińczyk jest w stanie, w określonej sytuacji, wykazać zachowanie agresywne w stosunku do innego psa. Agresja ta może mieć różne przyczyny – może być ona związana z obroną terytorium, przewodnika czy zasobów, lękiem, poczuciem zagrożenia, dominacją. Nawet jeżeli nasz pies w sytuacjach konfliktowych woli się wycofać, a my jesteśmy bardzo ostrożni, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie mamy pod kontrolą innych psów i ich właścicieli, a niektórych okoliczności nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Warto więc zapoznać się z ogólnymi zasadami postępowania, zwłaszcza jeżeli nasz pies niekoniecznie chce się zaprzyjaźnić z każdym napotkanym czworonogiem.

jak rozdzielić gryzące się psy

(źródło: petguide.com)

 

1. Zapobiegaj

Pomijając pojedyncze, wyjątkowe sytuacje (gdy na przykład zawiedzie smycz lub ogrodzenie) to my, właściciele, ponosimy winę za psie bójki. Większości z nich udało by się uniknąć gdyby podniosła się sama świadomość społeczeństwa, poziom zrozumienia i szacunku dla potrzeb zwierząt. Zadaniem naszym, jako żyjącego w społeczeństwie właściciela psa, jest bezwzględne zabezpieczenie go przed możliwością pogryzienia. Zwłaszcza jeżeli nasz pupil nie przepada za innymi psami, ale też w przypadku przyjaznych i nastawionych pozytywnie psiaków. Ten artykuł nie porusza tematu samego szkolenia, rozwiązywania problemów behawioralnych czy nieposłuszeństwa, ćwiczeń przywołania czy pracy socjalizacyjnej, gdyż to obszerne zagadnienia – na kilka osobnych wpisów. Skupmy się więc na odpowiednim postępowaniu prewencyjnym. Oczywiście, zdarzają się przypadki skrajnej nieodpowiedzialności, kiedy osobniki nadmiernie skłonne do agresji biegają luzem, bez kontroli, po miejskich parkach lecz najczęściej właściciele takich psów są świadomi ich możliwości i zabezpieczają je jeśli nie kagańcem, to przynajmniej prowadząc na smyczy. Niestety często to osoby posiadające psy bardzo towarzyskie, wręcz nachalne w stosunku do pobratymców same prowokują swym nieodpowiedzialnym zachowaniem bójki z udziałem swoich podopiecznych. Jako świadomy i odpowiedzialny człowiek musimy rozumieć, że nie tylko nasz zwierzak ma swoje potrzeby, musimy uszanować również prawa innych psów, a jednym z nich jest prawo do poczucia bezpieczeństwa i zachowania przestrzeni osobistej. Pod żadnym pozorem nie wolno pozwalać swojemu uwielbiającemu zabawę z psami młodemu labradorowi podbiegać bez kontroli do napotkanych na spacerze psów. Może zostać zaatakowany z wielu powodów:  pies, do którego podbiega może być adoptowany i mieć złe doświadczenia, może przechodzi właśnie rehabilitację zachowań agresywnych, może jest lękliwy i odpowie reakcją obronną. Wykrzyczane z daleka „mój nic nie zrobi!” nie jest w tej sytuacji żadnym argumentem. Zwłaszcza gdy inny właściciel spodziewając się awantury między psami prosi o odwołanie psa. Jeśli posiadamy skłonnego do agresji psa prowadźmy go na smyczy i w kagańcu (zwłaszcza w miejscach tłumnie odwiedzanych przez psiarzy), jeśli nasz pupil jest towarzyski, ale nieposłuszny, powinniśmy na spacery zaopatrzyć się w długą, wytrzymałą linkę. Wiele osób nie jest w stanie zrozumieć faktu, że dorosły pies często wcale nie ma potrzeby zabawy z obcymi czworonogami, nie należy to do zachowań naturalnych gatunku,  trzeba to zaakceptować i nie można pod żadnym pozorem zmuszać psów do zabawy czy dzielenia się jedną piłką. W ludzkim społeczeństwie błędnie pokutuje przekonanie, że psy „muszą się razem wybiegać i pobawić”- w niektórych przypadkach nic bardziej mylnego.

2. Nie prowokuj do ataku

W sytuacji, gdy już dojdzie do nieprzewidzianego bliskiego spotkania naszego psa z innym czworonogiem i w powietrzu czuć napięcie, nasze zachowanie ma nadal bardzo silny wpływ na rozwój wydarzeń. Jeżeli nasz pies jest na smyczy, starajmy się jej nie napinać, nie odciągać go i nie podnosić jego głowy za wszelką cenę do góry – to zachowanie nienaturalne, spowoduje u niego napięcie mięśni, dyskomfort, stres, uniemożliwi normalną komunikację z drugim osobnikiem i prawdopodobnie sprowokuje atak. Powinniśmy spróbować rozluźnić smycz (i siebie!), pozwolić psom się obwąchać, nie wykonując gwałtownych ruchów i nie krzycząc. Jeżeli zachowamy się w sposób spokojny, większe jest prawdopodobieństwo, że psy postąpią według swojego instynktownego rytuału – obejdą się, obwąchają, a następnie wyślą sygnały uspokajające i napięcie opadnie. Jeżeli już dojdzie do sytuacji, że nasz pupil jest luzem, zauważy innego psa, a my nie jesteśmy pewni jego reakcji, pod żadnym pozorem nie powinniśmy w panice ruszać biegiem w jego stronę. Pies odbierze to w jasny sposób – „właściciel wspiera mnie i również biegnie w stronę intruza, biegnijmy więc razem”. W przypadkach ataków na psy często to właściciel nieświadomie staje się wsparciem dla  psa w jego działaniu. Jeżeli psy zachowują się nerwowo, lepszym sposobem niż histeryczne odciąganie ich będzie zablokowanie, zasłonięcie ciałem swojego psa, taka blokada nie tylko fizycznie utrudnia dostęp, ale też ma bardzo ważne znaczenie dla psiego rozumowania.

3. Nie pogarszaj sytuacji

Gdy mimo zachowania ostrożności, doszło do nieszczęśliwego wypadku i psy wszczęły prawdziwą bójkę, przede wszystkim nie wolno nam wpaść w panikę! Musimy zdawać sobie sprawę, że psy posiadają zęby nie tylko do aportowania piłek, ale również do ataku oraz obrony i mogą być one niebezpiecznym narzędziem. W momencie walki nasze działania powinniśmy skupić na zminimalizowaniu obrażeń zwierząt i zachowaniu własnego bezpieczeństwa. Wokół tematu metod rozdzielania walczących psów urosło wiele mitów – od polewania wodą, po podnoszenie za tylne łapy, ściskanie jąder, bicie po głowie – niestety większość z nich jest nie tylko nieskuteczna, ale i niebezpieczna. Oczywiście skuteczność metody zależy od sytuacji, czasami bójka nie jest bardzo poważna i rzeczywiście polanie psów (o ile mamy pod ręką butelkę z wodą) może zadziałać, to jednak w przypadku prawdziwej walki nie zostanie to nawet odnotowane przez psy. Jakiekolwiek bicie, kopanie czy szczypanie może mieć bardzo groźne konsekwencje i nie należy stosować takich metod. Przede wszystkim, możemy zrobić większą, niż samo pogryzienie, krzywdę zwierzętom. Oprócz tego pies pod wpływem bardzo silnej ekscytacji nie zastanawia się, czy w danym momencie atakuje go szczęka przeciwnika, czy ręka człowieka i  może odruchowo i z wielką furią zaatakować dłoń, która go krzywdzi, nawet jeżeli w innych sytuacjach nigdy nie wykazał agresji w stosunku do człowieka. Dodatkowo takie bodźce jak ból spowodowany okładaniem przez człowieka mogą wywołać efekt odwrotny- pies będzie walczył z jeszcze większą zaciętością. Biorąc pod uwagę nasze bezpieczeństwo – bardzo wielkim błędem jest manipulowanie rękami w pobliżu szczęk walczących psów. Absolutnie każdy pies może nas ugryźć w ferworze walki, nawet nasz własny, będący w stosunku do nas oazą spokoju. Niestety, wśród właścicieli psów istnieje również przekonanie, że gdy nasz pies trzyma lub gryzie innego, należy włożyć mu do pyska rękę, ponieważ gdy poczuje nasz zapach, przestraszy się by nas nie ugryźć i puści. Przypuszczam, że wielu ludzi przekonało się na własnej skórze, jak bolesne mogą być konsekwencje takiego postępowania.

jak rozdzielić gryzące się psy

klepka drewniana

 

4. Postępuj zgodnie z zasadami

Przede wszystkim – trzeźwo oceń sytuację. Bójka bójce nierówna, ale złotą zasadą minimalizującą obrażenia jest jak najszybsze unieruchomienie psów. Nie wszystkie psy walczą w ten sam sposób – jedne kąsają zażarcie w różnych miejscach kłapiąc dookoła, inne trzymają przeciwnika jak w kleszczach. Pierwsza sytuacja jest bardziej niebezpieczna dla osób interweniujących i zazwyczaj również dla samych psów, gdyż powoduje zadanie większej ilości ran kąsanych i szarpanych. W jednej i drugiej sytuacji powinniśmy w odpowiednim momencie pochwycić psy za obroże i przytrzymać, a nawet postarać się je lekko i bez szarpania (!) poddusić. Nigdy nie odciągajmy siłą od siebie trzymających się zwierząt i nie szarpmy ich, gdyż to może tylko pogłębić obrażenia. Dlatego między innymi ważne jest, aby na spacery pies nie chodził w samej kolczatce. Jeżeli złapiemy za nią niefortunnie, a pies z dużą siłą szarpnie, może to się skończyć poważą raną dłoni. Podduszanie zwykle przyniesie efekt, jeżeli pies trzyma przeciwnika i nie chce puścić – jednak metoda ta nie zadziała u bardzo zawziętych osobników. W przypadku mniejszych psów może poskutkować podniesienie ich do góry – nagła utrata gruntu pd nogami zwykle studzi zapał do walki. Jeżeli pies wyjdzie z obroży lub nie ma jej na sobie, możemy posłużyć się pętlą zrobioną ze smyczy. Gdy jesteśmy świadkami sytuacji, w której walczą psy nie mające obroży ani smyczy, możemy spróbować użyć na przykład rękawa. Złapane za obroże psy, które nie mają zamiaru przestać, dobrze jest unieruchomić w bezpieczny sposób. Zyskamy nad nimi kontrolę i w momencie gdy chociaż na chwilę rozluźnią chwyty, jesteśmy w stanie uniemożliwić im ponowne ugryzienie. Gdy jesteśmy sami i nie mamy nikogo do pomocy, a żaden z psów nie chce odpuścić, możemy spróbować przy pomocy smyczy unieruchomić jednego z nich przywiązując go do drzewa lub ogrodzenia, co ułatwi nam rozdzielenie. Gdy oba psy biegają luzem w ferworze walki, nie mamy praktycznie żadnych szans na rozdzielenie ich. Posiadając dużego i silnego psa,  zawsze warto zaopatrzyć się w breaking stick, zwany klepką. Jest to płaskie, drewniane lub plastikowe narzędzie, przy pomocy którego można w sposób bezpieczny dla siebie i zwierzaka otworzyć jego szczękę. Pamiętajmy, że nie istnieje coś takiego jak „szczękościsk”, który przypisany jest psom ras bojowych. Żadna rasa nie ma blokującej się szczęki, pies może puścić w każdym momencie, a jeżeli nie puszcza, to znaczy, że nie chce. Jeżeli nie posiadamy odpowiedniego narzędzia, możemy spróbować między zęby psa włożyć chociażby patyk, czy inny przedmiot, który zablokuje chwyt, jednak pod żadnym pozorem nie wkładajmy rąk!

jak rozdzielić gryzące się psy

break stick plastikowy

 

5. Co potem?

Gdy już uda się rozdzielić psy, powinniśmy dokładnie dopilnować kilku kwestii. Po pierwsze powinniśmy bezwzględnie żądać od właściciela drugiego psa ważnego zaświadczenia o szczepieniu przeciwko wściekliźnie, jak również powinniśmy sami okazać takie zaświadczenie. Należy porozmawiać i ustalić winę oraz dalsze postępowanie. Ważna jest znajomość przepisów panujących w mieście, w którym mieszkamy. Jeżeli przepisy nakazują wyprowadzanie psów na smyczy, to wina zawsze będzie po stronie osoby, która psa ze smyczy odpięła i ta osoba musi być przygotowana na zapłacenie grzywny (nawet jeśli luzem biegał młody, przyjazny pies, który podbiegł do prowadzonego na smyczy większego osobnika i ten go zaatakował, w myśl prawa winę ponosi właściciel psa bez smyczy). W przypadku braku porozumienia między stronami lub gdy pies nie ma właściciela na miejsce zdarzenia warto jest wezwać policję lub Straż Miejską. Jeżeli ze względu na stan psów nie mamy na to czasu, pamiętajmy choćby o spisaniu danych właściciela. W przypadku, gdy w walce został zraniony człowiek lub któryś z psów nie ma ważnego szczepienia przeciwko wściekliźnie, zwierze trafi na dwutygodniową obserwację. Gdy drugi pies nie ma właściciela, ważne jest również, aby (o ile to możliwe) nie pozwolić mu uciec. Po pierwsze – po odłowieniu zostanie on zbadany i przejdzie kwarantannę, dzięki czemu będziemy pewni, że naszemu psu nic nie grozi, po drugie – ranne zwierzę bez opieki ma naprawdę marne szanse na przeżycie. Jeżeli tylko mamy możliwość, postarajmy się unieruchomić bezpańskiego psa i zadzwońmy jak najszybciej na policję i do schroniska. Oczywiście powinniśmy jak najszybciej dostarczyć naszego psa do placówki weterynaryjnej. Niezależnie od tego, czy rany wydają nam się dotkliwe czy powierzchowne, powinien je opatrzyć lekarz. Pamiętajmy, że rany po zębach są zakażone, dlatego bardzo często źle się goją się, ropieją. Pogryzione zwierzę nie może być pod żadnym pozorem pozostawione bez opieki weterynaryjnej. Jeżeli pies jest silnie pogryziony, mocno krwawi, po bójce leży na boku dysząc, a jego dziąsła stały się blade, wymaga natychmiastowego przewiezienia do weterynarza, gdyż jest to stan zagrażający życiu. Nie powinniśmy sami opatrywać ran, ani pod żadnym pozorem na własną rękę stosować leków, ale czasami tymczasowe zabandażowanie rany może zapobiec jej dalszemu zanieczyszczeniu i zahamować krwawienie. Taki opatrunek powinien być w miarę możliwości jałowy i nie przyklejać się do rany. Jeżeli pies bardzo nerwowo interesuje się ranami, możemy doraźnie je zabezpieczyć, na przykład owijając i mocując gruby ręcznik wokół jego szyi. Pamiętajmy jednak, że liczy się czas. Musimy pomyśleć również o sobie – jeżeli zostaliśmy ugryzieni, koniecznie powinniśmy udać się do szpitala w celu opatrzenia rany, prawdopodobnie niezbędne też będzie podanie surowicy przeciwtężcowej. W szczególności jeżeli pies, który zaatakował jest bezpański i istnieje ryzyko, że nie był szczepiony przeciwko wściekliźnie, wszystkie rany przez niego zadane powinniśmy wypłukać wodą z mydłem i pozwolić krwi wypływać przez jakiś czas przed założeniem opatrunku dla samooczyszczenia się rany.

Podsumowując – lepiej unikać potencjalnie niebezpiecznych sytuacji niż dzielić gryzące się psy. Pamiętajmy o zabezpieczeniu naszego czworonoga podczas spacerów – smycz, lina, a czasem kaganiec będą niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa. Rozsądne zachowanie właściciela pozwala uniknąć większości potencjalnych scysji między psami.

 

autor: Agnieszka Filar

19 Responses to Jak rozdzielić gryzące się psy?

  1. Agnieszka Orłowska pisze:

    Czy może Pani podzielić się informacją ile gryzących się psów Pani rozdzieliła. Lub ilu scysji była Pani naocznym świadkiem?

    • psiesprawy pisze:

      Agnieszka, autorka artykułu, na pewno niebawem udzieli odpowiedzi. Od siebie dodam, że niestety miałam okazję obserwować co najmniej kilkadziesiąt bójek, z czego w przynajmniej kilkunastu interweniowałam.

  2. Pat pisze:

    Hm….ja miałam ostatnio bardzo niemiłą sytuacje z moimi czworonogami , w liczbie 2 ratlerki( Misio- przebojowy , wszędzie go pełno) ,( Lala- bardzo spokojna , wręcz unikająca zabawy z innymi psami) , (mieszaniec yorka z terierem Tekla – adhd ) ,( pekińczyk Sticz- wesoły, skory do zabawy ) i mieszaniec kaukaza z owczarkiem niemieckim ( Sara – kochana przytulanka ).
    Trzy tygodnie temu wyszłam na 2 min . na przeciwko do koleżanki oddać jej klucze , w tej samej klatce – mieszkanie obok , weszłam – żeby położyć jej klucze na stole bo miała akurat mokre ręce , zamknęłam za sobą drzwi …..w tym czasie przyszła do mnie mama i zadzwoniła dzwonkiem do mnie do domu ….i krzyczy że psy się gryzą , momentalnie wypadłam od znajomej i otworzyłam drzwi , Sara ( ok 35-40 kg) zaatakowała Lalunie ( wtedy 4, 2 kg. ) , możecie sobie wyobrazić , pisk , skowyt , małą natychmiast odgoniłam w bok bo zobaczyłam krew i to że utyka, Sarę wygoniłam na taras ( cała mordę miała w pianie ) no i weterynarz – Chodorek na 3 Poprzecznej – cudowne małżeństwo z podejściem do zwierząt – pojechałam , Lala miała 2 cm rozcięcie na biodrze , myślałam sobie będzie dobrze …..zajechaliśmy , położyłam ją na stole , lekarz odchylił nóżkę ….zobaczyłam wnętrzności , masakra , od razu uśpienie i operacja- 4 szwy na mięśniach na udzie plus 8 na zszycie ok 10 cm rany .
    Sara złapała ją za biodro – całe szczęście że nie naruszyła tętnicy .
    2 tygodnie chodzenia dzień w dzień na zastrzyki i opatrunki , na weekend sama robiłam , dużooooo miłości , głaskania i przytulania , odpowiedniej opieki i Lalunia biega już jak oszalała ( 4 tydzień po zajściu ) lekarz w szoku , że w tak małym ciele tyle ducha walki , ale wiem ,że bez mojego psychicznego wsparcia – kto chce niech sie śmieje- tak szybko z tego by nie wyszła .
    Sara cały czas oddzielona os Lali , ale z innymi psami bez zarzutu , bawi się , przytula, jedzą z jednej miski .
    I teraz tak , Lala ma 5 lat , Sara 2,5 , więc była maleńkim szczeniakiem którego znalazłam na wysypisku śmieci , razem z 4 innymi, 3 poszły pod opiekę do Azylu Pod Psim Aniołem , Sarę zabrałam ja .
    O co musiały się pokłócić , nie wiem – co prawda Lala miała cieczkę , ale tych cieczek parę już było przecież i nic takiego wcześniej nie miało miejsca ….
    Weterynarz stwierdził, że Lala swoim zachowaniem – wycofaniem można by powiedzieć sprowokowała Sarę i to by się zgadzało , oglądam zaklinacza psów i tam również Cezar powiedział, że pies który zawsze czegoś się boi, ma ogon podkulony może prowokować swoim zachowaniem do ataku na niego .
    Pracuję z Lalą , ale to taki nie typowy ratlerek ….delikatny i spokojny , nie wiem czy coś z tego będzie, czy się zmieni, ale do innych psów zachowuje się normalnie , i nie jest to wina nawet wielkości psa ( rodzice maja amstafkę i latają po całym ogrodzie wspólnie, Lala ogon do góry i nawet ją zaczepia ) może po prostu jak to bywa u nas ludzi , nie dogadały się dwie kobity ….
    Strasznie mi z tym źle , ale będę musiała oddać Sarę , Tekla też jest dziewczynką , ma 4, 5 miesiąca i niedługo będzie miała cieczkę , nie mogę narażać jej na atak , bo nigdy nic nie wiadomo , a nie może byc tak , że np. będę sie kąpała i stanie się nieszczęście …..chociaż z drugiej strony wymaganiom w ogłoszeniu jakie zrobiłam nie sprosta chyba nikt :-) , nie chcę żeby zamykać Sarę w kojcu , mam straszne rozterki co z nią zrobić , oczywiście schron nie wchodzi w grę , jak na razie staram się im wszystkim poświęcać czas po równo , chociaż są rozdzielone . Pozdrawiam

    • Toyota pisze:

      Nie można w żadnym wypadku wzorować się na Cesarze Milanie ! Po pierwsze – on prowadzi telewizyjne show i nie jest w stanie podczas programu telewizyjnego zmienić niepożądanych zachowań u psa, jak to jest ukazywane na potrzeby tv. Po drugie -wielokrotnie prawdziwi behawioryści zarzucali mu, że wprowadza ludzi w błąd i jego metody są nieskuteczne a nawet głupie, np. układanie pobudzonego psa na grzbiecie, może być niebezpieczne dla osoby, która będzie chciała unieruchomić w ten sposób rzucającego się psa. W przypadku Twoich suk, naprawdę sterylizacja jest konieczna. Suka w cieczce zmienia swoje zachowanie. Staje się bardziej pewna siebie i to mogło być przyczyną, że ta druga suka ją zaatakowała. Ponadto zdarza się, że niewysterylizowane suki budują „gniazdo”, zaczynają je chronić i to też może być przyczyną konfliktów z innymi. To nie ma żadnego znaczenia, że ileś tam cieczek przeszyły bez konfliktów. Sytuacje napięcia mogły być, ale Ty ich nie zauważyłaś, bo przeszły bezkrwawo, aż do czasu :(. Samo wysterylizowanie nie gwarantuje jeszcze, że zaczną się nagle „przyjaźnić”, ale pewne problemy wyeliminuje. Mam sporą gromadkę przygarniętych psów (obecnie 13 sztuk) i dlatego jakieś tam doświadczenie posiadam, chociaż sama popełniłam wiele błędów.

    • Asia pisze:

      Dlaczego akurat Sara do oddania? z tego co piszesz to prowokatorka jest Lala

    • Herba pisze:

      Nie rozumiem ludzi. Szkoda, że nie wzięłaś sobie pod opiekę dziesięciu psów… Kurczę rozumiem chęć pomocy zwierzakom – sama gdybym mogła przygarnęłabym wszystkie – ale trzeba mierzyć swoje siły, trzeba się zastanowić zanim się skompletuje małe stadko psów.
      Według mnie tutaj nie leży wina w psach. Tylko w Tobie – być może brak Ci doświadczenia itd. Szkoda tylko psa, którego najpierw przygarnęłaś, a teraz oddajesz bo jest fe, niegrzeczny, pogryzł się z innym psem. No gratulacje po prostu. Mogłaś pomyśleć o tym nim przygarnęłaś tę pisnę. To logiczne chyba, że dwie suki niekoniecznie będą za sobą przepadać…
      Naprawdę mam nadzieję, że to społeczeństwo kiedyś wreszcie będzie miało większą świadomość, bo po prostu ręce opadają. Szkoda tylko zwierząt, które przez takich właśnie ludzi cierpią. Przywiązują się, obdarzają miłością, a potem muszą się zmierzyć z odrzuceniem…

      Autorka pisała ten komentarz 2 lata temu. Ciekawa jestem ile w ciągu tego czasu oddała psów ze swojego stada.

      PS. Cesar Millan – autorytet w psich sprawach, koszmar.

  3. kasiap pisze:

    Pat, przede wszystkim powinnaś wysterylizować suki, bezapelacyjnie. Równocześnie powinnaś wprowadzić sztywne zasady w domu i to tak dla psów jak i dla siebie przede wszystkim, bo ta miłość, o której piszesz może być przyczyną nakręcania konkurencji, najpewniej to mała jest prowokatorem, a duża reaguje. Warto chyba zasięgnąć rady doświadczonego behawiorytsty.

    • Marzena pisze:

      Pat, zgadzam się z Kasią. Sterylizacja, zasady, obserwacja i interwencja już od pierwszych zaczepek. Ja mam dwie suki (sznaucerkę miniaturową – 12 lat i chihuahua – 6 lat), obie po sterylizacji. Staraliśmy się stworzyć w domu hierarchię stada czyli najpierw ja, mąż, syn a potem one. Ale każda ma swoje miski, swoje posłanie, swoje ustronne miejsce w domu, z którego chciałaby skorzystać (np w czasie burzy). Wszystko kupujemy podwójnie i dzielimy równo. A ponieważ mniejsza jest głodomorem, to próbowała zdominować większą, jednak reakcja z naszej strony skutecznie jej to uniemożliwiła i dała sobie spokój. Przez te sześć lat na szczęście nie doszło między nimi do bójki. A jedynym utrudnieniem jest to, że sznaucerka nauczyła małą szczekać pod płotem i teraz gdy tylko otworzę drzwi, to zaraz obie biegną do furtki :)

  4. Anna pisze:

    Bardzo fajny tekst.
    Rozwalają mnie na łopatki paniusie, które krzyczą do mnie gdy ich piesek do łydki podchodzi do mnie i mojego nie lubiącego innych psów doga „ON NIC NIE ZROBI!”

  5. ajka pisze:

    Mój pies był już wielokrotnie pogryziony. To ttb, więc w sytuacjach konfliktowych potrafi sobie poradzić. Ja mam rany po jednej interwencji (szyte i leczone). Teraz już wiem, że to ja muszę rozdzielać walczące psy, bo właściciel agresora ma to w d…, bo mój to ttb!!! Mimo to mamy komendę „zostaw” wyszkoloną idealnie.

  6. runboy pisze:

    Nie została opisana bardzo dobra i bezpieczna dla człowieka technika polegająca na złapaniu od tyłu za uda i jednoczesny ucisk dłońmi w pachwiny. Stosowałem wiele razy i byla to najszybsza i najskuteczniejsza metoda, niż jakies majstrowanie patykiem przy pysku szalejącego psa. A to podduszanie niesie ryzyko bezpowrotnych zmian w mózgu (cos jak pi wylewie) lub juz całkowite odesłanie pupila na tamten świat.

  7. Andzia pisze:

    Spotkałam się z wieloma psami puszczanymi luzem i to takimi, które głęboko i daleko mają swojego właściciela i podlatują do mojego psa, a on nie lubi innych samców, także jeżeli jest to suczka to mam farta, a jeżeli chłopak to zawsze musze drzeć się na właścicieli, żeby zabrali swojego psa, ale oni jak to mądrzy ludzie mają to głęboko i daleko, bo ich pies to nic nie zrobi, a jak odpowiada,, że mój za to zrobi to się dowiaduję, że mam nienormalnego psa, że jest mordercą i źle go wychowałam….. Także mam nadzieję, że niektórzy przemyślą swoje zachowanie, bo ja nie chodzę z psem na smyczy bez powodu i ja ze swojej strony robie co moge, żeby nie doszło do konfrontacji, nawet dre się z daleka z pytaniem czy to pies czy sunia, żeby wiedzieć czy wogóle iść w tą stronę, ale nie wiem co zrobię osobie, której pies pogryzie się z moim, a ona będzie miała pretensje i jeszcze będzie zwalać winę na mnie. Najbardziej super są też właściciele samców, którzy znają mojego psa i wiedzą, że nie cierpi ich pupila, a mimo to lezą z tymi psami tam gdzie ja i to ja muszę gdzieś się z moim chować, bo ona królewna i jej mopsik idą właśnie tędy, bo to przecież jedyna dróżka w okolicy…. Także błagam ludzie ogarnijcie się!

    • Kam pisze:

      Mam dokładnie tak samo tylko moja to sunia. Zawsze właściciele krzyczą „moj nic nie zrobi”, a jak odkrzykuję „ale mój tak” to mówią, że powinnam prowadzić ją w kagańcu. Tylko w imię czego? w imię tego, żeby każdy pies mógł sobie bez problemu do niej podbiec i ją w…ić? Wystarczy, że jest przy mnie na smyczy i jak nikt nie podejdzie to nic nie zrobi.

  8. dota pisze:

    Nie cierpię tekstu ,,on nic nie zrobi”! Jak pies mi to powie, to może uwierzę. Szanowni właściciele psów, trzymajcie je zawsze na smyczy , bo nigdy nie wiadomo, co wpadnie zwierzakowi do głowy.

  9. Baton pisze:

    Agresywne zachowania, czyli rozwiązywanie konfliktów za pomocą walki to zachowanie najzupełniej normalne wśród psów. Oczywiście psy atakują siebie nawzajem z powodu strachu, zdarzają się skrajne przypadki psów nadmiernie agresywnych, atakujących bez ostrzeżenia, psy które zachowania agresywne mają silnie wyuczone,i inne różnorakie patologie, ale agresja to zachowanie agonistyczne, czyli całkowicie naturalne dla psa. Najczęstszym źródłem konfliktów między psami jest człowiek i smycz. Dwa walczące dorosłe duże samce na kolczatkach i smyczach – to może skończyć się tragedią. Najlepszym zachowaniem w sytuacji przedkonfliktowej – luźna smycz u obydwu psów, gdy dojdzie do walki, puścić smycze i czekać na rozwój sytuacji, dopóki nie leje się krew, pies nie atakuje newralgicznych miejsc, uznaje sygnały uspakajające drugiego – nie wchodzić między nie, same rozwiążą konflikt. Gdy walka staje się niebezpieczna dla jednego psiura, to wg mnie narzucenie na psa/psy kocyka, bluzy, ręcznika, lub złąpanie za tylne łapy. Najlepsza prewencja – odpowiedni przewodnik umiejący odczytywać sygnały komunikacyjne psów.

  10. GB pisze:

    Niestety, nie znalazłam w tej notatce informacji, co zrobić, w sytuacji, jak spotkała nas kilka tygodni temu. Mam dużego, z natury łagodnego psa (labrador) – prawie 50 kg. Oczywiście na spacerach chadza na smyczy. Ma wybieg koło domu, więc na spacerach go nie puszczamy.
    Spotkaliśmy ogromnego psa w typie alaskana, całkiem SAMEGO, bez obroży. Mój pies jest łagodny, ale widząc psa większego od siebie musi ustalić hierarchię ważności. Niestety – doszło do ataku z obu stron.
    Mijający nas ludzie… mijali nas ogromnym łukiem…. Patrząc na mnie z oburzeniem zresztą. (?!)
    Starałam się zachować spokój, mówiłam do psów spokojnym, stanowczym głosem i na szczęście po chwili same odeszły od siebie… Niestety mój psiak wyszedł z tego z nieomal zmiażdżoną szczękami tylną łapą…. Ale myślę, że i tak mieliśmy szczęście – obawiałam się, że przyniosę do domu strzęp futra skrwawionego.
    Tak dużych, silnych psów nie da się rozdzielić chyba żadną z metod wskazanych przez Autorkę.

  11. Kuba pisze:

    Nie czytając większości komentarzy, odpisuje. Posiadam już czwartego psa typu bull, na początku amstaff z pitbullka potem bullterrier teraz szczenie amstaffa. Jestem zdziwiony ,że w końcu ktoś opisuje rozdzielanie psów idealnie tak jak powinno się to robić! Rozwiewając mity typu polewanie psów wodą itd. Miałem już kilkadziesiąt takich akcji nie tylko ze swoimi psami ,ale także z goldenami rhodesianami itd., a ludzie niestety ciemne masy w takich syt totalnie nie wiedzą co robić albo boją się własnych psów. Tak więc każdy kto ma psa drukujcie sobie i wieszajcie nad łóżkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Scroll to top