Pin It

Home » psie sprawy, wychowanie i szkolenie » „Panie on nie gryzie” czyli o właścicielach bez wyobraźni

Dzisiejszy artykuł porusza temat powodujący gorące dyskusje w psim świecie – kiedy, gdzie i jakiego psa możemy puszczać bez smyczy? Z jednej strony antypsiarze najchętniej widzieliby psy wyprowadzane na sznurku w klatce na kółkach, z drugiej stoją skrajnie nieodpowiedzialni pseudoopiekunowie (pseudo bo prawdziwy opiekun jest odpowiedzialny za swoje zwierze) puszczający luzem psiaki, odbywający spacery na zasadzie „ja sobie, a pies sobie„. Ustawa z dnia 22.04.2005 roku wprowadzająca zmiany do ustawy z dn. 21.08.1997 o ochronie zwierząt mówi:

„Art. 9a.

1. Posiadacz psa jest obowiązany do zapewnienia nadzoru nad psem. Nadzór nad psem polega na kontroli jego zachowania w celu zapewnienia bezpieczeństwa osób lub zwierząt.

3. W miejscach publicznych na terenie miasta psa prowadzi się na smyczy lub w kagańcu, a psa rasy uznawanej za agresywną albo psa w typie tej rasy – na smyczy i w kagańcu.

4. Rada gminy o statusie miasta lub w której znajduje się miejscowość o statusie miasta może określić, w drodze uchwały, miejsca publiczne na terenie miasta, w których można psy prowadzić bez smyczy lub bez kagańca.”

 

źródło: dogs4dogs.com

źródło: dogs4dogs.com

Zgadzam się z tym, że pies musi się wybiegać. Natomiast spuszczanie ze smyczy psa, który nie reaguje na komendy właściciela, w miejscach publicznych jest niedopuszczalne i skrajnie nieodpowiedzialne. Nawet jeśli pies nie jest agresywny to może ucierpieć np. podbiegając do innego psa prowadzonego na smyczy, wpadając pod koła jadącego roweru czy wyskakując na ulicę. Taka sytuacja ZAWSZE jest winą tego, kto swojego psa puścił luzem i nie potrafił nad nim zapanować.

Właściciele dużych (choć nie tylko) psów często skarżą się na małe pieski, które podbiegają pod same pyski ich pupili i namiętnie ujadają prezentując zęby. I to właściciel tego dużego psa, prowadzonego na smyczy, musi się dwoić i troić, żeby jego pies nie skasował małego agresora. Zwykle posiadacz owego ma wszystko w głębokim poważaniu bo „pies musi pobiegać” albo „panie on nie ugryzie„. A przecież przewodnik większego psiaka mógłby też olać sytuację i pozwolić „powitać” swojemu pupilowi małego upierdliwca zębami. Tylko czemu karać psy za głupotę ich właścicieli? Przekładając to na prosty przykład z ludzkiego świata: do wielkiego napakowanego gościa na dyskotece podbiega chudzielec, staje 10 centymetrów przed nim, patrzy w oczy i prosto w twarz rzuca mu stek przekleństw, nie chce odejść po uprzejmym napomnieniu i kontynuuje wyzywanie. Co się dzieje? A no zwykle taki delikwent dostaje, mówiąc kolokwialnie, w pysk. I podobnie jest w psim świecie.

Problem nie dotyczy tylko psów przejawiających skłonności do agresji (z resztą w większości przypadków ich właściciele mają na tyle oleju w głowie, że bojąc się konsekwencji pogryzienia dobrze zabezpieczają swoje psy), a głównie egzemplarzy nadpobudliwych i nadmiernie rozemocjonowanych, a także lękliwych, które na nietypowe obiekty (np. rolkarze) reagują agresywnie, bo zwyczajnie się boją. Niektóre psy mają problemy behawioralne, w rozwiązanie których właściciele wkładają mnóstwo czasu i energii. Jedno niekontrolowane spotkanie z innym czworonogiem może zniweczyć pracę kilku tygodni czy nawet miesięcy i cofnąć postępy poczynione przez psa.

Zanim pozwolisz psu podejść do innego zwierzaka, spytaj o zgodę jego właściciela i uszanuj jego zdanie!

Zanim pozwolisz psu podejść do innego zwierzaka, spytaj o zgodę jego właściciela i uszanuj jego zdanie!

 

Psy puszczane luzem w często uczęszczanych parkach są zmorą sportowców. Prawie każdy kto miał chęć na jogging, rolki czy jazdę na rowerze zaliczył spotkanie z psiakiem, który na niego skakał, wbiegał pod koła, ujadał. Podobnie wygląda sprawa podczas treningów z psami – niejednokrotnie podczas wypadu z psem na rower bądź na sanki podbiegały do nas inne psy, często z niejasnym nastawieniem, zjeżone. Dodając do tego podekscytowanie spowodowane treningiem nieszczęście gotowe.

Bądź odpowiedzialnym właścicielem i szanuj innych psiarzy. Puszczaj swojego psa w miejscu do tego przeznaczonym i zapinaj go na smycz na widok obcych czworonogów. Jeśli Twój pies chętnie bawi się z innymi po prostu zapytaj czy możesz go puścić na wspólne harce. To nic nie kosztuje, a pomaga zapobiec wielu niemiłym sytuacjom. Jeśli twój pies nie wraca na komendę nie masz prawa puszczać go luzem w okolicy, w której są inni ludzie i psy. Zaopatrz się w długą linkę oraz worek smakołyków i zacznij ćwiczyć z psem przywołanie. Wykaż się wyobraźnią – są ludzie, którzy boją się psów i mają prawo do spokojnego wyjścia na spacer, bez bycia obskakiwanym przez cudze zwierzęta.

Niestety ponieważ wypadki i psie bójki się zdarzają w kolejnym artykule postaramy się wyjaśnić wam jak reagować w takich sytuacjach zachowując zimną krew i minimalizując potencjalne szkody u psów i rozdzielających walkę ludzi.

A jak wyglądają wasze doświadczenia? Często spotykacie się z takimi „podbiegaczami”? A może sami jesteście właścicielami takowych?

22 Responses to „Panie on nie gryzie” czyli o właścicielach bez wyobraźni

  1. remekpiotrowski pisze:

    „Natomiast spuszczanie ze smyczy psa, który nie reaguje na komendy właściciela, w miejscach publicznych jest niedopuszczalne i skrajnie nieodpowiedzialne” – święte słowa. A jak już widzę psy spuszczane np. koło piaskownik i placów zabaw, gdzie są małe dzieci to mnie krew zalewa.

  2. Dominika pisze:

    A mnie zalewa krew kiedy rodzic beztrosko puszcza dziecko, które koniecznie chce do pieska. Taki mały stwór energicznie biegnie do zwierzęcia. Pies traktuje dziecko na równi jak on i chce się z nim bawić, bądź czuje się atakowany, to potem nagle rodzic widząc skaczącego psa na dziecko ma pretensje, do właściciela, że nie potrafi zapanować nad psem i do tego straszy dziecko, że pies gryzie. Uważam, że najpierw powinno się wyedukować rodziców i dzieci, że przy psie się nie biega, nie robi gwałtownych ruchów, nie rzuca się psu na szyje itd…

  3. Magda pisze:

    Obie powyższe opinie uważam za słuszne. Wcześniej miałam dużego psa – husky, bardzo spokojnego i denerwowały mnie takie latające luzem „podbiegacze”, szczekające i warczące na mojego psa. Teraz mam małego psa – głuchego, który boi się gwałtownych ruchów, a sytuacja z dziećmi podbiegającymi do niej lub chcącymi ją przytulić jest nie do pomyślenia – mogłaby z wrażenia kłapnąć zębami, chociaż normalnie traktuje dzieci jako kogoś do zabawy. Ja uważam, że najlepszym miejscem na puszczanie psów luzem są wybiegi – i oby było ich jak najwięcej w każdym mieście. Wtedy nie ma obawy, że znajdą się tam przypadkowi ludzie/ dzieci.

  4. ludzi w ogóle powinno się edukować na temat „jak kulturalnie egzystować z psem”. Na spacerach 90% właścicieli nie wpadnie na pomysł, żeby w ogóle przywołać psa, jak przechodzisz ze swoim na smyczy. Nigdy nie spotkałam się, żeby ktoś spytał, czy psy się mogą przywitać (a psy mam w rodzinie od ponad 10 lat). Masakra, po prostu masakra.
    Teraz mam sukęw typie pita, która nie trawi żadnych psów. Ludzie jednak w połowie przypadków nie wpadną nawet na pomysł, by na widok mojej – warczącej i rzucającej się na ich psa – choć OBEJŚĆ nas w sensownej odległości :/ Oczywiście muszą przejść ze swoim psem pół metra od pyska mojej psiny. Upomnienia nic nie dają :/ Czasem mam ochotę poluzować smycz, żeby trzepnęła małego ujadacza kagańcem, ale szkoda mi tamtego i boję się, żeby nie dziabnął jej któryś w nogę czy coś…
    BTW – gdzie mogę znaleźć taki plakat do udostępnienia? Ten :najpierw spytaj”?

    • ranvir pisze:

      To może ty raczej obchodź z daleka psy i ludzi, skoro nad swoim nie umiesz zapanować. Echh… Szkoda słów na głupotę takich jak ty.

      • Magda L. pisze:

        ranvir właśnie jesteś typem człowieka który wykazuje się bardzo ograniczonym myśleniem… miałam kiedyś małego psa który też spokojnie przechodził obok innych i mimo to kiedy widziałam że inny duży pies dostaje tzw. ” wścieklizny ” odchodziłam i ja kawałek żeby nie prowokować zbytnio gdyż bardzo kochałam moją sunie i nie chciałam żeby jej coś się stało. wystarczy sekunda żeby pękła smycz właściciel też może w którymś momencie nie mieć siły utrzymać psa który coraz mocniej ciągnie a taki pies ma mnóstwo siły. wiem bo posiadam 2 rottka i na niektóre psy właśnie tak reaguje , ma również pełno przyjaciół ….i gdyby mi nie było żal mojego a przede wszystkim właśnie psa właściciela bezmyślnego takiego jak Ty to bym po prostu się nie szarpała i pokazała po co warto się odsunąć bo ja się o swojego nie boje

      • krysia pisze:

        w opolu na zwm jest taka m….da co prowadzi swojego psa na dlugiej smyczy.pies jest agresywny,warczy,rzuca sie do gryzienia,na grzeczna prosbe o skrocenie smyczy wlascicielka wydziera sie”przeciez pani nie ugryzl”jest pyskata ,kiedys ten jej kundel napadl na moja suczke,a ona darla sie na mnie ze to ja jestem winna,ze jej pies jest agresywny,bo widocznie nie lubi mojego pieska.odnosze wrazenie ze ta ……ma cos z glowa,bede zmuszona kiedys kopnac ta psine,a nie chcialabym tego robic,bo bardzo kocham zwierzeta

    • iwona pisze:

      mam pieska ze schroniska …nie trawi innych psow ..piesek jest pod opieka doswiadczonego weterynarza radzi mi unikac na razie kontaktow z innymi psami moze to nawet zostac do konca zycia …a tutaj inni psiarze nie rozumieja problemow na sile wpychaja mi pod nis swije czworonogi bez uwiezi na moje uwagi reaguja agresja typu ze powinnam psa uspic bo jest glupi skoro nie chce sie bawic z innymi psami …porostu maskra …mam ochote uzyc gazu na takich wlascicieli… dla mnie sa egoistami…nasze spoleczenstwo nie doroslo do pewnych rzeczy …jestem zbulwersowana takim zachowaniem!

  5. Tomaskus pisze:

    Bez sensu decydować za psy czy mogą się przywitać

    • psiesprawy pisze:

      Jeśli jeden z psów nie nadaje się do kontaktów z innymi (problemy zdrowotne, agresja, lękliwość itp) to właściciel zdecydowanie ma prawo wymagać od drugiego by ten panował nad swoim psem i gdy jest o to proszony odwołał psa. Analogia do dzieci w piaskownicy – bez sensu decydować z kim się bawi moje dziecko – co tam, że jest opluwane i obrzucane piachem, a samo nie bardzo wie jak zawalczyć „o swoje”. Właściciel psa to osoba która odpowiada za niego, a także za to by pupil nie uprzykrzał życia innym.

  6. Julia pisze:

    Wiem, że często problemem są właściciele małych psów (sama byłam świadkiem opisanej sytuacji, gdzie duży pies chapnął za kark zaczepiającego go małego psa), ale w drugą stronę to też działa… Nie spuszczam mojej małej Maltanki (poza zamknietym terenem) ze smyczy, ale ile to razy w parku znienacka wypadł na nas rezentuzjazmowany wielki pies, który chcąc sie bawić, tratuje mojego szczeniaka, nic sobie nie robiąc z nawoływać właściciela i pisków bólu małej… i teraz się dziwić, że mam trudności z przekonywaniem jej, że nie musi się obawiać dużych psów. Teraz sie już nauczyłam reagować i próbuję takiego psa „zablokować” moim ciałem, no ale to naprawdę nie powinien być mój problem. A kiedy zwracam uwagę właścicielowi? „Niech pani nie przesadza, on się tylko tak bawi.”

  7. D. pisze:

    A mnie się zdarzyło, że podczas treningu zaprzęgowego w lesie (mamy pozwolenie na takowe) szła sobie para ludzi z lekko agresywnymi, w ogóle nie zwracającymi na nich uwagi psami, oczywiście psy luzem. Wyobraźcie sobie sytuację, że taki burek wpada w środek zaprzęgu 8 psów husky lub malamut? Zostanie mielonka.
    Na grzeczne napomnienie, żeby psa zapiąć bo tu jest las i rezerwat pan zaczął wyzywać i grozić bójką. Co z tego, że zaprzęgowe psy przypięte i poruszają się tylko op ścieżkach. Pan ma prawo iść bez smyczy. Bo jego nie dotyczy prawo o tym, że w lesie pies ma być zapiety i koniec, że nie wspomnę o zwykłej, ludzkiej uprzejmości – widzę zaprzęg, zapinam psa.

    • psiesprawy pisze:

      To jest norma! Ja trenuje z suką pulling (wiadomo, że podczas treningu pies jest nakręcony) i notorycznie napotykamy wpadające na nas luzem burki, które mają w głębokim poważaniu właścicieli. A my słyszymy uwagi typu, że do uciągów to konia kupić a nie psa męczyć itp

    • Maurycy pisze:

      Po co pieprzysz że las itp. Też bym się zdenerwował. Trzeba było powiedzieć że te psy mogą zrobić krzywdę i żeby go na chwilę przytrzymał

  8. Mara pisze:

    około miesiąc temu moja mama adoptowała malutkiego 5 letniego kundelka, który jest bardzo „żywiołowy”, będąc z wizytą w święta postanowiłam wyprowadzić psiaka na spacer (mama mieszka w bloku), wszystko było świetnie do momentu gdy zauważyłam biegnące luzem wielkie psisko (bez kagańca) podczas gdy jego „pani” beztrosko sms’owała lub zajmowała się inną pierdołą w swoim telefonie :/ przyznam, że żałowałam, że nie byłam wtedy ze swoim pitkiem który nie za bardzo lubi inne psy, może by zwróciła uwagę bardziej na swojego psa i zastanowiła się bardziej co robi :/

  9. Patty pisze:

    Sama stety niestety jestem posiadaczką bardzo żywiołowego psa, który najchętniej biegałby za każdym i wszystkim co się rusza. Suka wzięta ze schroniska początkowo bardzo spokojna i wystraszona, okazała się nadpobudliwa i ciągle nakręcona. Mogłaby się bawić godzinami. W ciągu dnia na spacery wychodzę tylko na smyczy i faktycznie zawsze pytam zanim podejdę z nią do innego psa. Ostatnio bawiła się późnym wieczorem z kilkoma znajomymi psami. Psy były spuszczone ze smyczy ale specjalnie zaprowadzone w ustronne miejsce na osiedlu, żeby nie było przechodniów i innych przypadkowych nieznajomych zwierzaków. Zawsze spotykają się w jednym miejscu żeby nie stwarzały zagrożenia dla nikogo i niczego. Nagle w stado nieznanych psów wparadował nam pan ze szczeniakiem na smyczy, może 3-4 miesięcznym. Podszedł nie pytając się o nic i wpakował swojego psiaka w środek watahy. Psy oczywiście zaczęły na niego skakać bo chciały się bawić…i się zaczęło. Malec zaczął piszczeć a facet zaczął okładać nasze psy skórzaną smyczą i kopać każdego który mu pod nogi wpadnie. Moja suka została dwa razy kopnięta a ja wyzwana. Jestem wielką zwolenniczką kampanii, której plakat został przedstawiony. Psy są różne i różnie reagują w sytuacjach zagrożenia, czy w obecności innych, zwłaszcza nieznanych zwierząt. To, że ktoś trzyma psa na smyczy nie zawsze świadczy o tym, że jest odpowiedzialnym właścicielem. A wystarczyło spytać.

    • Maurycy pisze:

      Ja bym takiego gościa wbił w ziemię. Po pierwsze mógł tego małego spuścić ze smyczy. A psy by go powąchały poznały.

  10. Maurycy pisze:

    Mam zdzierać gardło żeby się non stop pytać ? Bez sensu.

  11. Maurycy pisze:

    A co jeśli ktoś ma psa który nie podchodzi do psów które sobie tego nie życzą albo są niemiłe ? Czy jak pies podchodzi do psów mile nastawionych to też trzeba pytać ? Człowiek może psu zabronić kontaktów ? Co to za człowiek ? To nie człowiek to szakal

  12. Gloom5 pisze:

    Ja mam niewielkiego kundelka – suczka, chociaż budowa ciała bardzo proporcjonalna (taka jakby miniaturka wilczura – podziel przez dwa każdy jego wymiar). Jest bardzo otwarta na ludzi, innych psów nie zaczepia – chyba, że te znajome. Do lasu nie chodzę z nią bo mam za daleko ale czasami sobie chadzam po parku, czasem porzucam jej kija jednak sam też co jakiś czas oglądam otoczenie, czy żaden inny pies nie nadchodzi – a jeśli to np zaczynam się oddalać w inną stronę – tym samym sprawiam możliwie mało kłopotu innym. Suczka reaguje na przywołanie, sama jest raczej spokojna i nie reaguje spontanicznie pierwsza. Jeśli ma ochotę się pobawić – zrobi to. A tak to jeśli ktoś już podchodzi to się obwącha i tyle. Często chodzę z nią spuszczoną – bo nauczyłem ją, że jeśli zapinam ją na smycz to dlatego, ze coś się będzie działo. I zupełnie inaczej się zachowuje spuszczona a inaczej na smyczy. Spuszczona trzyma się +/- 15m dookoła mnie, łazi wącha trawę, kupy i co tylko jej pod nos wpadnie. Jeśli jest na smyczy – jak w zegarku przy nodze. Kiedy mijam inne psy – zapinam ją. Kiedy mijam większe to czasem nawet biorę na ręce. A sytuacje z psami małymi, które zaczepiają duże miałem okazje już kilka razy oglądać (nie z udziałem mojej suczki). Raz taki maluch został niestety mocno pogryziony. Duży pies był wtedy na smyczy – takiej grubej skórzanej długiej na 1,5m. Niech ktoś mnie spróbuje przekonać, że wina leżała po stronie dużego psa…

  13. Monia pisze:

    W końcu znalazłem to czego szukałem.

  14. Magda pisze:

    Mój pies jest podbiegaczem, ale z tym walczę, jeśli kogoś dojrzę natychmiast go zapinam na smycz. Jak był młodszy nieraz mi do jakiegoś psa zwiał. Niedługo rozpoczynamy kolejne szkolenie, ale już w obiecującej psiej szkole :D Mimo wszystko uważam, że w szkołach powinny być obowiązkowe zajęcia z odczytywania psiej mowy. Dzięki temu, życie w naszym kraju było by piękniejsze. Ja wiem co mój pies „mówi” do mnie co „mówi” do psa, a co „mówi” ten pies do niego, dzięki temu unikamy konfliktów. Nawet jak widzę psa lecącego do nas i do tego nie specjalnie nastawionego przyjaźnie, zachowuję spokój (tylko spokój może nas uratować xD), nie krzyczę aby zabrano psa, skupiam się na ich relacji, nawet obu chwalę jeśli jednak spokojnie, w zgodzie się witają. Moim zdaniem i byłoby znacznie mniej psich bójek i ataków na samych ludzi. Taki człowiek, który nie lubi psów, machając rękami i nogami do psa to nie pomaga sobie…w takich sytuacjach tylko spokój pomoże, już to przeszłam xD Wszystkie całe „psie zło” to tak naprawdę MY, wystarczyła by podstawowa wiedza na temat psiej komunikacji i od razu żylibyśmy w zgodzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Scroll to top