Pin It

Home » zdrowie i pielęgnacja » Piruet śmierci – jak rozpoznać skręt żołądka u naszego psa

Schorzenie to jest jedną z najniebezpieczniejszych dolegliwości psa, zagrażających jego życiu, dlatego tak ważne jest, by jak najszybciej rozpoznać objawy i udać się ze zwierzęciem do weterynarza. Sami, niestety, niewiele możemy zrobić, by ulżyć psiakowi w cierpieniu, bezwzględnie obowiązkowa w takim wypadku jest interwencja chirurgiczna. Pies ma szansę na przeżycie, jeśli zawieziemy go do weterynarza nie później niż 4-6h po wystąpieniu objawów skrętu żołądka.

Jakie są to objawy?

* dyszenie
* ślinienie
* niepokój
* bojaźliwy wzrok
* sztywny, ociężały chód
* nagłe osłabienie
* odruch wymiotny bez zwracania treści żołądka
* nagłe powiększenie jamy brzusznej, szczególnie po lewej stronie
* odbijanie gazów

Szczególnie narażone na skręt żołądka są rasy duże, takie jak np.:

* Dog Niemiecki
* Owczarek Niemiecki
* Wyżeł Weimarski
* Bokser
* Nowofunland
* Seter Irlandzki
* Jamnik
* Owczarek Szkocki (Collie)
* Rottweiler
* Doberman
* Labrador Retriver

Trzeba jednak pamiętać, że skręt żołądka może wystąpić u każdego psa.

Co się dzieje we wnętrzu zwierzęcia podczas skrętu żołądka? Otóż, jak sama nazwa wskazuje, dolegliwość ta polega na przekręceniu się żołądka wokół własnej osi, czemu dodatkowo sprzyja osłabienie wiązadeł, na których jest on umocowany w jamie brzusznej. Optymalne warunki dla skrętu żołądka występują wtedy, gdy jelita są puste, natomiast żołądek wypełniony lub średnio wypełniony – zmienia się on wtedy w wahadło, które można łatwo wprawić w ruch poprzez bieganie, zabawę, skoki czy tarzanie się. Podczas skrętu żołądka skręca się także przełyk i dwunastnica, przez co pokarm nie może przedostać się ani do jelit, ani pies nie może skutecznie zwrócić treści pokarmowej (ruchy dławiące). Zbierające się gazy wzdymają brzuch, uciskając inne narządy wewnętrzne, a dopływ krwi do żołądka zostaje zahamowany. Pies traci siły w zastraszającym tempie i staje się bardzo niespokojny, ma problemy z oddychaniem. We krwi zaczynają pojawiać się toksyny, dochodzi do niewydolności nerek i uszkodzenia wątroby, a skrajnym przypadku do śmierci psa. Jak można uniknąć wystąpienia skrętu żołądka? Jakie mogą być jego przyczyny?

źródło: royal-canin.pl

źródło: royal-canin.pl

Czynniki, które mogą wpłynąć na pojawienie się schorzenia to głównie:

* Łapczywe jedzenie posiłku przez psa, połykanie dużej ilości powietrza
* Intensywny wysiłek zaraz po jedzeniu (bieganie, spacer, skakanie, zabawa, itp.)
* Waga – częściej od innych chorują psy ważące powyżej 50kg lub te, u których stwierdzono niedowagę (brak tkanki tłuszczowej utrzymującej żołądek)
* Płeć – częściej chorują psy niż suki
* Bardzo obfity posiłek zaraz po głodówce
* Jedna duża porcja jedzenia na cały dzień, zamiast posiłek podzielony na kilka mniejszych porcji skarmianych w ciągu dnia
* Wąska i głęboka klatka piersiowa
* Psy powyżej 7. roku życia są bardziej narażone na skręt żołądka niż psy młodsze

Pojawiły się także wyniki badań, wykonanych na Purdue University i opłaconych przez Fundację Zdrowia Psów przy Amerykańskim Kennel Klubie w roku 2000, które mówią, że, wbrew obiegowej opinii, podawanie jedzenia psu z podwyższenia zwiększa ryzyko wystąpienia skrętu aż o 200%!

Co robić, by zminimalizować ryzyko wystąpienia omawianego schorzenia? Ze względu na nieznane do końca bezpośrednie przyczyny pojawienia się skrętu żołądka, należy przestrzegać kilku zasad, zmniejszających jego prawdopodobieństwo:

* Trzeba zapewnić psu całkowity spokój podczas posiłku
* Należy karmić psa małymi porcjami (2-3 razy dziennie) wysoko przyswajalną karmą dobrej jakości
* Nie należy zachęcać psa do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego bezpośrednio po jedzeniu

Pamiętajmy, by zawsze, gdy mamy podejrzenia co do możliwości wystąpienia skrętu żołądka u naszego psa, jak najszybciej udać się po pomoc do weterynarza. Tylko w ten sposób możemy uchronić zwierzę przed bolesną śmiercią.

78 Responses to Piruet śmierci – jak rozpoznać skręt żołądka u naszego psa

  1. Sylvia pisze:

    Niestety, panie Piotrze pisze Pan nieprawdę. Ten produkt spowalnia tylko tempo jedzenia – a to nie ZAPOBIEGA skrętowi, może tylko trochę zmniejszyć jego prawdopodobieństwo wystąpienia.

  2. rafalp pisze:

    jedyny skuteczny – to ograniczyć ruch po posiłku

  3. Krzysztof pisze:

    Moj bokserek kochane psisko, mial wymioty i slinil sie. Pewnego dnia przewrocil sie , wstal i ponownie sie to powtorzylo. Myslalem , ze moze to spowodowane jest wysoka temp. ktora byla tego dnia. Przez nastepnych kilka dni nic szczegolnego sie nie dzialo, zjadal wszystko, miewal jeszcze czasem wymioty slinowe. Myslalem , ze moze znow cos zjadl np. trawe, bo czesto ja gryzla pozniej wymiotowal. Prawie tydzien pozniej gdy znow przewrocil sie , dostal drgawek i posikal sie jednoczesnie, zaniepokoilem sie. Obdzwanialem miejscowych weterynarzy, lecz byla to sobota, jeden z nich tylko po rozmowie tel. ustalil wizyte na poniedzialek. W niedziele omdlenia znow nastapily i zauwazylem , ze podczas oddawania moczu tylko i ze sprawia mu to bol. Uprosilem wtedy weterynarza biorac nr tel z internetu , nie wiedzac co to za lekarz. tzn czy jest ”dobrym fachowcem”. Lekarz stwierdzil niewydolnosc serca i podal psiakowi glukoze. Na wtorek kazal przyjsc ale juz bez psa po tabletki dla niego. W poniedzialek na cewce moczowej pojawily sie wycieki w koloze czerwonym, niezwlocznie poinformowalem lekarza o tym fakcie. Lekarz kazal przywiesc mocz, Ku memu zdziwieniu po ok 3 godz. zadzwonil do mnie bym rano nastepnego dnia ponownie w sloiczek nalac pieska mocz i dac na badanie go. W moczu bylo 150 bialka a nie powinno go byc wcale. Lekarzowi zawiozlem wyniki badan . Dal mu zastrzyk ” jakiesgos” ogolnego antybiotyku bo stwierdzil ze to jakies zapalenie ukladu moczowego. Pomimo mych informacji szczegolowych o zachowaniu psa , nie zareagowal jakos inacze pod wzgledem rozpoznania choroby. Uzyskal informacje , o ktorych wyczytalem teraz na tej stronie. Moje informacje przekazane lekarzowi nie naprowadzily w zaden sposob lekarza na zdiagnozowanie choroby, kazal przyjsc nastepnego dnia by ponownie dac zastrzyk pieskowi na wedlog jego oceny zapalenie ukladu moczowego.Wczesniej zastanawial sie czy moze nie dostal pies kleszcza i dlatego w moczu jego znajduje sie krew. Lecz nie byl tego pewien jak okreslil poniewaz pies nie mial podwyzszonej temp. a ta w takich przypadkach jest wysoka. Gdy w srode zadzwonilem ponownie myslac ze moze na podst, wynikow moczu lekarz cos ustalil. niczego sie nie dowiedzialem. Zadzwonilem wtedy do innego lekarza proszac o pomoc widzac ze z pieskiem coraz gorzej. Zawiozlem go w kilka minut, lecz musialem poczekac ok. 5 min by lekarz mnie przyjlo z uwagi na badanie innego psa. Czekajac w samochodzie piesek ” odszedl”
    Pomimo podania jakiegos zastrzyku pies juz nie odzyskal przytomnosci.
    Dopiero dzis wertujac po internecie natrafilem na te strone i stwierdzam, ze przyczyna smierci mego bokserka byla wlasnie ta choroba , ktora tu opisujecie.
    Nie rozumiem tylko dlaczego lek. weterynarz, ktory oglasza sie iz specjalizuje sie min, w leczeniu psow nie skojarzyl ze istnieje prawdopodobienstwo, iz wlasnie na te chorobe zachorowal moj pies i nie przeprowadzil badania ktore by ustalilo albo wykluczylo. Do siebie mam zal ze nie zrobilem nic wiecej by moj piesek zyl. tzn nie pomyslalem wczesniej by udac sie do innego lekarza lub do kliniki. Do lekarza natomiast mam zal, ze pomimo 40 letniej praktyki w tym zawodzie nie potrafil po moich informacjach jak zachowuje sie pies, zdiagnozowac choroby, nie zlecic jakiegos przeswietlenia , lub po prostu powiedziec ze nie potrafi on zaradzic i polecic mi kogos bardziej kompetentnego niz on. Zadzwonilem dzis do niego , tel odebrala jego zona i poprosilem ja by przekazala swemu mezowi weterynarzowi by ten odszukakl te strone i by zapoznal sie z ta choroba i z jej objawami , by na przyszlosc , gdy inny piesek bedzie w podobnym stanie zdrowia mogl mu pomoc. Dla mojego kochanego pieska pomocy, a raczej kompetencji u tego lekarza zabraklo. Byl to moj najlprzy pies PRZYJACIEL ROKI

    • Maja pisze:

      Łza mi się w oku zakręciła jak czytam o Pana BOKSERKU ;(
      Weszłam na tą stronę ponieważ tydzień temu też miałam takie problemy z moją BOKSERKĄ (lekarz chciał ją usypiać bo stwierdził że to już agonia, ale my nie zgodziliśmy się na uśpienie i prosiliśmy żeby ją ratowali). Na szczęście lekarze jej pomogli, przeprowadzili operacje i Kora razem z nami. Współczuje bo wiem co Pan czuje wiedząc, że pies mógł żyć gdyby nie złe rozpoznanie przez „weterynarza”…

    • Tomasz pisze:

      Współczuje śmierci Rokiego, sam niedawno pożegnałem swojego psiaka. Zmarł niestety z powodu rozszerzenia ze skrętem żołądka właśnie, które się u niego powtarzało. Może pocieszy Cię fakt, że to co opisujesz rozszerzeniem żołądka nie było.

      Rozszerzenia nie da się pomylić: Pies wygląda jakby połknął balon, a po puknięciu występuje głuchy pogłos. Jest to niewyobrażalnie bolesne, zwierzak piszczy. Do tego szybko dochodzą problemy z oddychaniem i wkrótce utrata przytomności – potem wstrząs. Dziąsła stają się sine, a po uciśnięciu odbarwiają się. U mnie od pierwszego piśnięcia do wstrząsu trwało dosłownie 15 minut. Brzuch psa rośnie w oczach. Podkreślam, że wszystko dzieje się zaskakująco błyskawicznie. Wcześniej pies zawsze zachowywał się zupełnie normalnie.

      Do wszystkich którzy zaobserwują coś takiego – zachować spokój i niezwłocznie zawieźć psa do dobrego chirurga lub kliniki.

    • Gaja pisze:

      Panie Krzysztofie, niestety wielu weterynarzy tak traktuje nasze zwierzęta. To na co zmarł Pana bokser nie było skrętem żołądka ponieważ w przypadku nie leczonym pies umiera w przeciągu doby.Ból jest ogromny, pies nie chodzi, mdleje, źle oddycha przez ogromny balon z żołądka uciskający płuca i inne organy wewnętrzne. Organizm jest zatruwany przez produkty przemiany materii powstałe w wyniku niedotlenienia i zastoju krwi. Niestety „mój” wet nie odbierał ode mnie telefonu przez 3 h. Pomogła nam praktykantka na tyle na ile umiała. Gdy w końcu wet przyjechał i podjął się operacji stan psa nie był dobrze rokujący. Śledziona była już martwa . Wet zrobił co trzeba ale dużo za późno. Pies „żył” na kroplówkach dwa dni. Niestety nie dał rady. Bardzo mi go brak. Współczuje także Panu straty.

    • Henk*** pisze:

      Panie Krzysztofie, dopiero dziś weszłam na te strone, tak mi przykro z powodu tego, co spotkało Pana i Pana Psa, To musiało być straszne dla biednego psa tym bardziej. Jednoczesnie przeraziło mnie to, że moje pieski tez może to spotkać, a skoro lek wet, z takim trudem to rozpoznają, to w sumie nie wiadomo, co robić.Zastanawia tylko brak zaineresowania ze strony lek wet. może to już tylko rutyna… przykre

    • Mała pisze:

      Właśnie nam zmarła suczka cociel spaniel trzy dni temu. Tydzień się łączyła objawy jak w artykule. Weterynarz leczył na serce. Nie jadła nie umiała się załatwić myślałam że się czegoś najafla i ma biegunkę oczywiście mam żal do siebie ze zaufalismu weterynarzowi. Slinila się jak nigdy. Odkadływała bez treści. Szkoda gadać. Ale mam żal do siebie bo mogła jeszcze żyć. Nie można nikomu zaufać ani weterynarzowi.

  4. Krzysztof pisze:

    Pozostal smutek, wspomnienia i duzo fotografi .Trudno pogodzic sie ze strata. Weterynarz powiedzial, ze to tylko pies! Dla mnie cos wiecej, Byl jak czlonek rodziny po ktorym pozostal bol i lzy.

    • Grazia pisze:

      Jak weterynarz mogl powiedziec,, to tylko pies,, jak mogl wybrac swoj zawod majac taki tok myslenia…..Myslalam ze lekarze weterynarii kochaja zwierzeta i zrobia wszystko by je ocalic,a tu takie stwierdzenie…;(

    • Lila pisze:

      Po prostu brak mi slow! Co to jest za weterynarz, ktory mowi: „to tylko pies”?!!!!! Moze powinien zmienic zawod na rzeznika. Skandal!

    • Henk*** pisze:

      Jezu, nie wierze , że właśnie weterynarz cos takiego przykrego Panu powiedział, jak to tylko pies??? przecież on dlatego chyba został weterynarzem , żeby tym „tylko psom” nieśc POMOC, Jak tak można, rozumiem Pana zal po takiej dużej stracie, współczuję.

  5. Maja pisze:

    Ja też usłyszałam, że to tylko pies … Nasza znajoma stwierdziła, że chyba oszaleliśmy wydając na ratowania psa 2 tysiące zł i ona na naszym miejscu by ją uśpiła…! A my wydalibyśmy więcej jeśli zaszłaby taka potrzeba (nawet gdybym miała zaciągnąć kredyt) wiedząc ,że Kora ma 50% szans na przeżycie- bo tyle jej dawali. Wierze, że był on członkiem rodziny bo my też tak traktujemy naszą bokserke. Czasu się niestety nie cofnie i trzeba żyć dalej, a Roki pewnie zostanie w Pana sercu już na zawsze bo bokserki to kochane pieski!
    Pozdrawiam

    • Tomasz pisze:

      Usłyszeć że to tylko pies z od weterynarza musi być naprawdę przykre. Ważne jest znalezienie dobrego i zaufanego lekarza, ale tu już tylko weryfikacja metodą prób i błędów. Gdy zaczyna się dziać coś poważnego wychodzi kto ile jest warty.

      Mnie weterynarz odprawił po zasondowaniu psa i skasowaniu 1500 pln. Powiedział że z jego strony to wszystko i możemy juz sobie iść. Pies był półprzytomny, ledwo żywy i skomlący z bólu. Po kategorycznej odmowie z mojej strony wychodził tylko dać relanium(!), wyraźnie niezadowolony z faktu, że wycie przeszkadza mu w odpoczynku (nocny dyżur). Noc spędziliśmy w poczekalni – nie pojawił się żaden pacjent, nie może więc być mowy o tym że był zajęty.

  6. Krzysztof pisze:

    To Prawda. Kto raz mial boksera ten wie, ze to kochane psiaki. Zawsze chetne do zabawy , nawet gdy maja kilka lat. Roki mial 7 lat, . Mam jeszcze 11-sto letniego dalmatynczyka, ktory od smierci Rokiego piszczy i doslownie czasami wyje. Tez za nim teskni, razem sie chowali. Teraz wypatruje , czekajac za nim, myslac ze zaraz sie zjawi. Te zachowanie psa tzn. jego tesknota za swoim ” braciszkiem’ jak to my okreslalismy, poteguje nasz smutek po utracie Rokiego. Pozostanie na zawsze w naszych sercach, ma swoje miejsce na ogrodzie, tam gdzie bawiac sie , radowal nasze serca.
    Pozdrawiam

  7. Maja pisze:

    Wzruszające jest to co Pan napisał o psiej miłości między dalmatyńczykiem a bokserkiem. My mamy poza Korą kota i jak Kora była umierająca to kot też to czuł i chodził koło niej, lizał ją…
    Nasza Kora też ma 7 lat i już tyle przeszła, że aż mi jej szkoda :( miała operacje oka, kolana, stawu biodrowego, ma bardzo duże wrzody na żołądku, przez co nie może jeść jak normalny pies i musimy uważać co jej dajemy i teraz jeszcze ten skręt żołądka wraz z usunięciem śledziony :( dziś wymiotowała żółcią i już znowu się martwie o nią. Szkoda, że bokserki to takie słabe (jeśli chodzi o zdrowie) pieski i że tak krótko żyją

  8. Krzysztof pisze:

    Boksery zyja do 12 lat, ale ”wada” ich jest to, ze sa narażone na roznego rodzaju nowotwory. Przez cale swe zycie zachowuja sie jak szczeniaki zawsze gotowe i chetne do zabawy.Moj pies na nic nie chorowal, mial wprawdzie kilka guzow na tylnej lapce i ogonie , ale nie bylo widac by mu to w czymkolwiek przeszkadzalo. Nawet podczas masowania ich nie zwracal na nie uwagi. Zawsze chetny yl do zabawy i najlepiej wychodzilo mu jak mogl komus cos ” zakosic” i schowac pod krzak do swojej krujowki. Tam gdy cos komus zginelo np. kombinerki czy mlotek, nalezalo szukac. Nie szlo sie na niego gniewac. Spojrzeniem rozbrajal .
    Zycze by Pani Kora wrocila do zdrowia.
    Ps. Moje pieski mozna zobaczyc na youtube wpisujac szopen 117 i wybierajac piosenke USMIECHNIJ SIE
    Jest TAM NA JEDNYM ZE ZDIEC FAJNE UJECIE , GDY OBA PIESKI JEDNOCZESNIE MAJA PODNIESIONE NOGI I SIUSIAJA.I KILKA INNYCH FOTEK
    pOZDRAWIAM

  9. Maja pisze:

    Śliczny był Pana Bokser. Ile on ważył? Bo widzę, że taki duży i umięśniony był, nasza Kora też jest większym Bokserem, ale NIESTETY nie ma ogona i taką ją już kupiliśmy

  10. Krzysztof pisze:

    Mial 37 kg.Waga z 5 sierpnia.:(

  11. Maja pisze:

    No to był bardzo duży… Kora miała zawsze 33kg, potem jak zachorowała na wrzody to schudła do 29 kg i długo miała taką wagę ,ale po tej paskudnej chorobie i operacji ma 26,5kg (a też należy do tych większych bokserów). Widać, że bardzo ją ten skręt zniszczył, postarzała się w ciągu 2 dni o kilka lat, ale już powoli dochodzi do siebie – już ciężko nam ją uspokoić bo tak chce szaleć i bawić się

  12. Krzysztof pisze:

    Roki , nalezal do bokserow pregowanych, tyle co mnie sie wydaje nie nalezal do tych bokserow wiekrzych.Mial zawsze apetyt:), a ze byl taki kochany to smakolykow mu nikt nie zalowal. Od szczeniaka gdy jadl , moja reka zawsze byla w jego misce, tak ze nie zwracal na nia uwagi. Jadl z aptytem ale bez obaw ze mu jego pokarm ktos zabierze.Lubil psie przysmaki zwlaszcza kabanoski, a o slodyczach nie wspomne bo za nimi przepadal. Ale nie wymuszal. Gdy natomiast poczul zapach pieczonego piernika to slinianki uaktywnialy sie:) Przepadal za nim.Ogolnie lubial wszystko, nawet owoce np. truskawki, winogrona itp. tak wiec gdy ktos cos jadl to zawsze i dla niego cos sie znalazlo , oczywiscie degustowal tylko:)Byl taki pocieszny, syn gdy z obiadu mu cos zostalo to np kawalek ziemniaka zjadal z widelca robiac to bardzo delikatnie :) Brakuje go nam kazdego dnia :(

  13. Mira pisze:

    współczuję straty , ale….może warto znów pokochać jakiegoś boksera ? tyle ich jest w fundacji do adopcji – prosze zajrzec np.na strony SOS Bokserom lub Boksery w Potrzebie

  14. Krzysztof pisze:

    :) od zesziamlej soboty mam 8 tyg bokserka, a wlasciwie bokserke. Trudno by bylo bez tych pieskow zyc.Sa takie kochane.
    Pozdraw

  15. Kacper pisze:

    Skręt żołądka nie ma jasno zdefiniowanej przyczyny. U podłoża tego nadostrego stanu leża najczęściej zaburzenia motoryki żołądka i dwunastnicy. Problem może znajdować się na poziomie odźwiernika lub mięśniówki żołądka. Należy pamiętać że pierwsze jest zawsze rozszerzenie- a to zdarza się nawet psom z gastropeksją- przyszyciem żołądka do ściany brzucha. Karmienie wydaję się być bardzo istotnym czynnikiem zmniejszającym ryzyko rozszerzenia żołądka, jednak nawet najbardziej optymalny sposób żywienia nie zabezpiecza przed chorobą. Podsumowując są pacjencji, którzy mimo odpowiedniego leczenia ( chirurgicznego, modyfikatory motoryki, leki zmniejszające wydzielanie soku żołądkowego) oraz żywienia nie uchronią się przed ponownym rozszerzeniem. Niestety nawracające problemy z rozszerzaniem się żołądka są często wskazaniem do eutanazji. Pozdrawiam lek.wet Kacper

  16. Informacje w tym tzw. artykule są dalekie od prawdziwych. Przyczyny skrętu żołądka są znane. Skręt żołądka poprzedza obfite wydzielenie gazów… A skąd się biorą gazy? – a to dobre pytanie, bo biorą się z rozkładu węglowodanów, które są w karmach. Co robić aby nie narażać psa na skręt żołądka? – przestać psu dawać tzw. jedzenie śmieciowe, czyli to co nazywamy suchą karmą. Są lepsze i gorsze, ale nie czas i miejsce na robienie rankingu. Hodowla Chartów: psy są żywione mięsem. Ilość skrętów żołądka w ciągu ostatnich 5 lat – 0 (ZERO). Moje psy (wspomniane w wykazie labradory), aktywne i już powyżej 7 roku życia. Jedzą raz do syta na dwa dni… w jednym posiłku zjadając od 1 do 1.5 kg mięsa z kością (kości ok. 25-30%). Ilość skrętów żołądka – 0. Czy pies potrzebuje węglowodanów do życia… NIE. Pies potrzebuje (jak większość drapieżników) białek i tłuszczy plus minerałów i witamin, które można dostarczyć z produktami pochodzenia roślinnego.
    Czy pies potrzebuje jeść 3 razy dziennie – NIE. Drapieżniki nie jedzą często, a tylko wtedy, gdy coś upolują. U psów i kotów sukcesem kończy się co 3-5 próba polowania. Więc pies musi się napracować aby zjeść, a nie przyjść do kuchni gdzie leży micha zawsze pełna jedzenia.
    Czy stosowanie tego typu diety uchroni mojego psa przed skrętem – TAK. Dlaczego? – bo przy dużych ilościach ciężkostrawnego jedzenia, żołądek jest wypchany treścią i nie ma fizycznej możliwości skrętu.
    Czy mój pies będzie głodny – TAK. Ale syty też, gdy zamiast 100-200 gr karmy dostanie pełną michę (ok 2-3% masy własnego ciała).
    Koniec pisaniny. Serdecznie współczuję wszystkim, których psy zeszły na skręt żołądka. Jest to bardzo przykre doświadczenie i nie jest waszą winą, że tak się stało. Dlaczego? – bo od lat wmawia się nam, że karma taka i siaka jest najlepsza… Psy sobie nie gotują, nie pieką przekąsek i nie robią kulek na posiłek. Psy nie delektują się jedzeniem i są w stanie zjeść wszystko, co pachnie tłuszczem.
    Drugi czynnik, który jest winien zgonów tylu psów to ludzka wygoda. O mięso trzeba zadbać, przechować, itp. O karmę – nie. Nasypać i gotowe. To jest błąd podyktowany wyłącznie ludzką wygodą… ale przecież, na wszytko mamy tabletkę, przycisk, poradę, guzik… rozwiązanie….
    Przecież weterynarz też musi zarobić na chorobach naszych psów, operacjach itp… Jedzenie dla psów to wielomiliardowy rynek w Polsce. Lepiej wyprodukować dla psa czyścik dla zębów zamiast dać mu kość… bo na tym zarobią wszyscy… a kto zapłaci? No Pan zapłaci, Pani zapłaci… i wszyscy zapłacimy, jeśli nie zaczniemy myśleć.
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Joanna pisze:

      Zgadzam się z panem w 100%. Mój piesek jest również karmiony wg diety BARF. 108 g mięsa w posiłku 6 razy w tygodniu zapewnia jej zdrowie i doskonałą kondycję. Nie choruje, nie gubi sierści, jest sprawna, szybka, aktywna. Ma 7 lat a wygląda i zachowuje się jak roczniak. Jej skóra pachnie, błyszczą się oczka, nosek zawsze wilgotny. Zadnych problemów z kupką, nie ma gazów ani wzdęć. Od początku szukałam dla niej odpowiedniego sposobu zywienia. Nie przekonały mnie żadne gotowe karmy z tego powodu, że są wyprodukowane z odpadów i śmieci, nie ma tam W OGÓLE żadnego mięsa, chyba, że pióra, pazury, mączka, popiół, martwe psy zmielone wraz z budą. Jako 8-tygodniowe szczenię (trafiła do nas w tym wieku) zaczynała jeśc zmieloną wołowinę. Mięso kupuję wczesniej (często ekologiczne), porcjuję i mrożę. Inaczej się nie da, bo musiałabym codziennie pędzić do sklepu po świeżą porcję. Jest okazem zdrowia. Nic tak nie cieszy jak radosny, zdrowy, piękny psiak.

      • Ew pisze:

        Moj poes jest karmiony sucha karma ssredniej klasy i gotowanym jedzeniem ryz, mieso (karkowka, szynka, schab, zoladki) + warzywa (marchew, brokol) do tego olej lniany. Czasami jajko gotowane. 1x w tyg twarog i 2 jajka surowe. Ma 10 lat i nikt w to nie wierzy, ma energie, wigor, skacze , biega jak oszallay olaz zdrowia i energii. Ma piekna blyszczaca siersc itp. Co Pani na to ? I idealna wage. Zero nadwsgi czy niedowagi.

    • lajkonick pisze:

      Gdy już uzmysłowimy sobie że pies nie jest drapieżnikiem to wszystkie te bzdety o karmieniu mięsem raz na dwa dni możemy spokojnie wyrzucić do kosza. Autor to typowy przykład tzw. „wiejskiego filozofa” któremu nauka do szczęścia potrzebna nie jest bo on swoje wie.

      • Marek pisze:

        a Ty jesteś przykładem ślepego teoretyka, który wszystko musi poprzeć nauką, która cały czas się zmienia, i tak naprawdę, ludzkość gó**o wie, choć wydaje nam się, że jesteśmy tacy mądrzy i oświeceni… dlatego najlepiej zaufać praktyce, jeśli coś działa w praktyce to znaczy, że to słuszna droga.

  17. Kamil pisze:

    Panie Witoldzie, pozwolę sobie na małą polemikę.
    Jak Pan doskonale wie, psy w większości nie muszą polować, bo jedzenie dostarcza im człowiek – w takiej czy innej formie. Niekoniecznie pełnej michy, często w postaci resztek porzucanych na trawnikach, w śmietnikach, odpadów i odchodów. Psy nie są „wybredne”, a głodne są w stanie zjeść wszystko, co człowiek porzuci albo im łaskawie podrzuci.
    Ile razy dziennie i co powinien jeść pies?
    Może odwrócę pytanie -a ile razy dziennie i co powinien jeść człowiek?
    Diety są różne, zalecenia i wskazówki także, mody się zmieniają ale… każdy człowiek i każdy pies jest inny i każdemu co innego będzie służyło dla zdrowotności i urody.
    Nie można generalizować, ani polecać wszystkim jedynej słusznej drogi, bo to co u jednych przyniesie świetne efekty, u innych może spowodować problemy zdrowotne. Jednak chyba wszyscy się zgodzimy, że od razu po obfitym jedzeniu bardzo duży wysiłek fizyczny, szczególnie połączony z bieganiem, skokami, obrotami itp. jest niewskazany.
    O ile dobrze kojarzę jest Pan dystrybutorem diety dla psów opartej na surowym mięsie .
    Przez lata nie było w Polsce gotowych karm – ani suchych, ani mokrych, ani BARFa, ba! nie było dostępu do żadnych mądrych opracowań co, ile i kiedy pies powinien jeść, a psy i tak pokarmowo dostosowały się do „naszych czasów kryzysu” i przetrwały na tym co w czasach kwitnącego socjalizmu człowiek mógł im zaoferować z tego co sam „upolował” .
    Podsumowując – nie generalizujmy i nie przesadzajmy, każdy pies jest inny i dla każdego znajdzie się coś dobrego.

  18. Maja pisze:

    Panie Witoldzie,
    moja bokserka ma wrzody żołądka i nie może jeść kości bo wrzody zaczynają krwawić, wymiotuje i męczy się więc nie dla każdego psa dobre są kości…! Poza tym jeśli traktuje Pan swojego (udomowionego) psa jako drapieżnika – ” drapieżniki nie jedzą często, a tylko wtedy, gdy coś upolują. U psów i kotów sukcesem kończy się co 3-5 próba polowania. Więc pies musi się napracować aby zjeść, a nie przyjść do kuchni gdzie leży micha zawsze pełna jedzenia” to proszę zafundować sobie taką dietę (najeść się do syta, a potem 2-3 dni bez jedzenia) ponieważ ludzie kiedyś też musieli się napracować i upolować sobie jedzenie. Ciekawa jestem jak się Pan będzie czuł po kilku miesiącach takiej diety?!

    Pozwolę sobie zacytować Pana kolejny raz „Co robić aby nie narażać psa na skręt żołądka? – przestać psu dawać tzw. jedzenie śmieciowe, czyli to co nazywamy suchą karmą”. Moja Bokserka miała w te wakacje skręt żołądka i nie je od ponad 3 lat suchej karmy, nawet jakbym chciała jej czasem ją dać z tzw. „ludzkiej wygody” to nie mogę. Kora nie może jej jeść tak samo jak wspomnianych wcześniej kości i wielu innych rzeczy- przez wrzody! Więc Pana teoria co do przyczyn skrętu żołądka i zgonów psów legła w gruzach.
    Pozdrawiam Maja

    • Marek pisze:

      Żadna teoria nie legła w gruzach, ponieważ Pan Witold nie opowiada o żadnej teorii, tylko o swojej długoletniej praktyce, której efekty są niepodważalne.

  19. Aga pisze:

    Moja ON nie jadła łapczywie, spała po jedzeniu, była psem b spokojnym, nie miała nadwagi. I co? Rano gdy ją zobaczylismy była juz agonia… W kilka godzin nocnych pies sie wykończył. Nawet nie piszczała, taka była cichutka. Nie zdążylismy nawet z żywą do weta dojechać. Potwierdził tylko skręt i zgon. Ponoć wystarczy, że pies się krzywo położy, skręci tułowiem i już mogą dziać takie rzeczy… Ech…

  20. Gracja4 pisze:

    Moja dobermanka odeszla na skret zoladka trzy lata temu. Miala wowczas 7 lat i byla pieknym oraz zdrowym psem. Do dzis trudno mi sie z tym pogodzic. Wyrzucam sobie ze to moj blad. Wieczorem dalam jej do zjedzenia karkowke ktora zostala mi z obiadu. W jednym kawalku, wielkosci moze jednej dloni. Sadzilam ze ja pogryzie a ona pochlonela ja w kilku kesach. Sadzilam ze poniewaz byla miekka (duszona) bez duzej ilosci przypraw, jej zoladek sobie z nia poradzi. Nie wychodzila potem z domu i wszyscy poszlismy spac. Rano stala pod drzwiami sypialni z typowymi objawami skretu. Wzdety brzuch, sztywne nogi. sztywny wolny chod, opuszczona glowa. Nie slyszalam nawet o skrecie i nie bardzo wiedzialam co mam robic, wypuscilam do ogrodu sadzac ze moze chce sie zalatwic, ale zrobila kilka krokow i wrocila powoli. Potem dalam jej wody, ale popila troche i zwymiotowala te wypita wode. Byla szosta rano, odczekalam do siodmej i zadzwonilam do zaprzyjaznionego weterynarza ktory opiekuje sie wszystkimi moimi psami. Powiedzial od razu, ze to moze byc skret, i kazal mi ja zawiezc do kliniki wet., mowiac ze sam tez do niej jedzie. Niestety, klinika jest ok godziny drogi ode mnie. Wlozylismy ja ostroznie do samochodu i gnalismy do kliniki lamiac mnostwo przepisow po drodze. Niestety, kiedy dojechalismy pies juz nie zyl. Uffff, do dzis mam poczucie winy. Zaden z moich psow tego nie mial a jestem psiara i cale zycie jest u mnie jakis pies, a czesto dwa. Od tego czasu uwazam z karmieniem i rzeczywisci dziele jedzenie na kilka porcji, zawsze przed spacerem dostaja troszke, a reszte tylko po spacerze. Nigdy wiecej takiego doswiadczenia. Lekarz mowil nam ze jest to tak bolesne dla psa ze dostaje on szoku bolowego i czesto z tego powodu umiera. Pozdrawiam wszystkich psiarzy.

  21. Paweł pisze:

    Ja mam podobną historie i jeszcze na gorąco. Mój psiak miał na imię MAKS i był rasy owczarka niemieckiego długowłosego. W piątek wieczorem poszedłem normalnie na spacer, psiak był radosny i szczęśliwy jak zwykle. Po powrocie ze spaceru dostał kolacje. Karmiłem go gotowanym mięsem i podrobami, z ryżem z rzeźni. W sobotę rano 09 listopada 2013 roku pojechałem na uczelnie do Wrocławia gdzie studiuję zaocznie. Tego właśnie dnia rodzice do mnie zadzwonili i powiedzieli że coś dzieje się z psiakiem, wtedy wzięli książeczkę i tato udał się do weterynarza. Psiak był niespokojny, dyszał, siadał i kładł się, miał wzdęty brzuch. Młoda pani weterynarz powiedziała że to zatrucie, zbadała temperaturę i powiedziała ze jest wszystko w normie i trzeba czekać. Na nic nie zdały się zapewnienia ojca dotyczące braku biegunki, wymiotów. Pies był niespokojny, dyszał. Na tym wizyta się zakończyła psiak z tata wrócił do domu. Ja wróciłem do domu z uczelni dopiero około godziny 19.00 w niedziele dnia następnego. Psiak miał swój wybieg i zawsze witał mnie pod furtką. Z radości na mój widok zawsze skakał po furtce i merdał ogonem na mój widok. W tym wypadku było jednak inaczej… Psiaka nie było wiec wiedział, że dzieje się coś niedobrego. Gdy podszedłem do drugiej bramy od ogrodu psiak ostatkiem sił wstał i podszedł pod bramkę przy której usiadł. Nie było w nim życia, entuzjazmu. Otworzyłem furtkę, psiak resztkami sił wyszedł z ogrodu i ledwo co poszedł razem ze mną pod garaż. Widziałem jego smutną minę, zaprowadziłem go do jego budy. Maks włożył mi głowę pod pachę, mocno go wysciskałem i pogłaskałem. Delikatnie dotknąłem jego brzucha który był nabrzmiały. Widząc to wiedziałem że nie ma na co czekać. Z auta wyciągnąłem torbę z ciuchami zaniosłem do domu i powiedziałem ze jadę z psem do drugiego weterynarza bo nie ma na co czekać. Trwało to może trzy minuty. Gdy zszedłem pod furtkę, żeby wyprowadzić auto z garażu Maks leżał pod furtką i….niestety już nie zareagował na wołanie… Gdy go dotknąłem przez furtkę niereagował. Natychmiast wszedłem do niego za ogrodzenie ale w oczach widziałem już nicość…serce nie biło a psiak nie dawał już znaków życia. Zrobiło mi się słabo i przykro, że najlepszy przyjaciel w życiu jakiego miałem odszedł…
    Mam do siebie wyrzuty sumienia , że nie wróciłem z uczelni i nie nocowałem w domu. Może wtedy zawiózł bym go do weterynarza, może teraz by żył.
    Najpiękniejsze wydaje mi się to, że czekał jak wrócę, przytulił się, włożył głowę pod pachę, jakby chciał się pożegnać. Widziałem wtedy w jego oczach że jest źle, zresztą rozumieliśmy się bez słów. Wystarczyło, że popatrzyłem na niego a on już wiedział co chce. Był bardzo grzecznym i ułożonym psiakiem, potrafił się zachować. Po trzech minutach było po wszystkich. Od wczoraj nic nie jadłem, nie spałem, cały dzien łzy ciekną mi po policzkach, nawet w tej chwili łzy kapią na klawiaturę i słowami nie można wyrazic tego co naprawdę czuję. Maks był jak dziecko jak członek mojej rodziny i nie wiem kiedy dojdę do siebie. Najbardziej przykro mi ale z drugiej strony bardzo się ciesze że zachował się jakby czekał na mnie a z drugiej strony mam ogromny żal do weterynarza który określił chorobę jak cyt:”zatrucie lub drobna infekcja”. Obwiniam też samego siebie za to że nie przyjechałem dzień wcześniej, bo może jeszcze mógłbym mu pomóc. Bardzo mi teraz wstyd i źle mi z tym.
    Dzisiaj koło południa psiaka pochowałem w ogrodzie gdzie lubiał biegać w sąsiedztwie owocowych drzewek pod którymi chronił się w słoneczne dni.
    Pewnie niektórzy będą śmiać się z tego co napisałem ale nikomu tego nie życzę, ponieważ kochałem swojego psa i zawsze będę go kochał. Nigdy nie miałem w życiu takiego przyjaciela w człowieku jakiego miałem w Maksie.
    Przepraszam za błędy stylistyczne, ortograficzne itp ale teraz nie to jest najważniejsze.
    Pozdrawiam i w smutku nikomu nie życzę takich doświadczeń…

    • Magda pisze:

      Pawel, bardzo wspolczuje.

    • Daareek pisze:

      Serdecznie wspolczuje z calego serca. Nasza Luna – tez dlugowlosy owczarek odeszla juz ponad 2 lata temu jako mlody w pelni sil 2 letni pies i wciaz nie moge sie z tym pogodzic. Cztery razy udalo nam sie odratowac ja ze skretu zeladka, miala przyszyty zeladek a i tak doszlo do kolejnego skretu – z niego juz nie udalo sie jej odratowac doszlo do perforacji scianek zeladka i martwicy. Stosowalismy wszystkie zalecenia, wiele malych posilkow, brak ruchu po posilkach itp. Niestety nic to nie dalo. :-(

    • Lila pisze:

      To straszne! Najszczersze wyrazy wspolczucia :’(

    • Anka pisze:

      od miesiąca jestem szczęśliwą posiadaczką owczarka niemieckiego długowłosego :)
      czytając Pawle Twoją przykrą historię ryczę jak bóbr…
      3 lata temu miałam bardzo podobne przykre doświadczenie choć nie był to skręt żołądka i do dziś w sumie nie wiadomo co to było – o objawach w dalszej części
      wcześniej miałam zupełnie inną rasę – nowofundlanda wabił się Argos, był to mój pierwszy psiak, lekko ospały, przespokojny obrzydliwie przyjacielski – śmialiśmy się, że nie wypuściłby złodzieja tylko dlatego, żeby ten się z nim bawił :) – był MÓJ
      któregoś dnia zauważyliśmy w domu, że jak Argos leży to tak jakby trzęsły mu się tylne nogi, ogólnie cały zad…
      myśleliśmy oczywiście, że to przejdzie jednak przeciwnie, objawy nasiliły się a do tego zaczął mieć duże problemy z chodzeniem i w ogóle staniem…
      weterynarz na pierwszej wizycie nie był w stanie określić czego są to objawy…
      w pierwszej kolejności zrobił mu badanie krwi, wyszło, że czegoś miał za mało (już nie pamiętam dokładnie czego było za mało), aby niedobór „naprawić” dał mojemu „pieseczkowi” zastrzyki odpornościowe i witaminowe w tym jeden bardzo gęsty, który podawał końską igłą, i pisząc końską mówię o końskiej. Do tego przez tydzień co dziennie jeździłam do weta na 2-3 godziny podczas, których Argos otrzymywał te same zastrzyki i do tego 2-3 kroplówki… po 3 dniu było widać efekty w zachowaniu psa zrobił się bardziej żywy i weselszy, choć niestety odzwierciedlenia w poprawie zdrowia nie było znacznego…
      po tygodniu było na tyle ok, pies już chodził, że do domu dostałam jeszcze jakiś antybiotyk, który bez problemów piesek połykał z kiełbaską…
      wydawałoby się, że wszystko jest na dobrej drodze do powrotu Argosa do zdrowia jednak po 2 dniach przestał jeść czyli nie miał jak przyjąć antybiotyku i pić a do tego chował się gdzieś po podwórku…. :(
      wtedy pomyślałam matko święta, chowa się bo chce odejść…
      (…) pamiętam ten dzień jak dziś…
      był to prima aprilis w poniedziałek po niedzieli Wielkanocnej….
      tego dnia miałam służbę na 6 rano, jednak jak tylko wybiła przyzwoita godzina zadzwoniłam do mojego weta i umówiłam się, że przyjmie mnie około godz. 12:00 i aby dojechać na czas zwolniłam się u swojego przełożonego godzinę wcześniej…
      przyjechałam do domu, wcześniej jednak wiedząc, że nikogo nie ma w domu bo wszyscy z racji świąt porozjeżdżali się w gości zadzwoniłam do swojego aktualnego narzeczonego i do siostry aby pomogli mi wsadzić psa do bagażnika, gdyż nie mógł on ustać o własnych siłach a co dopiero skakać.
      przyjechałam do domu, gdzie mój piesek czekał na mnie w miejscu gdzie go zostawiłam uniemożliwiając zbyteczne ewentualne chodzenie i z miską wody, której nie tknął. otworzyłam drzwi, leżał na przeciwko nich, podniósł głowę i tylko w oczach widać było jego radość na mój widok. poprosiłam żeby wstał i aby ułatwić mu założyłam mu smycz, do wyjścia miał około 10 metrów, przejście tych metrów zajęło około 2 minut, przed bagażnikiem położyłam śpiwór, na którym Argos położył się a ja z siostrą i narzeczonym chwyciliśmy za końce śpiwora i włożyliśmy go do bagażnika.
      z racji tego, że byłam w mundurze (f-sz policji) szybko pobiegłam do domu żeby się przebrać, przechodząc z pokoju do łazienki, przez okno zauważyłam, że siostra ma smutną i przerażoną minę, pobiegłam więc zobaczyć co się dzieje, siostra powiedziała, że Argos jak leżał w bagażniku nagle zawył i „rzucił” się uderzając głową o rant bagażnika. Ja widząc psa szybko wbiegłam do domu i do pokoju rzuciłam ciuchy, które miałam do przebrania i od razu zawróciłam żeby wsiąść w auto i jechać. wychodząc do auta w drzwiach minęłam się z narzeczonym, któremu powiedziałam że jedziemy, spojrzałam w stronę auta i wydusiłam z siebie, że już nie jedziemy i pobiegłam z płaczem do pokoju. masakra, chyba do końca życia będę ryczeć za każdym razem gdy będę o tym opowiadać.
      jak już zdobyłam się na chwilę opanowania, zanosząc się płaczem, zadzwoniłam do weta odwołując wizytę.
      (po dłuższej chwili postanowiłam wyjąć psa z bagażnika, okazało się, że zsikał się i oddał kał)
      wcześniej jeszcze jak żył nie wiedziałam, czy go uspać żeby się nie męczył czy dalej próbować i narażać go na dalsze cierpienie, do dziś nie mogę sobie darować, i obwiniam się, że jednak nie wszystko zrobiłam aby mu pomóc…

      od ponad miesiąca jestem szczęśliwą posiadaczką 2,5 miesięcznego Drako, nie mogłam już dłużej wytrzymać bez przyjacielskiej Łapy :)
      jednak przeraża mnie to wszystko co czytam w tym internecie o tych strasznych chorobach naszych czworonożnych bezwarunkowych przyjaciół

      pozdrawiam wszystkich miłośników czworonogów, i życzę ich pociechom długich lat w zdrowiu :)

    • Henk*** pisze:

      Paweł, minęło trochę czasu od Twojej tragedii z psem , mimo to , czytam teraz i … płaczę, współczuję Ci bardzo, nie ma w tym Twojej winy, tak już jest, że wszystko przewidzieć , to siedzieć w domu i chyba nic nie robić, piękne jest to, że Twój Pies tak Cie kochał, że jednak ostatkiem siły woli czekał jednak na Ciebie, aby się pożegnać, On wiedział już , że to już … Przykro

    • mieeciu pisze:

      Panie Pawle przeszedłem to samo 14.01.16 dalej nie mogę pisać.

  22. Mariusz pisze:

    Witam..Dzis odszedł mój syberian husky ktory miał 15 lat juz. Dostał skret zoładka.
    Wczoraj po jedzeniu,bylo wszystko ok,dopiero po godzinie zauwazylem ze pies skomli,brzuch dostał wielki,zadzwonilem do weterynarza,on mi podał adres do kliniki. Zawiozlem go po godzinie od objawów.
    Tam mu upuscili gazy,włozyli rurke do wypompowania tresci zoładkowej,ale zostaly jeszcze kawalki kosci w zoładku,ich juz nie dalo sie wyciagnac. Stan hasiora sie poprawil ale o polnocy przyszedł kryzys,próbowali go ratowac,ale wiek juz psa tez go pewnie dobił,upuscili mu gazy z zoładka,stan ogólnie ciezki był. Niestety po 2 w nocy Dingo odszedł juz:(. Raczej nie cierpial,poprostu serce staneło. Mozna mu bylo chirurgicznie otworzyc brzuch,ale juz wiek psa i oslabienie raczej bylo ryzykowne to. To nic ze stracilem 260 zl,na wypompowanie zoladka i rtg. Niestety wiek psa to juz tak jakby miał sto lat prawie.
    Oj bedzie go brakowac,15 lat byl z nami.
    Zabralem go z kliniki,ma swoje miejsce w ogrodzie,tam gdzie zawsze biegał ja pocisk:))))
    To jest jego rewir domowy ogród-nigdy bym go nie oddał do zadnej spalarni itd.

  23. lek wet pisze:

    Przerażający jest post pana Krzysztofa opisujący chorobę Rokiego… Kompletny brak wiedzy medycznej, bzdury powielane na forach internetowych przez googlowych znawców… W życiu nie słyszałem, żeby pies ze skrętem przeżył dłużej niż kilkanaście godzin, nie mówiąc o dniach czy też tygodniach! Najlepiej mieć pretensje do lekarza opierając swoją „wiedzę” na tym co ktoś kiedyś komuś powiedział. Uważam, że objawy ORiSŻ są tak charakterystyczne, że nawet średnio rozgarnięty lekarz weterynarii jest w stanie postawić diagnozę. Z kolei jeśli chodzi o post pana, który zaleca karmienie psa co kilka dni do syta mięsem i kośćmi – moim zdaniem nadaje się to to TOZu!! Życzę temu panu, żeby musiał kiedyś robić lewatywę wodnociśnieniową u psa napakowanego zbitymi w czop kałowy masami, które w obrazie Rtg wyglądają jak drugi kręgosłup…

    Podsumowując, jak się na czymś nie znam to się nie wypowiadam i w celu zaczerpnięcia informacji polecam rozmowę z lekarzem weterynarii, ewentualnie literaturę fachową, a nie czytanie PIERDÓŁ na forach internetowych.

    Pozdrawiam serdecznie (normalnych) właścicieli czterołapów :)

  24. Kaśka pisze:

    Parę lat temu także straciłam pieska i obwiniałam się tak bardzo że wpadłam w śpiączkę depresyjną.Do dzisiaj zastanawiam się co by było gdyby …Później poznałam cudownego weterynarza który otworzył na moim osiedlu gabinet. Moje dzieci weszły w etap znoszenia przeróżnych znajd z osiedla i parku a Grzegorz (weterynarz) ) często nawet za darmo je leczył lub pomagał szukać nowego domu.Był na każde zawołanie mimo iż samotnie wychowywał małe dziecko. Teraz kiedy musiałam wyprowadzić się 20 km dalej i tak wolę pokonać tą drogę bo mam gwarancję że weterynarz zrobi wszystko żeby pomóc mojemu zwierzakowi a także niepotrzebnie nie narazi mnie na koszty.Kiedys jak był za granicą przez telefon postawił diagnozę mojemu psu która w 100% się sprawdziła.Jesli nie jest czegoś pewien konsultuje się z kolegami i nie zgrwa wszechwiedzącego bufona. Dlatego jeśli ktoś chce być pewien proszę jechać na uli Włodarzewską 55G i pytać ochronę o weterynarza . Pozdrawiam

  25. Zuza pisze:

    Witam.
    Przeczytałam komentarze i trudno zająć w tej kwestii jedno stanowisko. Faktem jest, że im bardziej naturalna jest dieta ( mięso ) tym zdrowsza dla naszego zwierzaka ale nie każdy pies, ze względów zdrowotnych, może dostawać spore jego ilości w czystej postaci a szczególnie należy zachować umiar podając psom kości ( sa powodem biegunek, podrażniają przewód pokarmowy) . Nie zapominajmy, że naszym domowym pupilom daleko jednak już do dzikich psów czy wilków. Dieta powinna być zróżnicowana. Powinna być bogata w białko ( nie mówię o diecie specjalnej) i oligosacharydy , które zapewniają optymalne trawienie i wykorzystanie składników odżywczych.( zachęcam do czytania etykiet na opakowaniach karmy). Nie zgadzam się z opinią ,że jeden obfity posiłek raz na dzień…czy O ZGROZO….raz na 2 dni ma zapewnić psu zdrowie i fantastyczną kondycję. żołądek powinien pracować regularnie. Ciekawe czy ten Pan też je raz na 2 dni ? A ilu jest właścicieli , którzy zapominają o odpowiednio długim spacerze??? Obfity posiłek i kanapa ( razem z właścicielem) to niestety smutna rzeczywistość i boleść wielu psiaków.
    Dla zainteresowanych podam przykład swojego psa, który odzyskał kondycję i zdrowie po wielu miesiącach walki. Pies został zabrany od poprzednich właścicieli w wieku 4 lat, zmarnowany i wychudzony, z szorstką i matową sierścią , która garściami wypadała. Był karmiony ( albo i nie) tylko suchą karmą bo tak było wygodnie. Karma była prawdopodobnie niskiej jakości bo pies wyniki krwi miał przerażające. Nie od razu udało mi się postawić go na nogi, miał skurczony żołądek, jadł bardzo małe ilości, często wymiotował albo miał biegunki ( nie tolerował większości posiłków), smaku surowego mięsa też nie znał. Po wielu próbach znalazłam dla niego optymalną karmę. Pies odzyskał życiową energię, jest zdrowy, ma piękną sierść i NIE MA ŻADNYCH PROBLEMÓW ŻOŁĄDKOWYCH. 65% mięsa, zbilansowana ilość białka i tłuszczów a przede wszystkim nie ma żadnych chemicznych polepszaczy smaku .
    Nie będę tu robić publicznej reklamy tej firmie ale gdyby ktoś był ciekaw proszę o info i podam na priv.
    Pozdawiam.

  26. Arek pisze:

    Witam serdecznie
    Bardzo dziękuję za taki dokładny opis tego zjawiska – przed godziną skończona została operacja mojego Doga Niemieckiego – gdyby nie ta strona pewnie wszystko skończyło by się bardzo źle.
    Wahałem się czy jechać do weterynarza ale sprawdziłem i rzeczywiście brzuch był większy z lewej strony.

    Ważne kolejne 2 dni czy nie będzie zakrzepów – po 2 tyg pies ponoć wraca do normalnego trybu życia.

    Bardzo jeszcze raz dziękuję !!!!!!

  27. Ewa pisze:

    Niestety mnie się nie udało uratować mojego doga,odszedł 2 dni temu właśnie na skręt.Może gdyby nie to,że pierwsze objawy zaczęły się w środku nocy,wtedy jeszcze nie sądziłam,że to jest to czego najbardziej się obawiałam,zwymiotował jak zdarzało mu się nie raz,mąż wypuścił go do kojca żeby bałaganu nie narobić w domu i tam został z drugim psiakiem do rana …. jak wstałam ok 7 widziałam już,że odchodzi w męczarniach.Siłą wyciągneliśmy go z budy i przyprowadziliśmy do domu,podawałam mu wodę strzykawką,ale nawet nie połykał.Po 2 godzinach jeszcze wstał,ale padł na podłogę bezwładnie…za jakieś 20 minut przestał oddychać na moich oczach.Mam wyrzuty sumienia,że nie spróbowałam poddać go operacji,ale z drugiej strony….była sobota,7 rano…już tyle razy ratowałam mu życie,bo ciągle mi go ktoś podtruwał….nigdy nie doszedł do siebie po tych przejściach….myślę,że to już było dla niego za wiele,może gdyby zaczęło się to rano,byłoby więcej czasu…widziałam w jego oczach ból i smutek i pozwoliłam odejść :( miał prawie 8 lat.Mam nadzieję Arku,że twój wielki przyjaciel o wielkim sercu dał radę i dziś szczęśliwy wyleguje się na słońcu

    • Mirka pisze:

      Smutne gdy po wielu latach nie stać nas żeby ratować przyjaciela ,to że była sobota i 7 rano niczego nie usprawiedliwia ,zapewne była gdzieś w najbliższym większym mieście otwarta lecznica calodobowa ,dzisiaj prawie każdy jest posiadaczem auta ,trzeba było psa pakować i jechać na sygnale … .Jak można było widząc rano w takim stanie psa … czekać jeszcze 2 godziny i patrzeć jak pies się męczy ! Koszmar , pies ze skrętem żołądka nie jest w stanie nic przełykać i jeszcze poić go strzykawką , bardzo nierozsądnie . Skręt żołąsdka nie wybiera pory dnia i nie ma co mówić że gdyby było rano … .Przyjaciela ratuje się o każdej porze dnia ,jeżeli jest się posiadaczem psa trzeba mieć to na względzie . Moja sunia Bernardynka ,matka 2 tygodniowych szczeniąt dostała skręt w środku nocy o 1 godzinie ,nikt się nie zastanawiał i pędziliśmy 65 km do dyżurującej lecznicy ! Współczuję bardzo Ewo twojemu psu że musiał tyle wycierpieć ,pozostawiony bez pomocy ! Śmierć na skręt żołądka jest śmiercią w strasznych cierpieniach . Także Ewo masz prawo mieć wyrzuty sumienia ,zawiodłaś swojego psa …

    • Nevada pisze:

      Wybacz Ewo. Słusznie masz wyrzuty sumienia. To jednak już niczego nie zmieni.
      Ja nie mogłabym patrzeć, jak mój pies cierpi w milczeniu, a tym bardziej, że jak piszesz „widziałaś w jego oczach ból i smutek” :’(
      Tyle godzin pies cierpiał! Jeszcze mogę zrozumieć noc – czasem człowiek wyrwany ze snu „nie zajarzy”, choć zawsze wymioty są sygnałem, że „coś się dzieje”, a Ty – choć się podobno „najbardziej obawiałaś” właśnie skrętu żołądka – nie obserwowałaś psa po zwymiotowaniu?!
      Ale patrzeć 2,5 godziny jak pies cierpi katusze i nic nie zrobić?!
      Do d… z takim przyjacielem, jak Ty i Twój mąż… Właśnie o takich ludziach, mówił kardynał de Richelieu: „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam”.
      Gdy czytam takie rzeczy to budzą się we mnie instynkty „dalekich przodków”: nie tylko chce mi się wyć… ale także gryźć, drapać i zabijać…

  28. Sasha pisze:

    Witam
    Jestem szczęśliwą posiadaczką Akity Amerykańskiej, w tym miesiącu zamierzam dokonać zakupu Doga Niemieckiego. Czytając wypowiedzi niektórych tu zgromadzonych wręcz nie mogę się nadziwić. Jak do cho*ery można brać psa nie zapoznawszy się wcześniej z chorobami zagrażającymi danej rasie?! Z objawami i leczeniem, jak i prawdopodobieństwem śmierci na poszczególną chorobę, czy też nawet ewentualnym kosztem leczenia…Ja jako osoba mająca doświadczenie od urodzenia ze zwierzętami potrzebowałam ponad pół roku na wybór rasy i odpowiednie doinformowanie się tak aby przygotować się na ewentualne komplikacje, bo nie zapominajmy że wiedzy nigdy za wiele. Osoby myślące w ten sposób: są jakimiś kompletnymi pół mózgami, bo za psa tak jak za dziecko my sami bierzemy odpowiedzialność, szkoda tylko że te osoby nie odpowiadają przed sądem za psy tak jak odpowiedziały by za dziecko… :(

  29. malwina pisze:

    Witam. mam 3 tygodniowego amstaffa. od 2 tygodni jest karmiony mlekiem dla szczeniat z butelki poniewaz suka-matka ma bakterie herpesa (szczeniak jako jedyny przezyl) . piesek ma tendencje do jedzenia bardzo łapczywie – szybko na tyle ze mleczko leci mu noskiem a ost mialam przypadek ze przestal oddychac ( mleczko wleciało do płuc). dziurka w smoczku jest na tyle mala ze kropelka leci przy silnym nacisnieciu butelki. piesek potrafi 60 ml zjesc w ciagu chwili !!! zaczelam mu dawac mleczko ratami. nakarmie pomasuje brzuszek i znowu dam mu butle az wypije całość. ale on jest tak zachłanny ze marne sa tego skutki. prosze o pomoc

  30. b49 pisze:

    Moja Cleo na szczęście żyje,ale mało brakowało by nie było jej już na świecie.Ma 12 lat,je wszystko poza cytryną,ale któregoś dnia najadła się gnojówki wylanej na polu na Kabatach.Następnego dnia byłam z nią u wet-a ,ale powiedział tylko że gnojówka to „pychota”.Wieczorem dostała torsji tak nieprawdopodobnych,że zwracała chyba wszystko co miała w żołądku, raz, drugi ,trzeci.Pojechałam z nią w nocy do kliniki.Były tylko młode stażystki,zrobiły zdjęcie rentgenowskie /przy którym też wymiotowała/i stwierdziły poszerzenie żołądka.Zrobiły jej sondę /,było tego z pół wiadra/,po której nie mogła się dobudzić.Wreszcie wezwały chirurga który stwierdził skręt żołądka i zoperował ją.To było najgorsze sześć godzin w moim życiu.Została w klinice cztery dni,ma usunięta śledzionę i przyszyty żołądek,ale żyje i czuje się świetnie.Nie były to typowe objawy skrętu żołądka, bo przecież przy skręcie nie ma wymiotów, i dlatego uczulam wszystkich „psiarzy” – nie czekajcie na typowe objawy .Szybka pomoc weterynarza może uratować waszego przyjaciela.

  31. SOWA pisze:

    MOJ PIESIO MA NA IMIE FRED JEST JAMNIKIEM MA 15 LAT CO CHWILE ZAPADA NA ZDROWIU MA CHORE SERDUSZKO ZABKI NIE TAKIE ALE DO RZECZY BYLAM U WETERYNARZA BO MIAL SPUCHNIETY PYSZCZEK A LEKARZ NA TO ZE STAREGO PSA NIE ZROBIE MLODEGO DOBIL MNIE DOKUMENTNIE TAKICH MAMY WETERYNARZY.

  32. kasia pisze:

    Alesie naplakalam czytajac wszystkie komentarze, sama jestem wlascicielka „mama” 3 letniej goldenki i nie wyobrazam sobie zycia bez niej, wiec dbajmy o nasze pieski.
    pozdrawiam wszystkich milosnikow czworonogow!

  33. paulina pisze:

    Mój pies owczarek podhalański przeszedł skręt żołądka dwukrotnie. Pierwszy raz w wieku 3 lat, drugi w wieku 8,5lat. Mimo, ze udało mi się dowieźć psa na operacje , choć była to niedziela, to i tak mam wyrzuty sumienia. Dzien po operacji weterynarz kazal już podac mu wody na dnie miski. Nie podlaczyl zadnej kroplówki, wiec nalalam odrobine wody na dnie miski. Po godzinie ponownie dostal brzuch jak balon i po 15 pies już nie zyl:( a weterzynarz dojechal i stwierdził już tylko zgon. zaluje, ze posluchalam weterynarza, bo może gdybym wezwala innego, dostalby kroplowke, przeprowadzający operacje stwierdził ze kroplowka niepotrzebna. A psa ledwo uratowal, tak niskie miał ciśnienie i zapasc.

  34. Fly pisze:

    A ja właśnie siedzę u weterynarza mój kochany doberman Baster jest operowany. A ja odchodzę od zmysłów płacze jak małe dziecko i sie modlę żeby wszytko wróciło do normy …. Boje sie ze moze byc juz zapóźno :( ten pies postawił tak wysoko poprzeczkę ze juz wyżej nie jest w stanie tego dokonać żaden pies .. Poprostu idealny pod kazdym względem :(

  35. tom pisze:

    Moj Roki odszedl w meczarniach byl bardzoo madrym bokserem dom pozostal pusty mam do siebie wyrzuty ze nic niezrobilem myslalem ze to jakies zatrucie ze mu przejdzie niestety po kilkunastu godzinach odszedl mam nadzieje ze mi wybaczy? Trzymaj sie Rokulec na zawsze pozostaniesz w moim sercu!

  36. Agnieszka pisze:

    Ja właśnie dzisiaj musiałam pożegnać się ze swoją ukochaną psinką Chikulką,moją kochaną labradorką. Jest mi tak bardzo ciężko o tym pisać, bo była z nami 8 lat i nie wyobrażam sobie życia bez niej :-( Strasznie się obwiniam o to, że nie zrobiłam nic więcej, że mogłam pojechać może do innego weterynarza i ten by ją uratował. Ten u którego byłam stwierdził skręt żołądka.
    Kiedy przyjechałam z nią do weterynarza było bardzo źle. Z samochodu nie wysiadła sama, nieśliśmy ją na ręczniku. Miała bezwładne łapy. Brzuch miała tak nabrzmiały że jak lekarz zobaczył to się przeraził. Zrobił usg i powiedział że widać same gazy nic więcej. W pysku miała samą pianę i sine podniebienie. Weterynarz chciał zrobić zastrzyk ale nie mógł znaleźć żyły, bo w ogóle nie miała ciśnienia w żyłach jak to określił.
    Trzy razy pytałam czy można coś zrobić żeby ją uratować ale weterynarz stwierdził po konsultacji z innym weterynarzem że to już jest stan krytyczny,że jest tylko jedno wyjście.
    Było mi bardzo ciężko podjąć tą decyzję ale niestety nie chciałam żeby dłużej cierpiała. Trwało to bardzo długo, bo weterynarz nie mógł znaleźć żyły a ja przytulając moją kochaną Chikusię nie mogłam uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Długo nie będę mogła pogodzić się z tym że jej już nie ma.

  37. eL pisze:

    (…)rasy duże:
    (…)
    - jamnik (?)

  38. Karola pisze:

    Nasz piesek także miał skręt żołądka jest już po operacji i powoli dochodzi do siebie. Trafił na bardzo dobrego lekarza. Natomiast lekarz uważa, że uratowała go szybka nasza reakcja, podjęcie decyzji o operacji i jego silna wola życia. Tak jak ktoś już wyżej pisał objawy tej choroby postępują z minuty na minutę. Po około 10 min. od pierwszego objawu podjęliśmy decyzję, że trzeba jechać do weterynarza tylko gdzie skoro było już po 21 w piątek? Pierwszy wykonany tel. – odmowa (bo pies stary itp.). Drugi tel. oczywiście lekarz przyjmie ale czy znają Państwo koszt wizyty nocnej? Rzecz jasna gdyby połamał pazura czy stracił zęba to bym nie dzwoniła o takiej porze i nie szukała pomocy. Na miejscu lekarz szybko się rozpoznał na chorobie i zalecił operację, chodź uświadomił nas, że może jej nie przeżyć lub ze względu na wiek się nie wybudzić. Ale na szczęście operacja się udała, piesek się wybudził i jesteśmy szczęśliwi. Współczuję wszystkim, którzy nie uzyskali odpowiedniej pomocy na czas, gdyż to bardzo boli. Chcieli Państwo pomóc, ratować swojego podopiecznego a ktoś nie potraktował tego poważnie.

  39. przyjaciel pisze:

    Mój pies miał na imię Bruno, miał około 4 miesięcy.Był wesoły, lubił się bawić i nie był agresywny.Przez 3 dni był osłabiony,nie chciał jeść jedynie pił wodę.Na czwarty dzień go wypuściłem z ogrodzenia i dałem mu mleko,kanapkę ze smalcem i wodę.Tak samo jak wcześnie wypił tylko wodę. Później wyrzygał to wodę.Gdy nadszedł czwarty dzień poszedłem do niego, ale on już nie żył.Bruno był dobrym przyjacielem.

  40. Mateusz pisze:

    Witam

    Miną juz tydzien od momentu gdy mój najlepszy przyjaciel odszedł z tego świat. Miał na imię Rocky i miał 9 lat. Te 9 lat to był mój najszczęśliwszy okres w życiu. Zawsze jak wracałem do domu czekał na mnie i witał pod bramka. Był mądrzejszy od wielu ludzi. Czasem nawet ode mnie. Uwielbiał jazdę samochodem. 22 sierpnia pojechaliśmy z rockym do weterynarza, powiedział ze operacja nie jest konieczna i że raczej mu samo przejdzie i ze jak mu sie tylko pogorszy mamy jechać z nim do weterynarza 24 h. Gdy tylko wrucilem do domu o godz 23 nie opuściłem go ani na moment. Jego stan sie nie pogarszał przynajmniej tak myślałem bo on nawet nie piszczał. A skoro weterynarz powiedział ze to nie jest skręt żołądka to chyba ma racje w końcu to on jest fachowcem w tej dziedzinie nie ja. Pomogłem mu przejść na jego ukochane miejsce i pobiegłem dzwonić do weterynarza a z psem została moja babci w ciagu tych godzin opuściłem go tylko na chwilke. Gdy rozmawiałem przez telefon usłyszałem tylko pisk mojego pieska. Gdy przyszedłem do niego on juz nie żył. Minął juz ponad tydzien a ja dalej myśle ze on jest przy mnie tak jak przedostatnie 9 lat. Mam do siebie pretensje ze chodź siedziałem z nim to nie pojechałem wcześniej tylko jak debil siedziałem i głaskałam go moze uratował bym mu zycie a jak tylko pozostaje nie możliwy do opisania ból w sercu. Był to mój najlepszy przyjaciel. Był tak wesołym psem ze nawet w beznadziejne dni pojawiał sie uśmiech na twazy potrafił wszystkich pocieszyć. Na ulicy na ktorej mieszkam kazdy go znał. A dzieci stały przy siatce godzinami i go głaskały. Odszedł na swoim ukochanym miejscu a my wszyscy go pogrzegnalismy. Ma wspaniałe miejsce w ogrodzie. Pozostały mi zdjęcie i wspaniałe wspomnienia. Mam nadzieje ze wybaczy mi to wszystko czego nie zrobiłem. I ze jeszcze sie spotkamy. Wiem ze do jedna z tysiąca drastycznych wspomnień które tu są opisana ale musiałem komuś o tym opowiedzieć. Sam nie miałem z kim porozmawiać a po śmierci mojego przyjaciela umarła mi połowa serca. Do końca byłem z nim i teraz po śmierci dalej jestem przy nim. Tak jak on w moich ciezkich chwilach był przy mnie.
    Dziękuje i pozdrawiam
    Mateusz

  41. Dominika pisze:

    Witam, Nasz piesek takze mial skret zoladka (w poniedzialek wieczorem byl operowany) i ledwo sie udalo gdyz pierwszy weterynarz nie rozpoznal objawow mowiac, ze piesek ma uszkodzony uklad ruchowy. Jednak po powrocie do domu gdzie po zastrzyku mialo byc lepiej a nie bylo, szybko postanowilismy jechac do innego lekarza zrobic przeswietlenie, jak to lekarz stwierdzil po opercji, byl to ostatni moment. Mam takie pytanie do osob, ktorych pieski wracaly do zdrowia, nasz piesek wazy 46kg (zaznaczam ze nie ma nadwagi) natomiast weterynarz pozwolil przez pierwsze dni dawac maxymalnie 180gr jedzenia i rowniez niewielka ilosc wody w rozbiciu na kilka razy. Czy u was tez bylo tak nieiele? pytam bo psina caly czas prosi o wode i jedzenie, lezy teraz kolo mnie i slysze jak mu burczy w brzuchu. Wiem, ze podczas operacji mial rowniez rozcinany zoladek i oprozniany, dlatego rozumien, ze nie mozna mu odrazu dac duzej ilosci zwlaszcza na raz ale czy to nie jest za malo na jeden dzien?
    Pozdrawiam, Dominika

  42. Jaki to lekarz który tak dobrze zdiagnozował po objawach mimo że się nieudało pieska dowieźć ???

  43. Proszę też o nazwę super Karmy?

  44. Anna pisze:

    Witam, chciałabym podzielić się informacją nt moich doświadczeń po skręcie żołądka u owczarka niem długowłosego. Do skrętu doszło pół roku temu. Riko miał wtedy niecałe 5 lat. Od kilku miesięcy był na suchej karmie – nie moczonej przed podaniem. Jadł z miski na stojaku. Zjadał wtedy jedną porcję wieczorem, po spacerze. Ok. 1 -2 w nocy zaczął popiskiwać, nie mógł leżeć, ciągle zmieniał miejsce, widać było że cierpiał. Natychmiast pojechałam do jedynej czynnej kliniki weterynaryjnej. Operacja przeprowadzona po mniej więcej 1 – 1,5 godzinie. Wycięto śledzionę, żoładek podszyty do żeber. Po kilku dniach od operacji natąpiło gromadzenie limfy. Musiałam z nim jeździć by odciągali ten płyn – bolesna sprawa. Potem wszystko zaczęło się układać. Jednak od tamtego czasu raz po raz pojawiały się niespodziewanie biegunki, a potem wymioty (żółto-białą treścią). Ponieważ było to rzadko – nie wzbudziło to moich podejrzeń. Jednak te objawy zaczęły się nasilać. Zaczęłam go diagnozować. Morfologia w normie, jednak lipaza podwyższona ponad trzykrotnie. Dostawał przez tydzień antybiotyk Cefaleksyna 1 x dziennie.
    Riko zachowywał się normalnie, był bardzo aktywny i nic nie wskazywało na to, że jest chory. Po tygodniu od podawania antybiotyku dostał biegunkę w połowie dnia (ostatni posiłek zjadł normalnie wieczorem poprzedniego dnia – to samo co zawsze), po 2 godzinach kolejna biegunka, potem 2 x wymioty i tak na zmianę. Słabł z godziny na godzinę. Mimo 4 wizyt u weterynarza tego dnia (trafił na tego samego lekarza, który go operował) podawania różnych preparatów przeciwbólowych, przeciwzapalnych, na wzmocnienie, witamin, kroplówek – nie udało się go uratować. Odszedł na moich rękach. Spokojnie, jego oddech słabł z minuty na minutę, serce pikało już od kilku godzin. Nie dawał oznak, żeby cierpiał z bólu. Rozmawiałam z właścicielem matki Riko, i okazało się, że ona dożyła 6 lat i też miała skręt żoładka. Poza tym ten pan znał kilka przykładów uratowanych psów po skręcie żołądka i żaden z nich nie dożył więcej niż pół roku, a każdy miał problemy z wątrobą lub trzustką. Niestety żaden weterynarz nie umiał postawic prawidłowej diagnozy.

  45. małgorzata pisze:

    Witam wszystkich. Tego dnia nie zapomnę fo końca życia,16.11.16..Rano o ,4tej znalazłam moje ukochane szczęście największe, ,4,5 rocznego Cane Corso o imieniu Bary. Jestem e szoku,płacze nie rozumie. Położył die spać,był wesoły jak zawsze.Po licznych telefonach fo hodowców wetetynarzy,właśnie dowiedziałam die DLACZEGO,CO BYLO POWODEM. Ból tęsknota i wyrzuty sumienia nie opidxca mnie do końca moich dni..Przeslodka Ciała o angielski charakterze

  46. Nevada pisze:

    A ja popłynę „pod prąd”!
    Jak „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, tak jedno badanie – nawet „najbardziej naukowe” – nie oznacza, że jest to już fakt naukowy. W rzeczywistości bowiem mogło być ono przeprowadzone w sposób, który wpłynął na taki wynik (sam sposób prowadzenia badań ma bardzo duże znaczenie!).
    Jak na razie mamy do czynienia jedynie z „wynikami badania” (jednego). O fakcie naukowym zaś można mówić, gdy przynajmniej 2 inne badania (triangulacja), przeprowadzone przez kogoś zupełnie innego, potwierdzą wynik wskazywany przez cytowane badanie.
    Ponadto 110% może oznaczać, że wynik ten pozostaje „na granicy błędu”, bo sporo zależy także od kryteriów przyjętych przy obliczaniu wyników (odchylenie standardowe, wartość błędu, liczba błędów metody, systematycznych, itd.), jak również od grupy badanej (dobór grupy, wielkość grupy, itd.).
    Dlatego przyjęto w nauce metodę triangulacji, bo trzy niezależne od siebie wyniki zmniejszają możliwość popełnienia błędu do minimum (choć nadal go nie eliminują!).
    Dla mnie jest to na razie tylko sygnał, że należy swoje zwierzaki uważnie obserwować.
    Moja flat-ka łyka więcej powietrza, gdy schyla się do miski. Poza tym problemy gastryczne znacznie się u niej zmniejszyły, gdy przestała jeść na leżąco (kładła się przy misce). Z jednej strony podejrzewam, że „schładzała” sobie za bardzo brzuch na zimnej terakocie (nie upieram się, że o to chodziło, ale wiele na to wskazuje). Jednak w związku z tym, że był to poważny problem (dużej liczby gazów i poważne wzdęcia, przez co bałam się skrętu żołądka właśnie) najpierw zrobiliśmy z doktorem badania (krew, mocz, kał – bad. ogólne + wydolnościowe – wyniki były ok), potem zmienialiśmy rodzaj żywienia (8 razy :o) i wszystko to nie zmieniło nic! Zaczęłam uważną obserwację: najpierw więc dostała dywanik do jedzenia, bo miałam wrażenie, że to jej szkodzi. Od czasu gdy kładła się na czymś ciepłym, a nie na terakocie, o połowę zmniejszyła się u niej ilość gazów. Potem wprowadziłam stojak. Teraz przy jedzeniu siedzi ;) (leniwiec nie pies ;)) i gazów jest bardzo mało, tyle że zostało odbijanie po jedzeniu – choć je najwolniej ze wszystkich psów :o to odbija się jej jedynej i to „jak staremu chłopu” :D
    Zaczęłam uważnie obserwować też inne psy.
    ON-ek jada z miski na podłodze – inaczej nie chce, a gdy dostawał na podwyższeniu, to mu się odbijały gazy po posiłku, więc wycofałam stojak, za to pić chce tylko ze stojaka. Drugi flat (oprócz suni) je na stojaku – gdy jadł z poziomu podłogi to „się wzdymał”. Sunia w typie pinczera (przerośnięty miniaturowy lub niedorostek średniego) jada na podłodze i nie ma żadnych problemów.
    Myślę więc że to zależy: 1) od osobnika (w tym rasy i wielkości), 2) od temperamentu (nerwowości), 3) stanu zdrowia psa, 4) od wieku psa, 5) od wysokości na jakiej jest miska (tzn. procent w stosunku do wzrostu – najwyższe ustawienia standardowych misek będzie niejednemu dogowi niemieckiemu sięgać „do kostek”), 6) rodzaju żywienia, 7) liczby posiłków (pies bardzo głodny „wessie” jedzenie, mniej głodny będzie jadł spokojniej, nie licząc retrieverów ;P), 8) od nastroju: pies zdenerwowany, czy zestresowany inaczej je, a spokojny – inaczej, 9) czasu odpoczynku PRZED i PO jedzeniu, no i może od „kierunku wiatru” ;) (teraz już żartuję oczywiście).
    Tak więc nie stresuję badaniem amerykańskim i robię to, co widzę że jest najlepsze dla moich futrzaków :D
    NIE dajmy się zwariować! Ot i tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Scroll to top